Warstwa pośrednia

Wzrost złożoności struktur gospodarczych, zanik klasycznie rozumianego zawodu informatyka i dyfuzyjność IT powodują wzrost znaczenia integratorów systemów.

Trzon każdego nowoczesnego społeczeństwa stanowi klasa średnia. Również w wymiarze ilościowym tworzy ona większość populacji. Powtórzmy: dotyczy to nie każdego społeczeństwa, ale właśnie określanych jako nowoczesne, względnie, w terminologii socjologicznej, ponowoczesne (post-modern society). W tym ostatnim przypadku praktycznie mówimy też o społeczeństwie informacyjnym. Dyskusję na temat definicji, czym jest społeczeństwo informacyjne, możemy zapewne uznać za zamkniętą, skoro od kilku lat 17 maja obchodzimy Światowy Dzień Społeczeństwa Informacyjnego (rezolucja ONZ z marca 2006 r.). Dodajmy jedynie, że w wymiarze ekonomicznym gospodarka takiego społeczeństwa opiera się na maszynowo (komputerowo) wspomaganym przetwarzaniu informacji, a ta ostatnia staje się wówczas najcenniejszym dobrem.

Z uwagi na swój rozmiar i cywilizacyjne znaczenie klasa średnia dzielona jest bardziej szczegółowo na kolejne podklasy: wyższą średnią (upper middle), średnią centralną (middle middle) i niższą średnią (lower middle). Co mają wspólnego te rozważania ze sferą menedżersko-biznesową na poziomie operacyjnym? Otóż we współczesnym przedsiębiorstwie również rośnie znaczenie grupy pracowników, którzy stanowią warstwę pośrednią między klasycznie rozumianym działem IT a "resztą świata". Mamy tu także do czynienia z analogią rozwoju samej infrastruktury informatycznej. W jego początkach istniały (nomen omen!) centra (obliczeniowe), wokół których w naturalny sposób grupowali się komputerowi specjaliści.

Owa koncentracja miała zresztą zupełnie fizyczny charakter - słabiej rozwinięta sieciowość wymagała bezpośredniego kontaktu z konsolą (później monitorem) maszyny. Stopniowo pojawiało się więcej terminali umożliwiających najpierw lokalny, a z czasem globalny dostęp do zasobów dużych konfiguracji (mainframe), które zdominowały informatyczny świat. Złośliwie, ale - zwłaszcza według współczesnych kryteriów - trafnie terminale miały przydomek "głupich", ponieważ ich inteligencja kończyła się na hardware’owym poziomie obsługi klawiatury i (znakowego) wyświetlacza. Cała logika software’owa znajdowała się po drugiej stronie telekomunikacyjnego przewodu. Z czasem jednak ten krajobraz zaczął się zmieniać.

SOA i SOAP

Pojawienie się minikomputerów (np. PDP-11), a następnie mikrokomputerów (PC-tów) pozwoliło na przesuwanie mocy serwera w kierunku jego klientów (client) i tworzenie różnych wariantów konfiguracji C/S (client-server). Po pewnym czasie informatyczny rozwój zatoczył koło, dochodząc ponownie do takich idei, jak cienki klient (thin/slim/lean client), czy wręcz komputer (terminal) sieciowy NC (network computer), czyli do informatycznej parafrazy infrastruktury energetycznej: jeśli potrzebuję prądu, nie muszę mieć w domu całej elektrowni. Innymi słowy: użytkownikowi wystarczy przeglądarka internetowa, natomiast wszelkie zasoby danych i oprogramowania mogą być dostępne w Internecie.

Stąd wysyp (hype) idei, ale także ich praktycznych wdrożeń: przetwarzania rozproszonego (distributed processing), klastrowego (clustering), kratowego (grid) czy chmurowego (cloud) oraz ich kombinacji, a także odpowiedników organizacyjnych, np. paradygmatu SOA (Service-Oriented Architecture). Mówimy tu o strukturach coraz bardziej złożonych, granice między ich centrum (centrami) a peryferiami są elastyczne, ale jednocześnie wymagają warstwy pośredniczącej (middleware). W ujęciu sieciowym dotykamy formalnie protokołów na poziomach wyższych niż TCP/IP/HTTP, np. SOAP (Simple Object Access Protocol), niemniej ta trzecia warstwa (layer) jest obecnie rozumiana znacznie szerzej i może być interpretowana także w kategoriach użytkowo-organizacyjnych: jako zaawansowane moduły łączące podsystemy rozbudowanych konfiguracji.

Taka potrzeba warstwowej redukcji złożoności pojawia się nie tylko w globalnym wszechnecie (evernet), ale już na poziomie większych przedsiębiorstw. Nowoczesna firma nie jest statycznym i reaktywnym zbiorem "jednostek organizacyjnych", lecz również, od form hierarchiczno-sztabowych przez macierzowe, przeobraża się w kierunku dynamicznej "chmury procesów". W takiej strukturze mamy do czynienia nie z izolowanymi funkcjami, ale zintegrowanymi procesami, które niczym duchy przenikają nie tylko ściany oddzielające klasyczne biura i działy, lecz także rozbijają mury samego przedsiębiorstwa, łącząc je z jego partnerami. Jednocześnie procesów jest wiele i łączą się one ze sobą, tworząc organizacyjnie wirtualną sieć na zasadzie powiązań "wszystkiego ze wszystkim".

Zintegrowana odpowiedzialność

Wróćmy teraz do wcześniejszej tezy, dotyczącej pracowników pośredniczących między strukturami informatycznymi i zarządzania. Kim są ci ludzie, skąd się biorą i jaka jest ich rola w organizacji? Ich geneza związana jest z zanikiem klasycznie rozumianego zawodu informatyka oraz cechą dyfuzyjności samej informatyki. Zacznijmy od tego ostatniego fenomenu. Dyfuzyjność technologii polega na tym, że przenika ona całość przedsiębiorstwa, łączy jego podsystemy, a także definiuje swego rodzaju metajęzyk, generujący szereg rozwiązań specjalistycznych. Takie warunki spełnia właśnie informatyka.

Przykładowo: błąd w bazie materiałowej ERP może spowodować dostarczenie klientowi towaru, którego nigdy nie zamawiał, za który nie zapłaci, a co gorsza, może tracić zaufanie do dostawcy. Jednocześnie u producenta wspomniane uchybienie dotyka obsługę klientów (customer service), planowanie wytwarzania, kontrolę jakości czy logistykę (zarówno gospodarkę magazynową, jak i transport). Kto zatem odpowiada za taki proces? Cząstkowo każdy z jego uczestników, ale stabilny może być tylko proces o charakterze zintegrowanym, w którym jednolitą grupę tworzą zarówno jego projektanci techniczni, jak i użytkowi.

Programista tworzący aplikację finansową powinien być też trochę księgowym. Z kolei buchalter powinien wiedzieć, co to jest pole alfanumeryczne, rekord czy SQL. Inaczej nie będą porozumiewać się precyzyjnie, względnie dla uzyskania wspólnego języka będą zdani na "tłumacza", kogoś, kto zna obie strony systemu: techniczną i użytkową. To idealistyczne wymaganie powoduje, że wśród pracowników IT znajdują się tacy, którzy nie programują (np. analitycy), natomiast swego rodzaju programistami stają się użytkownicy (np. generując graficznie aplikacje 4GL).

Ludzki interfejs

Przyjrzyjmy się z kolei chronologicznie istotnym fazom powstawania systemu informatycznego:

- istniejące problemy wymagające idei rozwiązań

- analiza problemowa generująca zadanie

- użytkowa i techniczna specyfikacja systemu

- analiza różnic (gap analysis) między planem a stanem realnym

- projekt wstępny (draft) i modele jakościowe

- warianty rozwiązań (oferty) i ich wartościowanie

- projekt szczegółowy (blueprint) wraz z algorytmami

- prototypy, testy cząstkowe i modele ilościowe

- implementacja rozwiązań cząstkowych

- kastomizacja (customizing) i migracje danych

- integrowanie oprogramowania całości systemu

- testy systemowe i funkcjonalne, dokumentacja

- instalacja (roll out) sprzętowo-programowa

- szkolenia i konieczne zmiany organizacyjne

- scenariusze eskalacyjne uruchomienia (szacowania ryzyka)

- eksploatacja i pielęgnacja (maintenance)

- nowe specyfikacje dla wersji produktywnej.

Kto jest odpowiedzialny za każdy z tych punktów? Pytanie jest retoryczne, choć w mniejszej organizacji można by próbować odpowiadać jednym hasłem: informatyk zakładowy. Tymczasem wcześniej pokazaliśmy, że ta "mniejsza organizacja" jest też częścią większej, procesowo zorientowanej całości. Dla pokazania tych zależności na przykładzie spróbujmy dopasować osobowo i organizacyjnie wyżej podane fazy powstawania systemu do następującej sytuacji praktycznej.

Przedsiębiorstwo uruchamia fabrykę wyrobów przetworów rybnych, opierając się na zautomatyzowanych i częściowo zrobotyzowanych liniach wytwórczych. Na liniach instalowane są m.in. specjalistyczne drukarki strumieniowe (continuous ink jet) dla natrysku danych surowcowych na opakowania pierwotne. Między innymi klienci wymagają nie tylko stałych informacji odnoszących się do wyrobu, np. o "metodzie połowu przyjaznej dla delfinów", ale także zmiennego, czyli partiowego podawania takich szczegółów, jak "nazwa statku" czy "dzień zawinięcia do portu". Partie surowców księgowane są dostawczo w systemie ERP, wytwarzanie wspomagane jest odrębnym systemem klasy MES (Manufacturing Execution System), a całość ma być zintegrowana automatycznie, bez ręcznego wprowadzania danych na liniach.

Tak naszkicowany projekt wymaga współpracy różnych specjalistów, a jednocześnie specyfikowany proces (łańcuchy logistyczne) narzuca określone wymagania wszystkim jego uczestnikom. Stąd fenomen "tajnych" pracowników IT w działach użytkowych (key/power user) oraz "tajnych" użytkowników w działach IT (znają aplikacje od strony użytkowej i mogą ją efektywnie kształtować i testować). To właśnie ci, de facto, integratorzy systemów uzupełniają interfejsy hardware’owe i software’owe o trzeci wymiar - organizacyjny - stanowiąc rodzaj "ludzkiego" middleware’u.


TOP 200