W szkołach o tym nie uczą

Ona jest radną i pracuje w zarządzie miasta. On jest inżynierem oprogramowania i pracuje w największej lokalnej firmie komputerowej. Mają trzech synów. Najstarszy wyemigrował

Ona jest radną i pracuje w zarządzie miasta. On jest inżynierem oprogramowania i pracuje w największej lokalnej firmie komputerowej. Mają trzech synów. Najstarszy wyemigrował

do Stanów Zjednoczonych. Właśnie skończył tam legendarny MIT i w wieku 22 lat dostał posadę CIO (Cheaf Information Officer). Ciemny garnitur, biała koszula, stosownie dobrany krawat i uśmiech od ucha do ucha. Zdjęcie wyraźnie prezentuje człowieka sukcesu, umiejętnie wkomponowanego w świat biznesu.

Średni syn powoli zbliża się do rozpoczęcia własnej kariery zawodowej. Na razie, jeszcze studiuje. Informatykę, jako podstawowy kierunek, i prawo patentowe, jako drugi fakultet. Luźne, dżinsowe spodnie, t-shirt z prowokacyjnym napisem na piersiach, fryzura w kształcie "jeża" z szeregiem wielobarwnych, postawionych na sztorc kosmyków. Zbuntowany, ale nie poza prawem. Wie, jakie są reguły gry, ale wie też, do czego i jak je wykorzystać. Obaj są dla rodziców powodem do dumy i chwały.

Najmłodszy, choć mieszka z rodzicami, odzywa się do nich rzadko. Skończył szkołę w podstawowym wymiarze i nie w głowie mu dalsza nauka. Jest na zasiłku dla bezrobotnych. Nawet nie myśli o szukaniu jakiejś pracy. Dżinsowe spodnie z szerokimi nogawkami i krokiem zszytym na wysokości kolan, dżinsowa bluza z za długimi rękawami, podejrzliwy wzrok wyglądający zza długich, luźno opadających na ramiona włosów. Sprawia wrażenie obrażonego na świat, na rodziców i braci.

Zapewne dlatego że jesteśmy gośćmi w ich domu udaje nam się z nim porozmawiać. Jak potem pół żartem, pół serio mówią rodzice, zamienił z nami więcej słów niż z nimi w ostatnim miesiącu. W kuchni na lodówce poprzyczepiane są różne złote myśli. Jedne, chyba aby pomóc rodzicom, inne, by dotrzeć do rozsądku najmłodszego potomka. Wśród tych pierwszych spisane w formie aforyzmów myśli Matki Teresy z Kalkuty. Wśród tych drugich, ujęte w jedenaście porad doświadczenie życiowe... Billa Gatesa. "Życie nie jest sprawiedliwe. Przyzwyczaj się do tego". Ta maksyma otwiera listę rzeczy, o których zdaniem B. Gatesa młodzi nie mają szansy nauczyć się w szkołach. W ustach twórcy komputerowego giganta niszczącego bezwzględnie konkurencję brzmi to nad wyraz prawdziwie. Na liście jest także punkt traktujący o rodzicach i ich pociechach. Jest też niezwykle trafna uwaga o łagodnym systemie egzaminowania. Możliwość aż do przesady wielokrotnego zdawania tego samego egzaminu stwarza złudzenie, że i w prawdziwym życiu będzie tak samo. Nic bardziej mylnego - słusznie zauważa B. Gates, choć życie czasami stwarza pozory takiej nie kończącej się szansy, zwłaszcza w informatyce.

Inżynier stający pod zaprojektowanym przez siebie mostem w dniu jego otwarcia jest pięknym przykładem poczucia odpowiedzialności za wykonaną przez siebie pracę. Mało już dzisiaj takich zawodów i takich egzaminów. Gdyby udało się takie reguły wprowadzić do informatyki, może inaczej wyglądałyby losy niektórych wielkich projektów. Może też inaczej wyglądałaby stabilność sztandarowych produktów firmy B. Gatesa. Trochę dziwnie ogląda się zestawione obok siebie myśli głęboko religijnej, doświadczonej przez życie kobiety, z wyniesionym do niebotycznej fortuny młodzieńcem. Jeszcze dziwniej czuję się, gdy pomyślę, że to on, zdaniem rodziców, będzie bardziej przemawiający do ideowego kręgosłupa ich syna. Czyżby nadchodziły czasy komputerowych multimilionerów władających rzędami dusz? Nie spodziewałem się tego po e-gospodarce.

Nowa Zelandia, Christchurch, 24 marca 2001 r.


TOP 200