W sieci znajomych i przyjaciół

Globalna sieć żyje lokalnie - twierdzi amerykański cybersocjolog Robin Bradley Hamman.

Globalna sieć żyje lokalnie - twierdzi amerykański cybersocjolog Robin Bradley Hamman.

Jego zdaniem większość osób korzystających z Internetu używa go do kontaktów na poziomie lokalnym. Gros dyskusji prowadzonych w światowej sieci dotyczy spraw o charakterze lokalnym, np. funkcjonowania komunikacji w mieście, możliwości zrobienia zakupów, problemów związanych z wywozem śmieci z osiedla, uwag do władz samorządowych, propozycji dla lokalnych polityków itp. Internet pomaga wręcz scalać, integrować społeczności lokalne.

Dużą popularnością cieszą się serwisy służące umawianiu się na randki, wyjście do kina czy koleżeński wypad do pubu. Do tego celu w masowym zakresie jest też wykorzystywana poczta elektroniczna. Wystarczy, jak proponuje socjolog, sprawdzić swoją skrzynkę pocztową na komputerze, aby przekonać się, że zazwyczaj znacznie więcej jest w niej listów (oczywiście z wyjątkiem spamu), pochodzących od lub skierowanych do osób z najbliższego otoczenia niż przesyłek od ludzi z odległych zakątków świata. Zachłyśnięcie się możliwościami kontaktów w skali globalnej, właściwe dla osób zajmujących się Internetem w latach 90., odchodzi już dzisiaj do przeszłości.

Za pomocą Internetu można łączyć się z ludźmi na całym świecie, ale każdy z nas ma o wiele więcej wspólnego z tymi, którzy są z najbliższego otoczenia.

"Internet nie zastępuje innych form kontaktów międzyludzkich. Staje się ich uzupełnieniem" - mówił Robin Hamman podczas wykładu w Warszawie, inaugurującego nową inicjatywę Telekomunikacji Polskiej Akademia TP: Trendy przyszłości, która ma służyć publicznej debacie na temat społecznego wymiaru rewolucji technologicznej (Computerworld był patronem medialnym tego wydarzenia).

W opinii badacza nie ma znaczenia, w jaki sposób ludzie się ze sobą komunikują, ważne, że czują się ze sobą związani. Możliwość łatwego kontaktu z innymi za pomocą e-maili może sprzyjać nasileniu częstotliwości bezpośrednich spotkań, na które znacznie prościej jest się umawiać. "Wirtualne życie nie jest oddzielone od rzeczywistego, stanowi jego część. Wszystko razem jest istotnym elementem naszej ludzkiej aktywności" - twierdzi Robin Hamman. Uważa, że nie należy mówić o społecznościach wirtualnych, gdyż określenie to nie oddaje istoty rzeczy. Lepiej mówić o cyfrowych społecznościach sieciowych, które są taką samą formą kontaktów między ludźmi, jak inne. Internet stał się dzisiaj dla wielu ludzi normalnym, codziennym środkiem komunikacji, wyrażania uczuć czy wymiany informacji. "Na końcach kabli są tacy sami ludzie jak my, z problemami podobnymi do naszych" - przekonuje amerykański cybersocjolog.

Jakkolwiek trudno nie przyznać racji, to trzeba zauważyć, że poglądy Robina Hammana na funkcje Internetu są z pewnością w dużej mierze określone charakterem wykonywanej przez niego pracy zawodowej. W sieci BBC zajmuje się on bowiem tworzeniem i animowaniem interaktywnych segmentów 42 regionalnych portali informacyjnych. Działania te mają służyć właśnie ułatwianiu wymiany poglądów i informacji między członkami społeczności lokalnych. Pracuje także jako konsultant przy projektach dotyczących budowy społeczności internetowych, np. dla firm zajmujących się integrowaniem ludzi i organizowaniem przedsięwzięć przy użyciu nowoczesnych środków komunikacji. Jest autorem i animatorem dwóch projektów badawczych:http://www.cybersoc.com ihttp://www.cybersociology.com , mających na celu stworzenie internetowych platform wymiany informacji i doświadczeń między socjologami zajmującymi się badaniami cyberprzestrzeni.

Robin Hamman ma rację, twierdząc, że poglądy na Internet w pierwszej fazie jego rozwoju były zdominowane gloryfikowaniem jego globalnych możliwości komunikacyjnych. Prawdą jest jednak i to, że wielu obserwatorów dostrzegało już wówczas liczne szanse wykorzystania sieci do celów lokalnych. Stąd m.in. wzięły się liczne już w latach 90. - zarówno w Europie, jak i Polsce - inicjatywy i projekty dotyczące tworzenia elektronicznego rządu w środowisku samorządów lokalnych czy regionalne programy budowy społeczeństwa informacyjnego i rozwoju opartego na wykorzystaniu technik informacyjnych. Nie należy zapominać o wielu niezależnych inicjatywach udostępniania mieszkańcom poszczególnych miast miejsc do kontaktów w sieci, np. rozpoczęty w 1994 r. słynny projekt obywatelskiej sieci komputerowej De Digitale Stad Amsterdam.

Trzeba pamiętać o tym, że Robin Hamman żyje obecnie w Wlk. Brytanii, czyli w kraju, którego ponad 90% mieszkańców korzysta z Internetu. W Polsce natomiast, jak wynika z przeprowadzonych przez CBOS w marcu tego roku badań, jest to zaledwie jedna czwarta społeczeństwa.

Napisaliśmy w Computerworld

Internet dla sąsiadów

Kto znajdzie sposób, by efektywnie wykorzystać ogólnoświatową sieć na lokalne potrzeby konsumentów i przedsiębiorców, odniesie sukces finansowy lub polityczny.

Perspektywy transakcji między plantatorami truskawek spod Łomży a siecią ekskluzywnych restauracji w Nowym Jorku rozpalają wyobraźnię entuzjastów gospodarki elektronicznej. Globalny zasięg Internetu jest wciąż uznawany za jego podstawowy atut. Możliwości nawiązywania bezpośrednich kontaktów handlowych na całym świecie traktuje się jako wyznacznik nowego modelu działalności biznesowej. Ten sam tok rozumowania obowiązuje także w odniesieniu do innych sfer życia społecznego.

Każdy ma szansę na sukces, gdyż sieć umożliwia dotarcie z ofertą do nieograniczonego audytorium. Ideologiczne wręcz faworyzowanie globalnych aspektów Internetu może jednak ograniczać możliwości jego ekonomicznego i społecznego wykorzystania. Racją istnienia dużej grupy firm i instytucji jest bowiem funkcjonowanie na rynku lokalnym. Są to przede wszystkim tzw. małe i średnie przedsiębiorstwa (MŚP). Sklep osiedlowy, warsztat samochodowy, brygada remontowo-budowlana czy biuro rachunkowe mogą liczyć na zyski, pod warunkiem że znajdą klientów w najbliższym otoczeniu. By wymienić zużyte łożysko w kole, nie opłaca się jechać do miasta odległego o 200 km. Oferty usług internetowych dla tego typu podmiotów muszą uwzględniać specyfikę ich aktywności gospodarczej. W tym przypadku nie liczy się duży zasięg. Ważniejsza jest przede wszystkim umiejętność dostarczenia niezbędnych na co dzień informacji i przekonania o możliwości zaspokojenia żywotnych potrzeb w najbliższym otoczeniu. Komu się uda zagospodarować ten obszar, ten z pewnością może liczyć na sukces.

Andrzej Gontarz, CW nr 46 z 11 grudnia 2000 r.

Globalna komunikacja, lokalna tożsamość

Dość powszechne jest straszenie globalizacją. Jeżeli jednak ktoś widzi w globalizacji zagrożenie, to należy go zapytać, co zrobił, aby do niego nie dopuścić. Gdy niepokoi nas zalew informacji ze świata, najlepiej żebyśmy sami się zastanowili, jak powinniśmy nań zareagować. Nie ma lepszego sposobu niż przedstawienie własnej, ciekawej propozycji, zainteresowanie innych własną niepowtarzalną ofertą. Powinniśmy cały czas zadawać sobie pytanie, co ciekawego wnieśliśmy do sieci, jak zaprezentowaliśmy naszą odrębność kulturową, co zrobiliśmy dla podkreślenia naszej tożsamości, jak zaakcentowaliśmy elementy odróżniające nas od innych. Gdy będziemy wzbogacać Internet we własne wartości, nie rozpłyniemy się w globalnej masie. Im więcej nas w Internecie, tym więcej nas na świecie.

Wywiad z Wojciechem Pelcem, redaktorem naczelnym internetowego Miejskiego Informatora Multimedialnego

w Poznaniu, CW nr 25 z 24 czerwca 2002 r.