W poszukiwaniu decyzji

Szefowie, którzy zarzucają swoim pracownikom, że są niesamodzielni, nie zauważają, że sami ich tego nauczyli, stroniąc od zdecydowanego wyrażania swojej woli. Wielu menedżerom wydaje się, że powinni przez pewien czas prowadzić swoich ludzi "za rękę'', stopniowo powierzając im pełną odpowiedzialność za zadania. Wychodzą z założenia, że samodzielność w biznesie to jest coś, czego można się nauczyć. Traktują podwładnych, nawet na kierowniczych stanowiskach, jak maluchy w przedszkolu, które powoli nabywają umiejętności ubierania się, jedzenia, sprzątania zabawek, składania liter. Przedszkole to w pewnym sensie szkoła życia, tymczasem zakład pracy już nią nie powinien być, albowiem z założenia jest to miejsce, gdzie trzeba coś dawać z siebie w zamian za pieniądze.Zatrudnia się przecież człowieka, który już umie to, do czego potrzebuje go pracodawca.

Szefowie, którzy zarzucają swoim pracownikom, że są niesamodzielni, nie zauważają, że sami ich tego nauczyli, stroniąc od zdecydowanego wyrażania swojej woli. Wielu menedżerom wydaje się, że powinni przez pewien czas prowadzić swoich ludzi "za rękę'', stopniowo powierzając im pełną odpowiedzialność za zadania. Wychodzą z założenia, że samodzielność w biznesie to jest coś, czego można się nauczyć. Traktują podwładnych, nawet na kierowniczych stanowiskach, jak maluchy w przedszkolu, które powoli nabywają umiejętności ubierania się, jedzenia, sprzątania zabawek, składania liter. Przedszkole to w pewnym sensie szkoła życia, tymczasem zakład pracy już nią nie powinien być, albowiem z założenia jest to miejsce, gdzie trzeba coś dawać z siebie w zamian za pieniądze. Zatrudnia się przecież człowieka, który już umie to, do czego potrzebuje go pracodawca.

Bynajmniej nie mam na myśli specjalistycznej wiedzy zawodowej, bo tego istotnie będzie się on uczyć zawsze, lecz o predyspozycje stosownie do wymagań stanowiska: samodzielność albo chęć pracy w zespole, zdolność do podejmowania decyzji albo zdolność doradzania, kreatywność albo chęć podążania utartymi ścieżkami, indywidualizm i charyzma albo umiejętność podporządkowania się woli większości, towarzyskość albo niechęć do nowych kontaktów. Innymi słowy, do firmy przychodzi człowiek dojrzały o ukształtowanej osobowości i wyraźnych cechach charakteru. Naginanie osobowości czy próby jej ponownego ukształtowania są nieporozumieniem. Człowiek, który nie umie przewodzić, nie umie podejmować decyzji, nie potrafi narzucać swojej woli społeczności za jej aprobatą - nie nauczy się tego na życzenie szefa. Nie był przywódcą ani na podwórku, ani na obozie harcerskim, ani na balu sylwestrowym i nie będzie nim w pracy. Po prostu nie powinien być żadnym kierownikiem, bo nie ma do tego predyspozycji.

W firmach, które to rozumieją, zatrudnionym ludziom - tym, dla których przewidują stanowiska wymagające samodzielności - od razu powierza się zadania, za które są odpowiedzialni od początku do końca i mają uprawnienia do podejmowania wszystkich decyzji. Oczywiście, nie są to od razu duże zadania, choć czasem i tak się dzieje. Ale od początku mają 100% kompetencji i odpowiedzialności, nikt stopniowo nie przyucza ich do tego. Zmienia się ranga zadań i stanowisk, ale predyspozycje są zawsze takie same.

Szef, który przyucza swoich kierowników do właściwej roli, często jest rozczarowany wynikami swoich wysiłków. Przyuczani podwładni wykonują pracę tak samo nieumiejętnie jak wcześniej, z tym, że rutyna podpowiada im, jak unikać niektórych błędów czy niezręcznych sytuacji. Niektórzy szefowie pocieszają się, mówiąc sobie w duchu: "No, wreszcie nauczył się czegoś, to już coś". Mylą się. Rutyna nic nie zmienia w ich predyspozycjach. Po prostu przystosowali się. Nauczyli, owszem, właśnie nauczyli się, jak unikać odpowiedzialności, a nie jak ją podejmować. I zwyczajnie nie podejmują decyzji. Nie sposób ich do tego zmusić, skłonić ani namówić. W momencie pojawienia się takiej konieczności idą do szefa, owego przyuczającego ich mentora, z mniej lub bardziej zawoalowaną prośbą o zastępstwo w tej czynności. Szefowi wydaje się, że udziela kolejnej dobrej rady, gdy tymczasem sam podejmuje decyzję w sprawie, do której zatrudnił innego człowieka, często na stanowisko kierownicze, a nawet menedżerskie. Bywa, że rzecz jest jeszcze bardziej absurdalna. Wtedy mianowicie, zamiast podjąć samodzielnie decyzję, nieudolny kierownik zwołuje zebranie w celu konsultacji.

Szefowie często temu przyklaskują, bo kojarzy im się to z pracą zespołową, a tak naprawdę chodzi przecież tylko o to, żeby jakimś cudem zapadła decyzja, do której tenże kierownik nie jest zdolny. A bywa jeszcze i tak, że notoryczne odkładanie decyzji powoduje, że przestaje mieć ona znaczenie i już nie trzeba jej podejmować. I to się najbardziej podoba osobom zatrudnionym nie na swoim miejscu.

Człowiek, którego zadaniem jest samodzielne decydowanie, musi do firmy przyjść już z taką zdolnością. Inaczej będzie działał na szkodę firmy, nie spełniając oczekiwań, które w nim pokładano. Również dla niego samego jest to sytuacja coraz bardziej demoralizująca, ponieważ będzie musiał wybrnąć z sytuacji, które będą go przerastały.


TOP 200