W odmętach sprzeczności

Branża informatyczna w dalszym ciągu lekceważy inwestycje w redukcję kosztów i w systemy jakości, co nie dziwi, ponieważ ma jeden z najwyższych w gospodarce wskaźników rentowności kapitału ROA.

Branża informatyczna w dalszym ciągu lekceważy inwestycje w redukcję kosztów i w systemy jakości, co nie dziwi, ponieważ ma jeden z najwyższych w gospodarce wskaźników rentowności kapitału ROA.

Złośliwie mówiąc, branża informatyczna, a zwłaszcza jej czołówka (pod względem ROA), ma taki potencjał, że powinna rosnąć co roku o 60%, ale wzrasta przeciętnie 25% w wymiarze realnym. Badania rentowności kapitału, przeprowadzone przez Andrzeja Góralczyka, dyrektora Instytutu Produktywności IDG Poland SA na podstawie danych nadesłanych w ankietach do Raportu Computerworld TOP 200, nie pozostawiają żadnych wątpliwości co do wielkości tego potencjału (patrz tabela).

Widać, że branża informatyczna zadowala się tymczasowym wysokim zyskiem, mało myśląc o przyszłym rozwoju. Albo dokładniej mówiąc - myśli o rozwoju, ale w kategoriach nowych produktów czy działań marketingowych, a nie w sensie udoskonalania organizacji, lepszego wykorzystania kapitału, zwiększenia efektywności pracy. Inwestycje w nowe produkty istotnie są dominującą pozycją w nakładach inwestycyjnych w 1999 r. we wszystkich grupach firm: producentów sprzętu, producentów oprogramowania, dystrybutorów, dilerów, integratorów, firm usługowych. Szczególnie wyróżniają się pod tym względem grupy o najwyższej rentowności kapitału.

Grupa firm o najmniejszej rentowności charakteryzuje się brakiem rozsądku w inwestowaniu. Najwięcej wydaje na ulepszanie swoich zasobów biurowych i na marketing. Innymi słowy pragnie zawojować klientów swoim wizerunkiem i elokwencją, a nie atrakcyjnością oferty. Jest pewne uzasadnienie dla tej postawy inwestycyjnej. Jeśli firma ma za mało pieniędzy na poważniejsze inwestycje albo nie ma pomysłu na przyszłość, to wkłada pieniądze w to, co daje przynajmniej doraźny efekt. Oczywiście, jest to szalenie powierzchowne oddziaływanie na otoczenie, ale szefom i pracownikom daje pewną korzyść. Jeśli w bliskiej przyszłości uda im się wypracować wartościową propozycję dla klientów, to dotychczasowe nakłady na marketing i reklamę zwrócą się stukrotnie. Bez profesjonalnego marketingu żaden produkt nie ma szans zaistnieć na rynku.

Nikłe, prawie niezauważalne wydatki na poprawę jakości i redukcję kosztów są od kilku lat stałą cechą branży informatycznej. Pod tym względem nic się nie zmienia. Wynika to z trzech powodów. Po pierwsze, dzięki dużej zyskowności swojej działalności firmy informatyczne nie mają motywacji do takich działań, po drugie, klienci - ciągle w większości mało biegli w informatyce - nie umieją ani wymagać wysokiej jakości, ani negocjować cen. Trzeci powód jest bardziej złożony. Otóż w branży informatycznej w Polsce spotkały się dwie swoiste kultury: kultura handlowca epoki przejściowej od socjalizmu do kapitalizmu (nastawiona na maksymalny doraźny zysk i niechęć do samokształcenia) z kulturą szybko rozwijającej się, przebojowej technologii informatycznej, która dzięki temu tempu i spodziewanemu znaczeniu uzyskała pewną taryfę ulgową co do wymagań jakościowych.

Nowością w 1999 r. w porównaniu z 1998 r. były w tym roku dwa inne wyniki badań. Otóż znacznie zmniejszyły się nakłady na samochody i nakłady na szkolenia pracowników.

Wydaje się, że najprostsze aspiracje pracowników zaspokojono w poprzednich latach, ale nie przyszedł czas na podnoszenie kwalifikacji. Ta druga informacja "ładnie" koresponduje z analizą barier rozwoju wskazanych przez firmy. Jedną z najczęściej wymienianych jest brak wysoko wykwalifikowanych pracowników. Niestety, choć jest to ciągle zauważalna pozycja w inwestycjach, to przeciętnie nie przekracza ona 10% nakładów.


TOP 200