W Internecie wiedzą, że jesteś psem… i co z tego?

Na konferencji MIT Emerging Technologies, Kris Gopalakrishnan, szef Infosysa, jednego z hinduskich dostawców usług outsourcingowych stwierdził, że ludzie są coraz bardziej skłonni przehandlować prywatność za korzyści technologiczne.

Uwaga Krisa Gopalakrishnana pojawiła się w kontekście wystąpienia na temat coraz szybszego upowszechniania się przedmiotów zawierających procesory i umożliwiających nawiązanie połączenia z Internetem - od urządzeń gospodarstwa domowego, po czujniki w sieci dróg. Stwierdził on, że w obliczu ekspansji sieci słowo "prywatność" zmieniło znaczenie.

Jego wystąpienie ponownie podgrzało toczącą się od kilku dekad dyskusję na temat zasięgu pojęcia prywatności w obliczu rozwoju technologicznego. Dyskusji, która toczy się zarówno wokół szczegółów technologicznych zabezpieczeń przed naruszeniem prywatności danych osobowych, prywatnej korespondencji czy osobistych preferencji ujawnianych poprzez historię odwiedzanych stron oraz dokonywanych zakupów, jak i wokół zmian obyczajowych, przedstawianych zazwyczaj jako niepożądane, niekorzystne i niebezpieczne dla społeczeństwa. Dyskusji, która toczona jest zazwyczaj przez prawników, socjologów i informatyków, a którą użytkownicy sieci jakby niespecjalnie się przejmują.

Wszechobecne oko

Rozwojowi technologii i instytucji współczesnego społeczeństwa zawsze towarzyszyła obawa przed Wielkim Bratem. Jedną z bardziej wpływowych i oddziałujących na wyobraźnię metafor społeczeństwa nadzoru był Panopticon - więzienie zaprojektowane na planie okręgu przez angielskiego filozofa i socjologa Jeremy’ego Benthama pod koniec XVIII wieku, a przywołane jako ilustracja współczesnego społeczeństwa przez Michela Foucaulta. Panopticon pozwalał umieszczonemu w jego centrum strażnikowi obserwować wszystkich osadzonych w celach więźniów, przy czym więźniowie nie mieli świadomości, kiedy dokładnie są obserwowani, a kiedy nie, czego efektem miała być modyfikacja ich zachowania, tak jakby stale znajdowali się pod obserwacją. Metafora ta została później rozwinięta przez Paula Virilio, który twierdził, że dzięki rozwojowi Internetu znaleźliśmy się w czymś w rodzaju Superpanopticonu, w którym każdy obserwuje każdego, a wszechobecne oko modyfikuje zachowania wszystkich ludzi.

Prywatność nie jest pojęciem, które łatwo poddaje się zdefiniowaniu. Przeciwnie, prywatność jest pojęciem nieostrym, nacechowanym kulturowo, zmiennym w czasie i zależnym od aktualnego otoczenia społecznego. W tradycyjnym rozumieniu, prywatność jest obszarem, który jednostka rezerwuje dla siebie, wycofując się z życia społecznego. Amerykański psycholog społeczny Irwin Altman uznał natomiast, że prywatność jest dwustronnym, dynamicznym procesem zakreślania granic, sterowanym zarówno przez jednostkę, jak i przez osoby, z którymi jednostka ta wchodzi w relacje. Innymi słowy, prywatność podlega nieustannym negocjacjom, a granice przesuwają się zależnie od otoczenia fizycznego, okoliczności, kontekstu społecznego, intencji i statusu społecznego uczestników relacji, celu relacji i wreszcie stosowanych środków komunikacji. Co oczywiste, prywatność nie jest pojęciem o identycznym zakresie znaczeniowym we wszystkich kulturach i zupełnie inaczej zakreśla prywatność Amerykanin, a zupełnie inaczej mieszkaniec Emiratów Arabskich.

Prywatność a Internet, geolokalizacja...

Cóż to wszystko ma wspólnego z kwestią, czy wchodzić w usługi lokalizacyjne analogiczne do tych oferowanych przez Foursuare, czy zaklejać plastrem kamerę wbudowaną w laptop i czy publikować na Facebooku prywatne zdjęcia? Otóż wydaje się, że dyskusja o prywatności w Internecie i generalnie w usługach zbudowanych dzięki nowym technologiom poszła w kierunkach nieodzwierciedlających faktycznych odczuć użytkowników sieci.


TOP 200