W Internecie lepiej widać złe prawo

Protesty przeciw narzuceniu przepisów blokujących swobodę sieci doprowadziły aktywistów Internetu do spotkania z premierem. Największy sukces organizacji pozarządowych zajmujących się Internetem to wywołanie dyskusji na temat stanowienia prawa.

Prezydent RP zaprosił kilka dni temu na debatę na temat systemu stanowienia prawa w Polsce przedstawicieli rządu, Sejmu, sądownictwa, wybrane autorytety środowisk naukowych, gospodarczych i organizacji pozarządowych. Zaproszeni przygotowali kilkuminutowe wystąpienia. Debata, która odbyła się w Pałacu Prezydenckim 5 maja, miała jednak charakter otwarty, transmitowano ją w Internecie, a na sali znalazło się miejsce dla innych zainteresowanych ekspertów i organizacji. Kilku z nich mogło zaprezentować chociaż kilka zdań opinii.

Goście prezydenta to osoby przyjazne lub przynajmniej zachowujące szacunek do autorytetu głowy państwa. Uniknięto zatem nakręcających zainteresowanie mediów, przykrych utarczek słownych z opozycją. Wśród wypowiadających się i tak było sporo fundamentalnych różnic, tyle samo co środków zaradczych wobec obniżania się jakości prawa. Chyba wszyscy byli jednak zgodni co do ogólnej diagnozy, że ze stanowieniem prawa w Polsce jest źle, że produkuje się za dużo ustaw, są niespójne, poprawki i nowelizacje gubią lub przeinaczają pierwotną intencję autorów ustaw. Część propozycji ma charakter ustrojowy.

Kancelaria Prezydenta zresztą również przygotowała propozycje zmian w Konstytucji, które zmierzałyby do zwiększenia i poszerzenia znaczenia towarzyszącej projektowi ustawy oceny skutków regulacji, ograniczenia możliwości wnoszenia poprawek bez zgody autorów ustawy, wyjaśnienia legitymacji procesowej podmiotów uprawnionych do występowania z wnioskiem do Trybunału Konstytucyjnego.

Twórczość poselska

Część radykalnych propozycji to różne patenty na ograniczenie możliwości wnoszenia poprawek przez posłów. Pod pretekstem poprawiania ustawy niekiedy dochodzi do jej tak istotnego przebudowania, że w ogóle nie przypomina pierwotnego projektu. Szczególnie irytuje to legislatorów rządowych, którzy chcieliby zachować ustawie kształt nadany przez rząd, co jest logiczne, jeżeli reprezentuje on większość parlamentarną. Problemem nie są tylko posłowie realizujący się w misji zgłaszania autorskich poprawek lub ulegający lobbingowi.

Profesor Andrzej Rzepiński zauważył pragmatycznie, że pośrednim efektem ułatwionego dostępu do rozwiązań prawnych w innych krajach, jaką daje i automatyczne tłumaczenia, będą dodatkowo zachęcać do kopiowania niekoniecznie pasujących u nas regulacji. Jeszcze gorzej, że w Sejmie i Senacie utrwaliła się naganna praktyka, że minister niezadowolony z projektu rządowego, a nawet sam rząd, zmienia zdanie i poprzez nieformalne kontakty z posłami podsuwa im poprawki. Robi to, aby uniknąć czasochłonnych procedur ponownych konsultacji międzyresortowych, ale przy okazji uprawnień weryfikujących Rządowego Centrum Legislacji. Pewna część kompletnych rządowych projektów ustaw jest zgłaszana tą skróconą drogą jako projekty poselskie.