Uważaj, co piszesz

W USA trwa dyskusja nad projektem ustawy, która nakładałaby na pracodawców obowiązek informowania pracowników o fakcie monitorowania ich poczty elektronicznej.

W USA trwa dyskusja nad projektem ustawy, która nakładałaby na pracodawców obowiązek informowania pracowników o fakcie monitorowania ich poczty elektronicznej.

Zaglądanie do cudzych listów jest nie tylko wbrew wszelkim regułom dobrych manier, jest to także wykroczenie karane na mocy prawa. Na szczęście, na ogół rzadko się zdarza, aby ktoś zaglądał do cudzej korespon- dencji. Zapewne dlatego pracownicy w firmie zakładają, że ich listy elektroniczne trafią wyłącznie do adresata. Supozycja, że może je przeglądać administrator (czytaj: pracodawca), wywołałaby zgodny okrzyk oburzenia.

Amerykańscy prawnicy pracują nad nowymi regulacjami (Notice of Electronic Monitoring Act), które nakładałyby na pracodawców obowiązek in- formowania pracowników o fakcie monitorowania ich korespondencji elektronicznej, jak również ogólnego wykorzystania Internetu. Dotyczy to także np. śledzenia adresów odwiedzanych stron internetowych. Proponowane prawo każe pracodawcy podawać informacje także na temat tego, jak często i w jaki sposób elektroniczna komunikacja jest monitorowana oraz jak przechowywane są dane pocho-dzące z tego monitoringu i do czego są wykorzystywane.

Problem za 1 mln USD

W USA problem kontroli poczty elektronicznej pojawił się już kilka lat temu. W kraju tym procesy o odszkodowania cywilne są powszechnym sposobem upominania się o swoje prawa.

Kilka lat temu pracownicy, wyrzuceni z pracy za wysyłanie pocztą elektroniczną informacji stanowiących tajemnicę, wytoczyli pracodawcy sprawę sądową. Żądali odszkodowania, bowiem ich zdaniem pracodawca bezprawnie zaglądał do ich korespondencji, proces jednak przegrali.

Obowiązujący w USA system prawny, w którym precedens (pierwszy wyrok w dotychczas nie znanej sprawie) staje się obowiązującą wykładnią, sprawił, że od chwili rozstrzygnięcia tego procesu przyjęto, iż pracodawca ma pełne prawo do przeglądania listów elektronicznych swoich pra-cowników. Sędzia w uzasadnieniu stwierdził bowiem, że system poczty elektronicznej - obejmujący także oprogramowanie po stronie użytkownika, komputery i firmową sieć rozległą - stanowi własność firmy. W związku z tym pracodawca ma także prawo do zawartości listów przechodzących przez system pocztowy.

Flirt czy napaść?

Co więcej, późniejsze procesy wykazały, że firma ponosi odpowiedzialność za korespondencję wysyłaną drogą elektroniczną przez swoich pracowników na zewnątrz. Sprawy dotyczyły oczywiście - popularnych w USA - procesów o molestowanie seksualne. Dlatego tym bardziej pracodawca powinien być zainteresowany monitorowaniem przesyłek pracowników.

Znalazło to swój wyraz w różnych regulaminach amerykańskich korporacji. Zawarto w nich m.in. zakaz wykorzystywania poczty firmowej do celów prywatnych. Wcześniej obejmował on już rozmowy telefoniczne. Odbicie tych rozwiązań widać często w restrykcyjnych regulaminach oddziałów tych korporacji działających w Polsce.

Polska bez prawa

W polskich firmach na ogół nie ma jakichkolwiek regulacji odnoszących się do tajemnicy korespondencji elektronicznej. Obowiązujące w Polsce prawo nie odnosi się wprost do elektronicznej wymiany listów.

Kodeks Cywilny jedynie ogólnie gwarantuje różne prawa osobiste, w tym prawo do ochrony korespondencji. Obejmuje to jednak przede wszystkim tradycyjne przesyłki pocztowe, a nie listy elektroniczne. Z drugiej strony, istniejące ustawy dotyczące ochrony tajemnicy zawodowej i służbowej - na zasadzie domniemania - odnoszą się także do przesyłek elektronicznych.

Opinie prawników, czy pracodawca narusza prawo przeglądając e-mail swojego pracownika bez jego wiedzy, również nie są niespójne. W przypadku ewentualnego procesu sądowego firmie na pewno pomogłoby posiadanie formalnego regulaminu korzystania z poczty oraz informowanie pracowników o śledzeniu treści listów elektronicznych, jeśli coś takiego faktycznie ma miejsce.