Ustawa a sprawa polska

Z punktu widzenia praktyki legislacyjnej program komputerowy tym przypomina dziecko poczęte, że wymaga ochrony, oraz tym, że akt poczęcia aktu o tej ochronie w warunkach polskich trwa długo. Przynajmniej na to wskazuje chronologia wydarzeń. Już w lipcu 1991 r. wyniki wieloletnich prac komisji powołanej przez ministra kultury i sztuki weszły na porządek obrad Rady Ministrów. Potem tylko "słowa, słowa, słowa". Wreszcie 18 lutego 1992 r. Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy "o prawie autorskim i prawach pokrewnych". Projekt ten został skierowany do Sejmu. W czwartek 2 kwietnia 1992 r. po tzw. "pierwszym czytaniu" projekt przekazany został komisji sejmowej.

Z punktu widzenia praktyki legislacyjnej program komputerowy tym przypomina dziecko poczęte, że wymaga ochrony, oraz tym, że akt poczęcia aktu o tej ochronie w warunkach polskich trwa długo. Przynajmniej na to wskazuje chronologia wydarzeń. Już w lipcu 1991 r. wyniki wieloletnich prac komisji powołanej przez ministra kultury i sztuki weszły na porządek obrad Rady Ministrów. Potem tylko "słowa, słowa, słowa". Wreszcie 18 lutego 1992 r. Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy "o prawie autorskim i prawach pokrewnych". Projekt ten został skierowany do Sejmu. W czwartek 2 kwietnia 1992 r. po tzw. "pierwszym czytaniu" projekt przekazany został komisji sejmowej.

Prawdą jest, że prace legislacyjne nad uregulowaniem tak skomplikowanego problemu jak kwestia praw autorskich są procesem długotrwałym. Prawdą jest także, że pochopne decyzje ustawodawcy przynoszą zwykle nieobliczalne skutki. O pierwszym czytaniu projektu w parlamencie zadecydowała jednak - jak się wydaje - nie tyle prawda, co nie potwierdzona oficjalnie pogłoska. Z wiarygodnych źródeł pojawiły się bowiem informacje o próbach podejmowanych przez rząd USA wpisania Polski na listę państw, z którymi handel oprogramowaniem objęty zostanie embargiem. Brak prawnej ochrony oprogramowania stwarzał formalne przesłanki uzasadniajace podjęcie takich działań.

Ochrona prawnoautorska programów komputerowych w ramach ogólnej ustawy nie jest rozwiązaniem najbardziej szczęśliwym. Składają się na to dwie przyczyny: właściwości samego oprogramowania jako przedmiotu ochrony oraz fakt, że generalnie prawo autorskie w zasadzie nie jest ukierunkowane na ochronę dóbr o charakterze "technicznym". W przeszłości niektórzy ustawodawcy (np. Japonia) podejmowali próby uregulowania kwestii ochrony i obrotu oprogramowaniem komputerowym na gruncie ustaw odrębnych, tzn. nie w oparciu o prawo autorskie. Przypadek Japonii jest przykładem jaskrawym i dobitnym. Uległa ona naciskom ówczesnej administracji waszyngtońskiej i zaakceptowała ochronę prawnoautorska programów komputerowych. W naszych oczach sukces gospodarki japońskiej jest synonimem pracowitości, skromności i rozsądku. Być może naprawdę jest inaczej. Na pewno jednak nie jesteśmy "drugą Japonią".

Ważniejsze wydaje się jednak to, że ciężar ochrony prawnoautorskiej programów komputerowych nie spoczywa na samej ustawie. Ustawa stwarza tylko jednoznaczne podstawy prawne dla takiej ochrony. Natomiast rozstrzygnięcia zapadają w sądach. Polski system sądownictwa odzwierciedla całokształt sytuacji naszego kraju. Bez sprawnego aparatu sprawiedliwości sam zapis ustawowy to tylko słowa przelane na papier wolą reprezentantów narodu. Tak więc konsekwencją ustawy powinny być kroki zmierzające do szybkiego usprawnienia funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości.