Urzędnicy trzymają PRO w szachu

Z Bogdanem Michalakiem, prezesem Stowarzyszenia Polski Rynek Oprogramowania PRO, rozmawiają Iwona D. Bartczak i Wojciech Raducha

Z Bogdanem Michalakiem, prezesem Stowarzyszenia Polski Rynek Oprogramowania PRO, rozmawiają Iwona D. Bartczak i Wojciech Raducha

- Dwa miesiące temu Roman Dolczewski, wiceprezes PRO triumfalnie obwieszczał na łamach "Computerworlda" początek końca piractwa na polskim rynku. Zapowiedział powołanie Agencji Ochrony Praw Autorskich, stworzenie Rejestru Produktów Oprogramowania, gorącą linię telefoniczną dla zgłaszających przypadki piractwa. Efektów kazał spodziewać się właśnie za dwa, trzy miesiące. Tymczasem w połowie kwietnia redakcja otrzymała list od Pana informujący - obok wielu innych spraw - również o tym, że Agencja Ochrony Praw Autorskich jest "Agencją na papierze" i nie wiadomo, czy i kiedy to się zmieni. Dlaczego plany nie zostały zrealizowane?

Plany są realizowane w tempie niezadowalającym, z kilku powodów. Po pierwsze z powodu braku środków finansowych potrzebnych do uruchomienia Agencji Ochrony Praw Autorskich Informatyki i Telekomunikacji. Zezwolenie na zbiorowe zarządzanie prawami autorskimi w dziedzinie oprogramowania otrzymaliśmy dopiero 1 lutego br., a więc dopiero po roku od wejścia w życie ustawy.

Do dzisiaj bowiem nie ma rozporządzeń wykonawczych do 20 art. ustawy, który przewiduje utworzenie funduszu na rzecz twórców. Stowarzyszenie PRO nie popiera i nigdy nie popierało projektu rozporządzenia Ministra Kultury i Sztuki dotyczącego art. 20 ustawy. Nasz protest dotyczy enigmatyczności sformułowań i niedostatecznej precyzji projektu rozporządzenia. Natomiast nie kwestionowaliśmy możliwości wsparcia twórców oprogramowania ze środków pobieranych od producentów i importerów sprzętu. W projekcie rozporządzenia jest wiele nieprecyzyjnych określeń, np. podmiotów zobowiązanych do wnoszenia opłat na rzecz twórców, momentu powstania obowiązku wniesienia opłaty, sposobu jej obliczania, sposobu podziału funduszu między organizacje zarządzające prawami autorskimi, sposobu i kryteriów dzielenia pieniędzy między twórców. Na podstawie takiego rozporządzenia nie bylibyśmy w stanie działać. Do dzisiaj nie jesteśmy pewni, jakimi funduszami na rzecz twórc/ów będziemy dysponowali. Brak rozporządzeń powoduje narastanie przepychanek interpretacyjnych. Te nieporozumienia związane z art. 20 ustawy są przyczyną braku akceptacji dla działalności Agencji ze strony środków przekazu i środowiska producentów oraz dostawców sprzętu komputerowego. Bez poparcia Agencji ze strony użytkownków legalnego oprogramowania i prasy jej działalność będzie niemożliwa.

- Jaką interpretację ustawy proponuje Stowarzyszenie PRO?

- Opinia członków Stowarzyszenia zobowiązuje zarząd PRO do sprawnej i sprawiedliwej dystrybucji środków uzyskanych z realizacji postanowień art. 20 ustawy. Interpretacja Ministerstwa Kultury i Sztuki idzie w kierunku uznania za twórcę osoby fizycznej. Z punktu widzenia stowarzyszenia jest bez znaczenia czy pięniądze z funduszu będą wypłacane firmom, czy osobom fizycznym. Prowizja, którą stowarzyszenie otrzyma za świadczenie tej dystrybucyjnej usługi umożliwi działalność Agencji. Natomiast firmom informatycznym - również członkom PRO - nie jest to tak zupełnie obojętne. Dlatego środwisko tych firm nie rozumie tak do końca, o co nam chodzi, o co walczy stowarzyszenie. Raczej są skłonne oskarżać nas o chęć wypchania sobie kieszeni. Nie bez winy jest prasa, tworząca wokół PRO dwuznaczną atmosferę. Naszym celem jest ochrona interesów użytkownika legalnego oprogramowania, a nie tylko producentów i handlowców. Piraci albo eliminują z rynku producenta pozbawiając użytkowników kolejnych wersji oprogramowania, albo czynią produkty legalne bardzo drogimi karząc uczciwych użytkowników.

- Nie ma rozporządzeń wykonawczych do ustawy, nie ma więc funduszu wpłat producentów sprzętu, nie ma zatem prowizji od dystrybucji środków do twórców oprogramowania. Nie ma środków na ochronę praw autorskich. Co PRO zamierza uczynić w takiej patowej sytuacji?

- Przede wszystkim czekamy na rozporządzenie. Ministerstwo nie odpowiada na nasze pisma. Brakuje wspólnych spotkań. Być może dopiero ten wywiad uświadomi urzędnikom, jak złą robotę wykonują ociągając się z wydaniem precyzyjnie sformułowanego rozporządzenia. Srodków finansowych na Agencję Ochrony Praw Autorskich nie ma również z tego powodu, że niemal połowa członków PRO nie płaci składek. Nie wielu jest także chętnych do społecznej pracy w tej organizacji. Ludzie mają swoje firmy i o nie muszą przede wszystkim dbać. Część członków trzeba było zawiesić, ale i tak propozycja podniesienia wysokości składek nie przeszła na Walnym Zgromadzeniu, bo nie było quorum. Przyjechało tylko kilkanaście firm (na 70 członków). Potrzeba minimum kilkuset milionów starych złotych na biuro, personel, obsługę stowarzyszenia. Z powodu braku pięniędzy nie ma owej gorącej linii telefonicznej, a projekt Agencji i projekt Rejestru Produktów Oprogramowania jest na papierze. Środowisko zmobilizowałoby jednak dopiero rozpoczęcie działalności, jakieś spektakularne posunięcia. Nie będzie ich jednak z braku środków. Zatem wcale nie liczymy, że same firmy są w stanie utrzymać działalność Agencji.

- Sugeruje Pan, że firmy software'owe, które ewidentnie tracą na piractwie, są mało zainteresowane ochroną przed nim?

- Nie, tak nie powiedziałbym. Firmy tracą po kilkadziesiąt procent zysków z powodu piractwa, a na dzisiejszym mocno konkurującym rynku trzeba walczyć o każdy procencik dochodów. Przyczyny są innej natury. Szefowie tych firm mają bardzo mało czasu na działalność poza przedsiębiorstwem, a same przedsiębiorstwa często są bardzo ubogie, nie stać ich na składki. Jest to środowisko badzo rozdrobnione, z trudnością organizujące się. Do PRO należy elita najbardziej świadomych konieczności walki z piractwem i zdolnych do partycypacji w kosztach tej walki. Inna sprawa to pewne "zżycie się" polskich firm z piractwem. Powstawały kilka lat temu, kiedy pod tym względem było jeszcze gorzej i jakoś przetrwały, zahartowały się. Tam, gdzie piractwo szerzyło się ponad miarę, nie wchodziły w ogóle, np. oprogramowanie dla indywidualnego użytkownika. Ono wchodziło do kraju z zagranicy, jako kradzione. Polscy producenci zajęli nisze rynkowe, np. oprogramowanie dla przedsiębiorstwa, gdzie zagrożenie piractwem było mniejsze. Mimo tych wszystkich uwarunkowań, muszę powiedzieć, że świadomość i chęć walki z piratami rośnie w polskim środowisku informatycznym. Samo uchwalenie ustawy i artykuły prasowe towarzyszące temu przyczyniły się do upowszechnienia jej.

- Czy Stowarzyszenie zamierza czekać z założonymi rękami na rozporządzenie i dopiero wtedy rozpocząć działalność?

- Nic podobnego. PRO będzie działać w normalnym trybie. Zbytni pośpiech - jak i nadmierna powolność - może zaszkodzić sprawie. Środowisko jest wystarczająco skłócone. Zamierzamy jednak konsekwentnie wykorzystać wszystkie możliwości jakie daje ustawa. Agencja to nie jedyne pole naszej aktywności. Przygotowujemy Rejestr Produktów Oprogramowania, dopracowujemy nasz statut i strukturę organizacyjną, przygotowujemy projekty umów o powierzenie w zarząd ochrony praw autorskich. Robimy bardzo dużo. Może za mało rozpowiadamy o tym.


TOP 200