Ulica Sezamkowa

Na ulicy Sezamkowej dzieci poznają tajemnice alfabetu, wnikają w sens wyrazów i świata. Ulicy tej naprawdę nie ma - istnieje wyłącznie w wyobraźni twórców telewizyjnego programu edukacyjnego, którym od lat pasjonują się mali widzowie.

Na ulicy Sezamkowej dzieci poznają tajemnice alfabetu, wnikają w sens wyrazów i świata. Ulicy tej naprawdę nie ma - istnieje wyłącznie w wyobraźni twórców telewizyjnego programu edukacyjnego, którym od lat pasjonują się mali widzowie.

Miejska ulica, na której żyją Wielki Ptak, Smok i Owieczka (w polskiej wersji serialu), niech posłuży za przenośnię obrazu miast i miasteczek, wyłaniającego się z miejskich stron WWW . Miast otwartych na turystów, mile widzących inwestorów, prężnych ośrodków kulturalnych i gospodarczych. Ten słodki wizerunek - wbrew pozorom - nie jest tylko czczą przechwałką redaktorów serwisów internetowych. Często odpowiada prawdzie, o ile odwiedzający te strony potrafią odrzucić naiwność Wielkiego Ptaka i zająć ciekawską postawę dziecka, pytającego wprost o różne sprawy.

Stara zasada prawa rzymskiego mówi: Is fecit qui prodest (Ten uczynił, komu to przyniosło korzyść). Skoro z tygodnia na tydzień przybywa miejskich serwisów internetowych, musi się to komuś opłacać. Nie jest to do końca oczywiste - bo czy dziecko oglądając co tydzień Ulicę Sezamkową po kilku miesiącach odczyta bezbłędnie i zrozumie każdy napis? W promocji miast WWW służy za medium zwrócone ku przyszłości, gdyż obecnie bezpośrednio nie przekłada się na wzrost inwestycji w mieście i zwiększenie ruchu turystycznego.

Przede wszystkim zarządom miast nie wypada nie mieć swoich stron WWW . Internet staje się coraz bardziej popularny, poniekąd dzięki prasie i telewizji, które z entuzjazmem donoszą, że właśnie na wernisażu w przysłowiowym Pcimiu Dolnym hucznie otwarto Przewodnik Burmistrza po Mieście i Okolicy i odtąd turysta (zwany służbowo inwestorem) będzie mógł dowiedzieć się czegoś o naszym ukochanym Heimat. Ponadto różne organizacje i instytucje rządowe i pozarządowe, jak USAID (Amerykańska Agencja na rzecz Rozwoju Międzynarodowego) czy fundusz PHARE, uznały Internet za doskonały sposób na budowę społeczeństwa obywatelskiego, nie szczędząc pieniędzy na ten cel. Który to burmistrz czy prezydent mógłby się oprzeć potędze tradycyjnych mediów, który z rajców miejskich zaoponowałby przeciwko korzystaniu ze środków pomocowych Unii Europejskiej i rządu USA?

Za dużo podróżuję po kraju, aby przyjąć za prawdziwy obraz, który przedstawia się nam w Internecie. To Ulica Sezamkowa bez większych kłopotów i trosk. Poza tym widzę po sobie, jak atakuje mnie lenistwo, gdy zamiast sięgnąć przed podróżą, np. do Słupska, po drukowany przewodnik, wstukuję "Słupsk" do internetowej przeszukiwarki. Biedzę się potem z kilogramami bajtów, licząc, że znajdę w końcu informacje o cenach w hotelu XYZ lub możliwości dotarcia do Ustki po 22.00. Nie ukrywam, że zalety tej formy poszukiwania informacji (szybkość, wygoda, możliwość ukierunkowania informacji i ich wyboru) rekompensują w większości koszty rozmów telefonicznych i wybierania diamentów z ton wirtualnego śmiecia. Jednak nie są w stanie zrównoważyć przyjemności, które płyną z wertowania starych przewodników, map i informatorów. Internet to tylko jeszcze jedno nowe medium.

Przewodnik po wirtualnym mieście

Załóżmy, że wybieramy się na wycieczkę do Szczecina. Treść tradycyjnych przewodników jest zwykle zdezaktualizowana, mimo aktualnej daty kolejnego wznowienia. Opowieść o historii miasta wciąż uwypukla rolę słowiańskich książąt zachodniopomorskich, uszczuplając znaczenie okresu na przełomie XIX i XX dla rozwoju miasta. Nie ma też odświeżającego spojrzenia na Szczecin w II wojnie światowej ani informacji o tym, że na warszawskiej Starówce znajduje się więcej autentycznych szczecińskich cegieł niż w samym Szczecinie. Serwis WWW (http://www. um.szczecin.pl) - skądinąd fachowo prowadzony przez Urząd Miasta Szczecina - nie omawia tych niuansów z przeszłości pomorskiego miasta. Nastawia się na obiektywną informację w stylu: co, gdzie, kiedy. Publikuje m.in. plan Szczecina i informacje dla inwestorów. Turysta zdobędzie tutaj podstawowe informacje o mieście, jego doraźnych kłopotach, sukcesach i perspektywach rozwoju. Wielbiciele widoków miast z kamer internetowych podejrzą zaś, co dzieje się na Jasnych Błoniach. Niuanse przeszłości muszą poczekać na jej amatora, który opublikuje w Internecie i wersji papierowej opracowane na nowo dzieje miasta.

W podobnym stylu zbudowano serwis Tarnowa (http://www.tarnow.pl w niedawnym konkursie Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej został uznany za najlepszy serwer samorządowy), Krakowa, Gdańska, Częstochowy, warszawskiego Targówka, Łodzi itd. Recepta na serwis miejski sprowadza się do umieszczenia w cyberprzestrzeni herbu miasta, adresu urzędu miasta, krótkiej historii grodu, danych statystycznych i informacji dla inwestorów. Czasami można znaleźć strategię rozwoju miasta na najbliższe cztery lata lub sprawozdanie zarządu miasta z wykonania budżetu. Sucho, treściwie, bez emocji.