Uczmy się

Szefowie skarżą się, że informatycy ciągle chcą uczestniczyć w różnych kursach. Szefowie skarżą się, bo ceny kursów są spore i, co gorsza, w czasie szkoleń nie ma pracownika w firmie, a użytkownicy pozostawieni są bez należytej opieki.

Szefowie skarżą się, że informatycy ciągle chcą uczestniczyć w różnych kursach. Szefowie skarżą się, bo ceny kursów są spore i, co gorsza, w czasie szkoleń nie ma pracownika w firmie, a użytkownicy pozostawieni są bez należytej opieki.

Są użytkownicy wystawieni na ciężką próbę zmagania się z soft- i hardware'em w ramach własnych sił i nabytych wcześniej umiejętności, tak usilnie wpajanych im przez lata przez informatyka zakładowego. Sytuacja jest oczywiście ekstremalna, gdy w firmie poskąpiono środków finansowych na zatrudnienie należytej obsady komputerowców, traktując zresztą jako czystą rozrzutność zapewnienie etatu jednemu dyżurnemu informatykowi. Niemniej każdy kij ma dwa końce, więc gdy specjalistów technologii komputerowych jest na stanie więcej, tym więcej kosztuje ich szkolenie.

Lokalny Informatyk po dwóch latach pracy za przysłowiowe "co łaska", czyli stałe wynagrodzenie miesięczne, bez przywilejów w rodzaju służbowe: komórka, samochód, mieszkanie, karnet do gabinetu odnowy biologicznej lub innego gabinetu masażu, obiadu na koszt firmy w pobliskiej restauracji lub nawet w barze zakładowym, wyjazdów integracyjnych na Hawaje lub Kanary i nawet bez możliwości bezpłatnego korzystania ze strzeżonego parkingu firmowego, postanowił, iż zwróci się do Zarządu o skierowanie go na kursy dokształcające. Wybrał więc z oferty (które to oferty nader często drukuje także Computerworld) trzy kursiki w tym samym mieście, aby już nie nadwerężać budżetu pracodawców kosztami delegacji. Kursiki (bo nie można nazwać kursem, czegoś co trwa średnio 3 dni) kosztowały po około 3000 złociszy każdy. "Co to jest i dlaczego tak drogo" - zapytał Szef. - "Po 30 milionów starych złotych za trzydniowe szkolenie? Przecież radzisz sobie Lokalny z komputerami doskonale i po co ci to? U nas komputery, nawet te najnowsze, wyglądają tak samo jak przed laty, więc w czym tu się szkolić". "Pana podejrzliwość jest w pełni uzasadniona. Niemniej należy wziąć pod uwagę, że informatyk także może mieć rację. Czy jest Pan pewien, że na przykład monitory lub drukarki nie mają obecnie wyższej rozdzielczości niż dawniej? Więc właśnie muszę nauczyć się nowego układu plansz w nowych warunkach, bo inaczej nie będę w stanie w ciemno usuwać awarii" - Lokalny szedł w zaparte. "Poza tym liczba komputerów zwiększyła się w ciągu dwóch lat z 10 do 100, co na stare daje milion, a jeśli już liczymy po staremu, to kurs kosztuje 30 milionów za 3000 dni. Musimy być konsekwentni - jeśli zmieniamy jednostki po jednej stronie równania, po drugiej musimy zrobić to samo" - kontynuował. Mimo wszystko Lokalny niczego nie wskórał. Czasami techniki negocjacyjne trafiają na niezbyt podatny grunt i wówczas trzeba przyznać się do porażki.


TOP 200