Tyle wolności...

W tle tragicznych wydarzeń w Gruzji, spełniła się przepowiednia użycia arsenału cyberwojny, co zmusza do refleksji nad przyszłością środków komunikacji elektronicznej.

W tle tragicznych wydarzeń w Gruzji, spełniła się przepowiednia użycia arsenału cyberwojny, co zmusza do refleksji nad przyszłością środków komunikacji elektronicznej.

Rozwój Internetu i innych środków komunikacji elektronicznej przypadł na lata po zakończeniu zimnej wojny, kiedy w Europie zaczęły powstawać nowe demokracje, a ludzie uwierzyli, że zgromadzone przez dawne supermocarstwa arsenały atomowe nigdy się nie przydadzą. Między innymi dlatego Internet jest wolny, opierając się w ogromnym stopniu o zasoby tworzone przez ludzi dobrej woli i samoregulujące mechanizmy serwisów społecznościowych. Niewielka w terytorialnej skali wojna na Kaukazie grozi tym, że może nas czekać zmiana reguł, dlatego że jedna ze stron pretenduje do roli supermocarstwa, które nie waha się użyć Internetu, aby wspierać swoje aspiracje.

Powszechna mobilizacja

Wojna w Gruzji daje rosyjskim politykom i generałom okazję, aby pokazać narodowi, że dawna imperialno-sowiecka doktryna przysnęła tylko na chwilę podczas pierestrojki i teraz znowu będzie się mieć lepiej. Wystarczyło sprowokować gruzińskiego prezydenta do zbrojnego odzyskania władzy w zbuntowanych prowincjach. Z Rosji wyruszyły na odsiecz pancerne dywizje, oddziały zaprawione w pacyfikacji niesfornej Czeczenii i samoloty bombowe - totalna, konwencjonalna wojna na terytorium sąsiadującego państwa w stylu, jaki niektórym optymistycznym politologom wydawał się w Europie definitywnie zarzucony wraz z upadkiem XX-wiecznych totalitaryzmów.

Globalne skutki tej wojny trudno dziś oszacować. Komplikuje się niewątpliwie koncepcja utworzenia dla Europy alternatywnego dostępu do ropy i gazu z tego regionu, a przywódcy rosyjscy zapraszani ostatnio coraz częściej do uczestniczenia w różnych światowych forach gospodarczych i politycznych ukazali oblicze, do którego w mniejszym stopniu pasuje dotychczasowa, pobłażliwa sympatia. W tle tragicznych wydarzeń, wybuchów bomb, mordowanych i upokarzanych cywilów nieuchronnie spełniła się też przepowiednia użycia rozległego arsenału cyberwojny, co zmusza do refleksji nad przyszłością środków komunikacji elektronicznej.

Nieco ponad rok temu rosyjscy hackerzy zablokowali na dłuższy czas serwery Estonii, innego sąsiada Rosji. Wtedy nikt nie potwierdził oficjalnie, czy była to spontaniczna akcja cyberterrorystów, zainspirowanych reakcją rosyjskich mediów na zdementowanie pomnika wdzięczności żołnierzom radzieckim w centrum Tallina, czy też zorganizowany przez rosyjski rząd atak służb walki elektronicznej. Dzisiaj również nie ma oficjalnych potwierdzeń, ale nie ma też wątpliwości. Mniej więcej tydzień przed wybuchem działań zbrojnych rządowe serwery Gruzji zostały w podobny sposób zablokowane. Strona Prezydenta Gruzji została wprawdzie chwilowo przeniesiona na specjalnie chroniony serwer w Atlancie, ale jest jasne, że takie doraźne środki nie mogą chronić całego Internetu przed wojną prowadzoną przez duże państwo. Najbardziej pouczające jest to, że atak tego rodzaju jest kombinacją środków technicznych, które może użyć każdy zaznajomiony z techniką posiadacz komputera podłączonego do sieci i zmasowanej propagandy medialnej. Zwykli ludzie wierzą bezkrytycznie w to, co widzą w telewizji, a jeżeli jest to jedynie słuszna telewizja, która nie ma szczególnej konkurencji, oddziaływanie jest ogromne, wspierane dodatkowo przez posłuszną władzy prasę i licencjonowane serwisy internetowe.

Głuchy telefon

Niestety, coraz więcej jest przykładów, że konkurencja mediów - jeden z ważniejszych atrybutów demokracji - nie zawsze zapewnia wiarygodną informację, przegrywając z imperatywem szybkości przekazu, wymogiem atrakcyjnego opakowania, oglądalności. Nie trzeba sezonu ogórkowego, aby najbardziej bzdurna plotka mogła błyskawicznie obiec świat. Informacje zasłyszane w telewizji są powielane, przedrukowywane bezkrytycznie przez prasę, żyją własnym życiem lub powracają w innych wcieleniach w globalnej zabawie w głuchy telefon. To zjawiska, które będą się pogłębiać, bo każdy ma w kieszeni telefon komórkowy, który może być, jak dla Polaków w Gruzji, źródłem informacji o bezpiecznej ewakuacji, ale potencjalnie również źródłem dezinformacji, szerzenia paniki.

To między innymi dlatego wielu uczestników działań wojennych w Południowej Osetii słyszało o gwałtach, brutalnych mordach, chociaż dziennikarze mieli kłopoty z dotarciem do bezpośrednich uczestników tego rodzaju wydarzeń. Relacje z wojen rzadko bywają obiektywne, bo to prawie niemożliwe rozumieć nienawiść i strach, kiedy się siedzi daleko, w wygodnym fotelu, przed telewizorem, tym bardziej że media często usiłują manipulować emocjami, tak jakbyśmy oglądali reklamę proszku do prania. Naturalny pacyfizm obiektywnych mediów skutkuje np. tym, że w przekazach nasze rakiety trafiają zwykle w cywilów - w większości w kobiety i dzieci.

Co zrobi wróg

Kiedy mamy wroga, trzeba się liczyć z tym, że działając w myśl strategii, o której nie wiemy, zagrozi nam wojną informacyjną, nawet kiedy nie ma mowy o użyciu środków militarnych. Blokowanie przez Rosjan ważnych serwisów internetowych to gra propagandowa, pokazująca słabość obrony przeciwnika. A jeżeli dochodzi do działań dezinformacyjnych lub jeżeli skutki szkodliwych działań dotyczących np. infrastruktury krytycznej, gospodarki lub systemu finansowego państwa nie zostaną w porę zauważone?

Internet, który w coraz większym stopniu przejmuje rolę technicznego nośnika informacji nie był przygotowany na działania destrukcyjne w dużej skali. Dotkliwe niekiedy skutki działań twórców wirusów i innego rodzaju szkodliwego oprogramowania, to raczej incydenty. Jeżeli wielkie państwo z ogromnymi aspiracjami organizuje obywateli - a można się domyślać, że również i instytucje wojskowe - by otwierać pole walki z prawdziwymi lub wyimaginowanymi wrogami, może być groźnie.

Od pewnego czasu w niektórych państwach zaczyna się krytycznie dyskutować o anonimowości w Internecie, przede wszystkim w kontekście odpowiedzialności za treści prezentowane w blogach, nie mówiąc już o trudnej szkole tolerancji, jaką bywają fora dyskusyjne, udostępniane zwyczajowo w niemal wszystkich serwisach informacyjnych. Jakże często bywają one obszarem frustracji, podgrzewania nastrojów, złośliwości. Czego wymagać od profesjonalnych mediów, jeżeli w Internecie można powiedzieć anonimowo wszystko?