Trzy kroki w przód, dwa w tył

Polski rynek telekomunikacyjny cierpi na rozdwojenie jaźni. Z jednej strony wciąż pamiętamy o przydziałach na telefony, które po latach czekania ''państwo'' dawało lub nie; o tym, że nadal brakuje wolnych numerów na centrali, o tym, że i dzisiaj są jeszcze miejscowości z telefonem tylko u sołtysa. Z drugiej strony - jakby chcąc odreagować przeszłość, ale dla wielu i teraźniejszość - masowo kupujemy telefony komórkowe, dyskutując zawzięcie o korzyściach planu taryfowego A albo B. Gdy w końcu telefon stacjonarny przestanie być przywilejem, prawdopodobnie okaże się, że nie będzie nań chętnych. Wygrają komórki.

Polski rynek telekomunikacyjny cierpi na rozdwojenie jaźni. Z jednej strony wciąż pamiętamy o przydziałach na telefony, które po latach czekania ''państwo'' dawało lub nie; o tym, że nadal brakuje wolnych numerów na centrali, o tym, że i dzisiaj są jeszcze miejscowości z telefonem tylko u sołtysa. Z drugiej strony - jakby chcąc odreagować przeszłość, ale dla wielu i teraźniejszość - masowo kupujemy telefony komórkowe, dyskutując zawzięcie o korzyściach planu taryfowego A albo B. Gdy w końcu telefon stacjonarny przestanie być przywilejem, prawdopodobnie okaże się, że nie będzie nań chętnych. Wygrają komórki.

O telefon dla swojej 89-letniej babci Janiny Dewickiej Lesław Wypchło walczył z Telekomunikacją Polską 25 lat. Pierwsze podanie złożył w 1975 r. - czytamy w reportażu Babcia i goliat Filipa Mecnera i Łukasza Medekszy, który ukazał się niedawno w Gazecie Wyborczej. Na nic zdały się kolejne prośby - wciąż odmawiano "z przyczyn technicznych".

W latach 90. sprawa trafiła do sądu. Mimo orzeczenia korzystnego dla TP SA ("bo powódka nie jest w stanie korzystać z telefonu ze względu na demencję starczą"), po odwołaniu do sądu wojewódzkiego spór zakończył się nakazem zainstalowania telefonu (w styczniu 1998 r.) po cenie instalacyjnej z 1991 r. Zanim wyrok się uprawomocnił, opieszałość sądów przedłużyła oczekiwanie o kolejnych 13 miesięcy.

Tymczasem Lesław Wypchło wniósł skargę do Komisji Praw Człowieka w Strasburgu, która po rozpatrzeniu skierowała sprawę przeciwko Polsce do Trybunału Praw Człowieka. Tam kilka tygodni temu zapadł wyrok nakazujący państwu polskiemu wypłacić Janinie Dewickiej 15 tys. zł za szkody moralne, jakie poniosła w wyniku długich procesów z TP SA o telefon. Po tej wygranej Lesław Wypchło zrezygnował ostatecznie z usług monopolisty na rzecz prywatnego operatora, który pojawił się we wrocławskiej dzielnicy Tarnograj.

Czy właściciel TP SA, czyli Skarb Państwa, zażąda odszkodowania od swojej firmy, której postępowanie doprowadziło do kompromitującego Polskę wyroku? Kiedy wreszcie nastąpi pełna liberalizacja rynku telekomunikacyjnego, będąca jedynym antidotum na peerelowskie maniery narodowego operatora? Czy tenże przemieni się w nowoczesną firmę telekomunikacyjną, zdolną do konkurencji w elektronicznej gospodarce? Ile będziemy płacić za połączenia lokalne, międzymiastowe i zagraniczne? W jaki sposób będą rozliczać się między sobą operatorzy?

Minister wykręca numer

Przyjęte przez rząd rok temu kalendarium liberalizacji rynku telekomunikacyjnego niedawno się zmieniło. Pełne otwarcie rynku krajowego nastąpi w 2002 r., rok później niż zakładano. Do tego czasu nie będą wydawane nowe koncesje. Według urzędników Ministerstwa Łączności, ma to zapewnić operatorom, którzy otrzymali koncesję, ochronę umożliwiającą początkowy rozwój.

Decyzję Tomasza Szyszko, ministra łączności, analitycy wiążą z chęcią uzyskania przez Skarb Państwa jak najlepszej ceny za akcje prywatyzowanej Telekomunikacji Polskiej SA. Pośrednio jest też wygodna dla trzech operatorów międzymiastowych, którzy otrzymali w styczniu koncesje: Netia 1 sp. z o.o. (jej udziałowcami są m.in. Netia, STOEN, PKO bp, BRE Bank), Niezależny Operator Międzystrefowy sp. z o.o. (Tel-Energo, Polskie Sieci Elektroenergetyczne, Polski Koncern Naftowy) oraz NG Koleje Telekomunikacja sp. z o.o. (zależny od PKP, National Grid Energis, Polish Telecom Operators).

Gry wokół prywatyzacji TP SA pogłębiają schizofrenię rynku. Pod koniec ub.r. Ministerstwo Skarbu Państwa odrzuciło ofertę France Telecom. W chwili ukazania się tego numeru CW prawdopodobnie resort zdecyduje już, czy w wyniku drugiego przetargu wybierze do dalszych rozmów France Telecom czy Telecom Italia. Obie dysponują odpowiednim know-how, obie postrzegają polski rynek jako perspektywiczny i chłonny nowych technologii, np. telefonia komórkowa trzeciej generacji UMTS. Wybrany przez ministra skarbu inwestor strategiczny obejmie do 35% kapitału akcyjnego TP SA. W przyszłości będzie mógł zwiększyć swój udział w kapitale akcyjnym spółki do 51% z puli akcji przeznaczonych do sprzedaży w trzecim etapie prywatyzacji, przewidzianym wstępnie na połowę 2001 r.

Czy to rzeczywiście skłoni inwestora do zaproponowania wyższej ceny - trudno przewidzieć. Jedno jest pewne: ktokolwiek nim będzie, przejmie firmę zatrudniającą 71 tys. pracowników, która pomimo dzisiejszego 97-proc. udziału w rynku, w wyniku liberalizacji będzie gwałtownie traciła klientów. Powód? Agresywna kampania reklamowa nowych operatorów, podkreślających niechlubną przeszłość monopolisty-biurokraty, który dopiero się uczy, co znaczy konkurencja i szacunek dla klienta.

Jedną nogą w socjalizmie

Dotychczas polityka telekomunikacyjna państwa sprowadzała się do pilnowania, by abonament i koszt usługi lokalnej były tanie. Miały one charakter socjalny, jak tanie wczasy pracownicze lub mydło wydawane pracownikom raz na kwartał. Jednocześnie ceny usług międzymiastowych i międzynarodowych - w większości realizowane przez firmy i instytucje - nie miały waloru społecznego i mogły być wysokie. Z nich finansowano niskie usługi lokalne. "W rzeczywistości abonament i usługi powinny odzwierciedlać koszty ich wytworzenia" - twierdzi Paweł Rzepka, prezes TP SA. Jego zdaniem, należy jak najszybciej zrezygnować z teorii, że każdy klient musi być traktowany jednakowo. Równość ma polegać na tym, że każdy ma równe prawo wyboru. Klient wybiera to, co jest dla niego najkorzystniejsze. Abonament - już jako pakiet usług komunikacyjnych - powinien być zróżnicowany. Dla tych, którzy używają telefonu w sytuacjach awaryjnych (może być niższy nawet pięciokrotnie od standardowego), i dla tych, którzy wykorzystują sieć telefoniczną w celach zarobkowych. Dlatego trzeba zunifikować cały system komputerowy TP SA i sfinalizować proces zastępowania sieci analogowej połączeniami cyfrowymi (dzisiaj jest to 70%).

Na tym tle łatwiej zrozumieć szok, jaki przeżywają klienci operatorów komórkowych. Mimo że mogą sobie wybrać odpowiedni dla nich plan taryfowy, to jeszcze wciąż miesięczne rachunki - zwłaszcza klientów biznesowych - kilkakrotnie przekraczają kwoty, do których przyzwyczaiła nas telefonia stacjonarna. Coraz częściej bowiem zdarza się, że koszt 1 minuty rozmowy przez komórkę, gdzie dystans nie ma znaczenia, dorównuje 1 minucie tradycyjnego połączenia międzymiastowego. PTK Centertel szacuje, że w ub.r. średni miesięczny dochód w przeliczeniu na jednego klienta (ARPU) był na poziomie 40 USD. Podobnie było w sieci Era GSM. Wyższy współczynnik zanotowano w Plus GSM. Pieniądze od abonentów, których w 1999 r. było łącznie 3,915 mln (w 2000 r. przewiduje się, że ich liczba osiągnie 5,8 mln) oraz pokaźne kredyty wpłynęły na rozbudowę infrastruktury telefonii komórkowej. To już jest normalny biznes, podczas gdy telefonia stacjonarna tkwi jedną nogą w socjalizmie.

Wystarczy spojrzeć na kwoty, które trzeba wydać na pokrycie luki rozwojowej rynku telekomunikacyjnego w Polsce. Aby osiągnąć przewidywany w 2005 r. poziom upowszechnienia: w telefonii komórkowej - 14%, w telefonii stacjonarnej - 36% (gęstość telefoniczna na dobrym poziomie wynosi 40 linii na 100 mieszkańców), należy przeznaczyć ok. 6,5 mld USD na telefonię głosową i 1,9 mld USD na telefonię komórkową. Nie bez powodu zachodnie instytucje finansowe w gwałtownym rozwoju telefonii przenośnej widzą szansę na szybkie dorównanie polskiej telekomunikacji do poziomu infrastruktury telekomunikacyjnej państw UE.

Na razie z 27 abonentami telefonii stacjonarnej na 100 mieszkańców (szacunki na 2000 r.) Polska znajduje się daleko w tyle nie tylko za rozwiniętymi krajami Unii Europejskiej, ale także za naszymi środkowoeuropejskimi partnerami, takimi jak Czechy i Węgry. Czy przyszły inwestor TP SA zechce inwestować w pętle abonenckie na wsi?

Od struktury feudalnej do biznesowej

Inwestor strategiczny obejmie akcje firmy, w której 40% pracowników należy do związków zawodowych. Pensja tylko 1% kadry kierowniczej jest wyłączona ze zbiorowych układów pracy i podlega regułom rynkowym - na to wyraziły zgodę związki zawodowe. Z czasem ma nastąpić urynkowienie zarobków. Przykładowo, na południu Polski (wynagrodzenie już w tej chwili zależy od regionu) technik ze specjalnością serwis sprzętu telekomunikacyjnego po kilkunastu latach pracy zarabia 2000 zł.

Takiego obciążenia nie ma konkurencja, toteż Paweł Rzepka duże nadzieje pokłada w planowanej restrukturyzacji. "To będzie prawdziwa rewolucja za zgodą związków zawodowych" - mówi. - "Jesteśmy firmą handlową. Nie możemy wyłącznie administrować majątkiem, musimy produkować i sprzedawać. Najkorzystniejsza jest więc struktura funkcjonalna, gdzie nie są wydzielone jednostki terytorialne, które zajmują się po trosze wszystkim, ale są wydzielone piony, które w skali całej firmy odpowiadają za jeden cel np. sprzedaż" - wyjaśnia.

Pierwszym krokiem ku bardziej przejrzystej strukturze biznesowej TP SA stało się wydzielenie firmy zajmującej się Internetem (tp.internet) i ponowne określenie związków ze spółką-córką PTK Centertel w ramach grupy kapitałowej. Gdy 1 lipca 2000 r. TP SA rozpocznie pracę w strukturach wertykalnych, wreszcie będzie można powiedzieć, że zakończył się... feudalizm. Piony biznesowe zaczną liczyć koszty.

Stawka większa niż koszty...

albo mniejsza. To zależy, w jakim przypadku. Zdaniem operatorów, opłata za połączenie lokalne jest zaniżona, bo taryfy nie są skalkulowane kosztowo - taryfy lokalne są znacznie niższe niż ich koszty, zaś międzymiastowe znacznie wyższe. Wbrew twierdzeniom operatorów opłaty za połączenia lokalne są u nas wysokie także na tle innych państw, na pewno jednak zaniżona jest wartość abonamentu (kilka razy w porównaniu z państwami europejskimi). Z drugiej strony, mamy bardzo wysokie opłaty instalacyjne. Nieuchronny proces równoważenia taryf powinien doprowadzić do sytuacji, w której stosunek opłaty za połączenie lokalne do zamiejscowego powinien spaść z obecnych 1:7 do 1:2. Według TP SA, taryfa lokalna powinna obejmować koszty przyłączenia abonenta. Konieczność przejścia do zorientowanej kosztowo struktury taryf i stworzenia nowego modelu rozliczeń międzyoperatorskich została przyjęta w negocjacjach członkowskich z Unią Europejską.

Dyrektywy UE i zgodne z nimi zapisy nowego Prawa telekomunikacyjnego zezwalają, by kosztowa orientacja była ograniczona do operatorów o znaczącej pozycji rynkowej (tj. mającej więcej niż 25% udziału w rynku), czyli w przypadku Polski - TP SA i operatorów komórkowych. Kosztowa struktura taryf spowoduje, że stawki nie będą zawierały udziału w deficycie sieci dostępowej po okresie przejściowym, który zakończy się w 2003 r. Nastąpi też stopniowe urealnienie opłaty abonamentowej.

Zdecydowanie szybciej klienci będą mogli wybierać, ile chcą zapłacić za rozmowy międzymiastowe. Zależy to jednak od przyjęcia rozliczeń międzyoperatorskich zgodnie z zasadą długookresowych kosztów przyrostowych (LRIC - Long Run Incremental Costs), gdzie operatorzy międzymiastowi zapłacą operatorom lokalnym za rozpoczęcie oraz zakończenie połączenia. Przykładowo, Nowak - abonent Telefonii Lokalnej - dzwoni do żony, która wypoczywa w sanatorium w Krynicy. Wybiera prefiks tańszego operatora międzymiastowego, potem numer abonenta w sieci TP SA. W konsekwencji operator lokalny otrzymuje opłaty za rozpoczęcie rozmowy, TP SA za jej zakończenie.

Jednak według TP SA, taryfa oparta na LRIC w warunkach polskich dla operatora dominującego musi różnić się od LRIC w krajach UE. Czynnikami zwiększającymi taryfę jest niewielka liczba rozmów telefonicznych i mała gęstość linii telefonicznych.

Minister Łączności został zobowiązany do publicznego przedstawienia do 30 maja br. stawek międzyoperatorskich oraz propozycji opłat lokalnych i międzymiastowych. Ich wysokość będzie zapewne głównym czynnikiem wpływającym w tym roku na wyniki finansowe operatorów telekomunikacyjnych. Niestety, ustalenie zasad, których nie kwestionowaliby ani operator dominujący, ani mniejsi operatorzy, jest zadaniem, w którego wykonalność wątpi wielu ekspertów od telekomunikacji.

"Kilkakrotnie zdarzyło się, że pracownicy naszej firmy zakładali telefony na jednym końcu wsi, podczas gdy TP SA rozpoczynała pracę na drugim. Konkurencja wymusiła na nich działanie" - mówi Piotr Stryczek, dyrektor marketingu firmy Telefony Rzeszowskie TELER SA. Prywatni operatorzy nie szczędzą podobnych opowieści. Mają często kilkuprocentową rentowność, koncesję na kilka gmin i muszą żyć w cieniu Wielkiego Operatora. Zanim jednak telefon stacjonarny stanie się powszechny, pole do popisu mają operatorzy komórkowi. Tradycyjni operatorzy zdają sobie sprawę z rosnącego zainteresowania telefonią komórkową. W rezultacie coraz więcej inwestują w Internet i sieci transmisji danych.

--------------------------------------------------------------------------------

Szczegółowo o europejskim rynku telekomunikacyjnym pisaliśmy w CW nr 15/2000.


TOP 200