Trudna sprawa twórczości

Innowacyjność jest cechą ludzi wykształconych i aktywnych, ale niekoniecznie przejętych wielką ideą. Często się zastanawiałam, dlaczego o nas, o naszym społeczeństwie mówi się, że jest mało innowacyjne? Czy rzeczywiście jesteśmy tak ospałym umysłowo społeczeństwem?

Innowacyjność jest cechą ludzi wykształconych i aktywnych, ale niekoniecznie przejętych wielką ideą. Często się zastanawiałam, dlaczego o nas, o naszym społeczeństwie mówi się, że jest mało innowacyjne? Czy rzeczywiście jesteśmy tak ospałym umysłowo społeczeństwem?

Kusi odpowiedź: tak, jest z nami nie najlepiej. Ale mam podejrzenia, z umysłami i wiedzą Polaków jest jednak wszystko - no, prawie wszystko - w porządku, w każdym razie nie odbiegają one od międzynarodowej normy.

Moje podejrzenia co do właściwej natury naszych kłopotów z innowacyjnością wzięły się z trudności w tłumaczeniu angielskich słów creativity bądź creative. Ilekroć czytam angielski tekst dotyczący gospodarowania, cech pożądanych u pracowników albo najcenniejszych zasobów przedsiębiorstwa, zawsze pojawiają się takie słowa, wręcz wielokrotnie się powtarzają. Nimi określa się najważniejsze, strategiczne zjawiska we współczesnych społeczeństwach i gospodarkach. Dopóki tylko czytam, wszystko się zgadza, teksty zachowują logikę, a ja nie odczuwam dysharmonii. Są tezy słuszne i stwierdzenia wątpliwe, ale wszystko rozgrywa się w jednej konwencji. Problemy zaczynają się, gdy taki tekst zaczynam tłumaczyć na język polski, a ściśle rzecz biorąc zaczynają się, gdy tłumaczę owe strategiczne słowa: creativity i creative. Jak po polsku powinny one brzmieć: pomysłowość, twórczość, stwarzanie, twórczy, pomysłowy, stwarzający? Nie jestem pewna. Wiem natomiast z całą pewnością, że od tego, na którą interpretację tych słów się zdecydujemy, zależy ocena innowacyjności Polaków, co więcej, zależy ich mobilizacja do takiej aktywności.

W czym jest problem? Otóż, moim zdaniem, problem leży w tym, czy zawartość kłopotliwego angielskiego słowa creativity zinterpretujemy zgodnie z polską tradycją duchową i intelektualną, czyli będziemy o niej mówić przez przysłowiowe górne C, postrzegać w sferze wielkich idei i służby społecznej lub narodowej, czy też potraktujemy ją z amerykańską lekkością, czyli bez zadęcia, bez obowiązku zbawienia kogokolwiek, za to z chęcią wyróżnienia się, odniesienia sukcesu, zrobienia kariery i wzbogacenia się. Jeśli creativity będzie dla nas "twórczością", to niechybnie skojarzy nam się z wielką sztuką, odpowiedzialnością za wspólnotę i rolą przywódczą, z heroizmem i wyrzeczeniami. Czy zatem będziemy umieli nazywać "twórczością" nowatorskie zastosowania informatyki albo nową organizację pracy, a ludzi, którzy to wymyślili, "twórcami"? Na pewno nie. A zatem czyniąc te wszystkie nowatorskie, pożyteczne rzeczy, będziemy o sobie myśleć całkiem zwyczajnie, w kategoriach umiejętności i odwagi, a nie w kategoriach twórczości. Nie będziemy umieli zabiegać o to, żeby w ten sposób doceniono naszą aktywność, bo sami nie będziemy umieli się cenić. Jeśli creativity będzie dla nas "pomysłowością", to aż się prosi powiedzieć: "tylko pomysłowością". Pomysłowość nie jest wyjątkową cechą, szczególnie cenioną przez Polaków. Każdy z nas jest w czymś pomysłowy i nie uważa tego za coś wielkiego. Pomysłowość jest w gruncie rzeczy pospolita, zwalnia od obowiązku wyznawania i wcielania w życie wielkich idei - czego wymaga twórczość - ale nie ma siły mobilizującej do wielkiego wysiłku, do czegoś wyjątkowego, do myślenia o sobie i swojej przydatności z głębokim poczuciem własnej wartości.

A zatem czy jesteśmy twórczy, czy jesteśmy pomysłowi, a raczej - czy chcemy być aż twórczy czy tylko pomysłowi? Naszym problemem jest to, że nie umiemy znaleźć złotego środka. Nasza historia była zbyt bogata, żeby wokół wielu pojęć nie narosła sieć ponadczasowych skojarzeń. One tworzą dysharmonię w naszych duszach. Nie jest przypadkiem, że w polskich tekstach nie używa się zwrotów "twórczy pracownicy" albo "pomysłowi pracownicy" na określenie najcenniejszych czy poszukiwanych pracowników, lecz bezpiecznego zwrotu "kreatywni pracownicy". Kreatywni? A może jest to ta trzecia kategoria, dzisiejsza, nie mająca prawie nic wspólnego ani z górną twórczością, ani ze zwykłą pomysłowością? Kreatywni to znaczy wykształceni, aktywni umysłowo, zainteresowani nowościami, zdolni i umotywowani do ich wymyślania, w interesie własnym i pracodawcy, bez powiązania z żadną ideą i bez jakiejkolwiek odpowiedzialności wobec wspólnoty, w której żyją. Taka proteza twórczości, nadinterpretacja pomysłowości.

Ni pies, ni wydra.