Transformacja realu

Przestrzeni realnej i wirtualnej nie należy od siebie separować. Wiele wskazuje na to, że ulegają one swoistej konwergencji i hybrydyzacji.

Przestrzeni realnej i wirtualnej nie należy od siebie separować. Wiele wskazuje na to, że ulegają one swoistej konwergencji i hybrydyzacji. Kazimierz Krzysztofek

Przekształcanie świata wirtualnego przez realne środowisko społeczne jest oczywiste i nie wymaga dowodu: Internet kształtują żywi ludzie tu i teraz, wnoszą tam swoje nawyki, uczucia. Jest to oczywiście proces zwrotny, ale o tym, jak rzeczywistość wirtualna transformuje nasze życie, wiemy mniej.

Mówiliśmy już o zacieraniu się granicy między fikcją a rzeczywistością. Gdy w "Parku Jurajskim" Lucas-Film wykreował w cyberprzestrzeni dinozaury ścigające "prawdziwego" Jeffa Goldbluma, to dorosły widz (inaczej z dziećmi) wiedział, że aktor jest prawdziwy, a dinozaury sztucznie wykreowane. Przy oglądaniu "Toy Story" czy "Final Fantazy" także mamy poczucie, że obcujemy z postaciami i przedmiotami wykreowanymi sztucznie, jak w grze komputerowej. Jeśli jednak z 30 prawdziwych statystów (np. wojsko) sklonuje się cyfrowo 300, 3000 czy 30 000 (jakaż oszczędność na kosztach) i przemiesza na planie, to nie da się już odróżnić jednych od drugich. I nie jest to wtedy chorobliwy w odbiorze mix rzeczywistości, a uprawnione przekonanie, że nasze postrzeżenie zmysłowe chwyta rzeczywistość sfilmowaną. Podobnie z "Gladiatorem" - ci którzy wiedzą, że nie istnieją w stanie nienaruszonym budowle starożytnego Rzymu, są świadomi pomieszania fikcyjnego otoczenia z żywymi ludźmi. Nie wiemy jednak, ile w tym jest fizycznych, a ile cyfrowych dekoracji.

Tak zwana rzeczywistość wzbogacona (augmented reality), która pozwala odtwarzać nieistniejące kształty, a następnie uzupełniać brakujące fizyczne elementy - wspaniała technologia, wielce pomocna w rekonstruowaniu dziedzictwa kulturowego - zastawia jednak pułapki. Bez odpowiedniej edukacji medialnej, poznania estetyki i "arytmetyki" oraz języka nowych mediów, trudno percypuje się zlewanie się obu światów, na ogół tego efektu fuzji rzeczywistości realnej i wirtualnej się nie zauważa. Gdy się "wskanuje" własną postać do gry komputerowej, to łatwo zatracić ścisły przedział między rzeczywistym a sieciowym "ja".

Nie trzeba specjalnie dowodzić, że wzmacniają się interakcje między realem i wirtualem z wzajemnymi oddziaływaniami jednego na drugi. Na przykład, gdy dochodzi do aktów terroryzmu w atrakcyjnych turystycznie miejscowościach, to realny ruch tam słabnie, ale nasila się turystyka wirtualna, jak to się działo np. po atakach w Egipcie, kiedy to rozbudowywano strony poświęcone piramidom i innym zabytkom starożytności, ponieważ było wzmożone ich odwiedzanie w Internecie.

Obu przestrzeni - realnej i wirtualnej - nie należy więc od siebie separować, wiele bowiem wskazuje na to, że ulegają one swoistej konwergencji i hybrydyzacji. Na przykład w cyberprzestrzeni handluje się dobrami wirtualnymi za rzeczywiste pieniądze (można sprzedać wysoki status postaci cyfrowej w społeczności gry sieciowej). Rodzi to problemy ekonomiczne i prawne, o czym pisał niedawno Krzysztof Gienas ("Awatary na sprzedaż", CW 22.12.06).

Konwergencja kultur przybierająca niekiedy postać wspomnianej hybrydyzacji nie jest jakimś novum. Historia dostarcza mnóstwa przykładów na to, że zderzenia kultur rzadko kończyły się jednostronną dominacją, z reguły dochodziło do jakiejś fuzji. Tak było w przypadku kolonizacji świata przez Europę - w pierwszej fazie była to jednostronna dominacja kolonizatorów, ale w następnej zaczęło się przejmowanie pewnych elementów kultury od ludów podbitych (sztuka, przyprawy kuchenne itd.). Jest to obiektywny proces dyfuzji kultur, który dziś także ma miejsce, choć w epoce Internetu ma on swoją specyfikę.

Podwójna hermeneutyka

Dzięki wejściu w inną przestrzeń ludzie myślą i działają po nowemu w "starej". Anthony Giddens sformułował to w postaci twierdzenia o podwójnej hermeneutyce. Zgodnie z tym ujęciem poznanie naukowe czerpie z wiedzy ludzi o ich własnych działaniach i obserwacji tych działań. Z kolei ludzie czerpią z tej nowej wiedzy naukowej do bardziej efektywnych działań. Większość ludzi czuje się w tych warunkach zmuszona do poszerzania swojej wiedzy i stosowania jej w praktyce. I tak spirala wiedzy wznosi się ku górze. W ten sposób im bardziej rozwinięte komunikacyjnie i złożone staje się społeczeństwo, tym więcej wytwarza wiedzy o sobie. Z kolei im więcej posiada wiedzy o sobie i ją wykorzystuje, tym szybciej zmianie ulegają dotychczasowe struktury i praktyki. Miejsce statycznych struktur zajmują nowe struktury i instytucje zapośredniczone przez nową wiedzę. Ta zaś wymusza nowe działania; jednostki wyzwolone z ograniczeń dotychczasowych struktur na nowo definiują własną tożsamość, interesy, sytuacje.

Opisany wyżej scenariusz konwergencji/hybrydyzacji kultur powtarza się w przypadku zderzenia świata analogowego i cyfrowego. W pierwszej fazie nasze doświadczenie realnej rzeczywistości wpływało na kształt wirtualu, który był odwzorowaniem pierwszego; z czasem jednak ten drugi coraz silniej zaczął wpływać na naszą rzeczywistość i ten proces będzie się nasilać.

Migrujące centra

Jeszcze lepiej to widać w życiu ekonomicznym. Sieci przepływów finansowych stają się ważniejsze niż stacjonarne giełdy. Wielkie centra finansowe mogą zostać połączone w ciągu kilku minut. Metropolie o najgęstszych sieciach komunikacji stają się cyberportami. Powstają wirtualne work teams, które restrukturyzują zatrudnienie w skali globalnej. W wielu miejscach globu zmienia się środowisko miejskie dzięki telepracy, ludzie stają się bardziej informacyjni, a mniej transportowi. Ale bywa też inaczej; teleinformatyka paradoksalnie intensyfikuje ruch w realu - e-mail czy SMS potrafią wyciągnąć ludzi z domu, kreują okazje pokazując w ten sposób siłę komunikacji, która uruchamia działania społeczne na znaczne dystanse.

Dzięki teleinformatyce dokonuje się transfer siły roboczej w skali globalnej. Sieci komputerowe nasilają migracje, za lepszą komunikacją idzie zwiększony ruch osobowy. Dokonuje się proces odwracania kierunku łączności elektronicznej; już nie od centrum do odbiorcy, a od odbiorcy do centrum z inicjatywy odbiorcy. Niektórzy prognozują, że niedługo dzięki platformom e-learningowym mogą pustoszeć gmachy uniwersytetów. Tu jednak należy być ostrożnym - mury uczelni także uczą i nie będziemy się ich tak szybko pozbywać.

W największym stopniu ta hybrydyzacja dotyczy przestrzeni miejskiej. Zdaniem Manuela Castellsa następuje zmierzch miasta w znanym nam rozumieniu. Metropolie to główne centra ery informacji. Tworzą one środowisko rozwoju społeczeństwa sieciowego, dzięki rozbudowanej infrastrukturze oraz miejskiej kulturze innowacyjności. Rewolucja mikroelektroniczna przeobraża cały świat, ale przede wszystkim miasto z jego najgęstszą siecią komunikacji, przepływów symbolicznych i materialnych. W przestrzeni miejskiej widać coraz wyraźniej fuzję przestrzeni mediów i przestrzeni fizycznej, co zaciera granicę między realnością i wirtualnością. Rzeczywistość koegzystuje w najlepsze z hiperrzeczywistością. Są już ściany domów służące za monitory. Domy stają się telechatami, czyniąc z miasta telepolis lub - by użyć określenia Ewy Rewers - postpolis.

IT na bezprecedensową skalę pozwalają na poznanie przestrzeni fizycznej, a im lepiej jest ona poznana, tym łatwiej ją optymalizować i nią zarządzać. Przedsięwzięcie, zainicjowane przez Carlo Rattiego z Senseable city Laboratory w MIT, pozwala na lokalizację i badanie ruchu ludzi w przestrzeni miejskiej. Techniki triangulacyjne umożliwiają pomiar mocy sygnałów telefonów komórkowych i wszelkich urządzeń bezprzewodowych odbieranych przez stacje bazowe, a następnie odczytywanych przez odbiorniki GPS instalowane w stacjach bazowych, taksówkach, autobusach, metrze itp. Wszystkie pomiary nanoszone są na oś czasu, dzięki czemu możliwe jest odróżnienie osoby rozmawiającej przez telefon z samochodu w korku od osoby stojącej na przystanku. Pozwala to na poznanie intensywności ruchu osób w różnych częściach miasta, korzystanie z infrastruktury, identyfikację korków, zarządzanie transportem, opracowanie scenariuszy na wypadek katastrof, ataków terrorystycznych itp. Poza tym widać, jak ludzie wydeptują własne ścieżki w miejskiej dżungli, dzięki czemu wiadomo jak optymalizować transport.

Nasza rzeczywistość w przestrzeni fizycznej jest coraz bardziej konstruowana z poczynań w świecie wirtualnym. Wymaga to ciągłej adaptacji; po prostu musimy na nowo zrozumieć świat, tak jak nasi antenaci, którzy musieli się przystosować do świata po wynalezieniu prochu, druku itp.

Eksploracja i imploracja

Każda przestrzeń, którą ludzie zasiedlają, wymaga od nich oswojenia, nazwania elementów, z których się ona składa, oraz zrozumienia wysyłanych przez nią sygnałów. Doświadczanie na co dzień nowej przestrzeni powoduje, że odbieramy ją jako naturalną, nawet jeśli, jak rzeczywistość wirtualna, jest wytworzona przez człowieka.

W rozumieniu wpływu Internetu na przekształcanie świata przydatne jest McLuhanowskie rozumienie narzędzia jako przedłużenia człowieka. Za pomocą rozszerzeń zmysłów jesteśmy w stanie spostrzegać dotychczas niewidoczny świat. Człowiek "beznarzędziowy" niewiele różnił się od zwierząt w sensie wpływania na środowisko zewnętrzne - był skazany na adaptację doń, żeby przetrwać. Wraz z pierwszymi narzędziami - hubą i krzesiwem, tłukiem pięściowym czy toporkiem krzemiennym - nie musiał już tylko biernie się przystosowywać, mógł zmieniać świat. Każdy kolejny wynalazek poszerzał te możliwości transformacji. Wynalazek pisma zrewolucjonizował proces poznania - pozwolił na przestrzenną akumulację wiedzy dzięki zapoznawaniu się z opisami świata i pionowo - w przekazie międzypokoleniowym.

Historia ludzkości jest więc historią przedłużeń i interfejsów. Swe przedłużenia człowiek wytwarzał dzięki podpatrywaniu przyrody, co z kolei pozwoliło mu lepiej postrzegać niewidoczny dlań dotychczas świat, wydzierać mu kolejne tajemnice. Dotyczy to także narzędzi, które w przyrodzie nie występowały, ale ona je inspirowała - silnik parowy czy spalinowy jako koń mechaniczny, samolot, który naśladuje ptaki, kinematograf, fotografia, telewizja jako przedłużenie oka, radio, telegraf - ucha.

W tym sensie Internet jest także, z jednej strony przedłużeniem zmysłów, z drugiej zaś naśladowaniem rzeczy wytworzonych przez kulturę (przede wszystkim biblioteki), która dzięki hipertekstowi oferuje nieograniczone zasoby. Kliknięcie myszką pozwala na doświadczanie coraz to nowych doznań emocjonalnych i poznawczych płynących z ekranu. Między światem realnym a wirtualnym światem Internetu zachodzi stała wymiana - ludzie tworzą Internet, ale ten zwrotnie na nich działa, można by rzec, że ich wirtualizuje. Dzięki niemu rozwija się, mówiąc za Władysławem Tatarkiewiczem, cywilizacja jako nadbudowa pierwotnej natury świata, ale także kultura jako nadbudowa pierwotnej natury człowieka. Tu dokonuje się ważny proces hominizacji gatunku. Ekspansja człowieka w cyberprzestrzeni tym się jednak różni od wszystkich wcześniejszych eksploracji, że nie dotyczy nieznanych mu wcześniej przestrzeni fizycznych - od nieznanych lądów po kosmos. Rzeczywistość wirtualna jest bowiem przestrzenią całkowicie przez ludzi wykreowaną, a dopiero następnie eksplorowaną. Każdy jest zarówno kreatorem, jak i zdobywcą. W swym dzisiejszym kształcie Internet jako rozszerzenie człowieka będzie nadal potężnym instrumentem przekształcania "starego" świata, ale będzie także rósł jako przestrzeń, która otwiera nowe pola eksploatacji złóż bogactw, jakie tam się gromadzą.

Zapowiada to pewien przełom - przez wieki napędem działania ludzi była eksploracja odległych, nieznanych światów. Ta potrzeba nadal pcha naprzód poznanie. Zarazem jednak ludzie chcą lepiej poznać samych siebie, swe własne przestrzenie wewnętrzne, a to już jest imploracja. Sądzę, że w tym kierunku pójdzie rozwój Internetu.

Autor jest profesorem socjologii w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie i wiceprezesem Fundacji ProCultura. Poprzednie dwa teksty na temat społecznej percepcji cyberprzestrzeni ukazały się w Computerworld 38/2007 i 42/2007.


TOP 200