Totalitaryzm w miniaturze

Pozycję społeczną zdobywa się poprzez uznanie, które to uznanie z kolei jest niczym innym niż urobieniem opinii, nie zawsze mające związek z realnymi dokonaniami. Szczególnym miejscem obserwacji tych prawidłowości jest zakład pracy.

Można powiedzieć, że w dużej mierze zakład pracy to zminiaturyzowana tzw. komuna. Podobieństwa do systemu totalitarnego są aż nadto oczywiste. Po pierwsze, nie ma wolności, w tym wolności słowa w szczególności. Panujący porządek zbudowany jest na szacunku dla hierarchii służbowej wynikającym ze strachu o karierę zawodową. Podwładny ma bez mrugnięcia okiem, nie mówiąc już o kwestionowaniu, wykonywać polecenia. Pracowników próbujących naruszać ustalony porządek rzeczy można pozbyć się jedną prostą decyzją. A więc słowa krytyki są źle widziane, tępione i karane. Inicjatywa własna raczej jest niewskazana, gdyż obowiązuje zarządzanie odgórne, nierzadko centralne, bazujące na ekspertach będących często nie tyle obeznanymi co zaufanymi. Tak więc grono decydenckie otacza się takimi doradcami, którzy podzielają jego zdanie.

Jak trudno dobijać się do roli eksperta z awansu wewnętrznego wie niejeden informatyk zakładowy. Szczególnie przydatną polityką jest długoletnie wyrabianie opinii poprzez auto-promocję czyli zwyczajne chwalenie się. Dzień bez chwalenia się należy uznać za podobny do dnia bez wazeliny, czyli stracony. Jest to niekwestionowana metoda na sukces zawodowy. Nie zdobywanie wiedzy, wymyślanie nowych rozwiązań czy ich wdrażanie, ale chwalenie się. Czym? Duży zasób potencjalnych możliwości tkwi w działaniach pozorowanych i robieniu wokół nich właściwej otoczki czyli pijaru. Ten pijar jest szczególnie ważny tam, gdzie wiedza o zastosowaniach technologii jest niska a możliwości bezkrytycznego pijaru duże. Im ktoś bardziej przekonująco będzie się chwalił, tym większe ma szanse na wygranie konkurencji pełzania do upatrzonego stołka. Jednak, aby się chwalić trzeba cokolwiek niewirtualnego zrobić, a do tego potrzebni są wykonawcy, których wysiłek posłuży jako cokół dla własnej kariery.

Co ciekawe, wolność słowa była dużo większa w firmach sprzed czasów zmian ustrojowych. Wtedy to każdy, nawet szeregowy pracownik mógł nawymyślać zwierzchnikom i to nie tylko tym bezpośrednio nadrzędnym, ale także tym z samej góry. Nad pracownikiem opiekuńcze skrzydła rozpościerały organizacje partyjne i związki zawodowe. Można było sobie pozwolić! Niemniej są pewne istotne różnice między czasami panowania komuny a obecnymi. Teraz trzeba się uniżenie kłaniać i z szacunkiem mówić publicznie o panach prezesach i dyrektorach bez względu na wewnętrzne odczucia. Za to można do woli głośno narzekać na ustrój i panujące niewygody.