Titunia

Pojawiła się nie wiadomo skąd. Była wczesna jesień, gdy Lokalny Informatyk dostrzegł ją kręcącą się w pomieszczeniach firmy. Określenie "kręcąca sięÓ jest może nieadekwatne do czynności, przy jakich Lokalny ją zastawał, gdyż widywał ją najczęściej delektującą się kawą w sekretariacie, czyli reprezentacyjnym miejscu firmy. Przypuszczał, że jest to jakaś ważna persona, skoro sekretarka gości ją, i to nie na sucho. Po paru tygodniach okazało się, że jest to po prostu Titunia - kto i dlaczego wymyślił taki akurat przydomek, do dzisiaj pozostaje dla Lokalnego owiane mgłą tajemnicy.

Pojawiła się nie wiadomo skąd. Była wczesna jesień, gdy Lokalny Informatyk dostrzegł ją kręcącą się w pomieszczeniach firmy. Określenie "kręcąca sięÓ jest może nieadekwatne do czynności, przy jakich Lokalny ją zastawał, gdyż widywał ją najczęściej delektującą się kawą w sekretariacie, czyli reprezentacyjnym miejscu firmy. Przypuszczał, że jest to jakaś ważna persona, skoro sekretarka gości ją, i to nie na sucho. Po paru tygodniach okazało się, że jest to po prostu Titunia - kto i dlaczego wymyślił taki akurat przydomek, do dzisiaj pozostaje dla Lokalnego owiane mgłą tajemnicy.

Co więcej, okazało się, że Titunia nie jest nikim ważnym. Fakt, że przesiadywała w sekretariacie na kawie, został przez Lokalnego mylnie zinterpretowany - jakby zupełnie zapomniał, że i jemu zdarza się w tym miejscu spożywać poczęstunek

a przecież nikim ważnym w firmie nie jest (w tym miejscu uprasza się o zachowanie dyskrecji, gdyż żona Lokalnego tkwi w przeświadczeniu, iż jej małżonek jest jakąś figurą w zawodowej hierarchii).

Łamigłówka z identyfikacją Tituni została więc rozwiązana, czego można by uniknąć, gdyby Dyrekcja miała w zwyczaju przedstawiać nowych pracowników, przynajmniej tych, których obecność będzie przez wszystkich zauważona. Zostawmy jednak na boku zagadnienie dobrych manier. Titunię zatrudniono w celu obsługi ważnych klientów, więc może z tego powodu Lokalny intuicyjnie postrzegał ją jako osobę ważną. A może dlatego że pojawiała się w pracy, gdy reszta personelu była już dawno po drugim śniadaniu, a opuszczała mury zakładu, gdy nikt jeszcze nie zdążył spakować swojej teczki. Być może też dlatego że Titunia jest słusznego wzrostu, ma dosyć ostre rysy, silnie wykształconą dolną szczękę i nosi okulary - co według Lokalnego mogło stwarzać pozory posiadania przez nią jakiejś władzy. Nic bardziej mylnego. Okazało się, że Titunia jest normalnym, jak cała reszta, pracownikiem firmy i podlega tym samym prawom i obowiązkom - przynajmniej w sensie formalnym - co dla niej nie było tak oczywiste, gdyż uzurpowała sobie prawo do specjalnego traktowania.

Najpierw więc nie zgadzała się na pokój, który jej przydzielono, a który miała współdzielić z inną szeregową pracownicą. Jej zdaniem powinna jej przypaść w udziale część pomieszczenia Bardzo Ważnego Doradcy, pojawiającego się w zakładzie z rzadka, ale regularnie. Na ten postulat nie chciała przystać większa część Dyrekcji, co nie przeszkadzało Tituni zasiedlić pokoju. Ponadto Titunia lamentowała na nadmiar obowiązków i niemożność ich zrealizowania na czas, co było bezpośrednim skutkiem skracania czasu pracy do minimum.

Lokalny wraz z koleżeństwem zachodzili w głowę, jak to możliwe, aby Titunia bezkarnie łamała regulamin pracy i dyktowała warunki. Okazało się wreszcie, że jest w jakiś sposób powiązana z kimś z Dyrekcji. Lokalny miał więc od początku dobre przeczucia - rzeczywiście jest ona ważną osobą w firmie.