Telefon dla bogaczy

Specjaliści od telekomunikacji łapią się za głowy, widząc w jak huraganowym tempie rozwija się radiotelefonia. Już dziś z jej systemów korzysta w krajach wysoko rozwiniętych 5% obywateli. Najbardziej nawet ostrożni progno-stycy przewidują zaś, że za kilka najbliższych lat liczba ta będzie trzy - czterokrotnie wyższa.

Specjaliści od telekomunikacji łapią się za głowy, widząc w jak huraganowym tempie rozwija się radiotelefonia. Już dziś z jej systemów korzysta w krajach wysoko rozwiniętych 5% obywateli. Najbardziej nawet ostrożni progno-stycy przewidują zaś, że za kilka najbliższych lat liczba ta będzie trzy - czterokrotnie wyższa.

Funkcjonujących obecnie kilkanaście różnych systemów telekomunikacji ruchomej to drugi objaw boomu w tej dziedzinie. Najpopularniejszy z nich Nordic Mobile Telephone, w skrócie NMT, rozwinął się nie tylko w Skandyna-wi, ale w całej Europie, nawet w Afryce. Dwie wersje tego systemu pracują dziś na częstotliwości 450 i 900 MHz.

Pod względem liczby abonentów radiotelefonii komórkowej od lat przoduje Wielka Brytania. Według stanu na koniec czerwca 1989 r. było ich tam 650 tysięcy. Największą gęstość notuje się zaś w północnych rejonach starego kontynentu. Dla przykładu w Norwegii na 1000 mieszkańców aż 38 ma ruchomy telefon. Równie wysoki wskaźnik ma Szwecja - 35 na 1000 mieszkańców i Finlandia 28 na 1000 mieszkańców. W krajach tych jest odpowiednio 161,2 tys., 295,5 tys. i 131,6 tysięcy abonentów sieci komórkowej. Dla porównania we Francji jest wprawdzie 135,9 tys. abonentów radiotelefonicznych, ale zaledwie co drugi -trzeci obywatel ma dostęp do sieci komórkowej.

Europa wciąż idzie do przodu. Toteż myśli się już tam o kolejnej generacji systemów ruchomej telekomunikacji, wykorzystujących technologię cyfrową. Ostatnio zaś w Komisji Wspólnot Europejskich narodził się pomysł utworzenia ogólnoeuropejskiego systemu nazwanego Grupę Specjał Mobile -GSM. Zawarto już umowy na wprowadzenie go w 17 krajach.

Tymczasem w Polsce od miesięcy trwa konkurs na najlepszą ofertę dla naszej sieci komórkowej. Na starcie do rywalizacji stanęło ponad dwadzieścia firm z całego świata. Po I etapie zostało ich tylko dziewięć. Przez gęste sito II etapu konkursu nie przeszły takie potęgi w tej branży, jak AMERI-TECH i US WEST. Na krótkiej, zaledwie pięciopozycyjnej liście zwycięzców II etapu znalazły się: konsorcjum brytyjsko-skandynawskie BMTS, dwie firmy amerykańskie CROWLEY i NYNEX, HUTCHISON z Hong Kongu i RACAL z Wielkiej Brytanii.

Jak stwierdził na listopadowej konferencji prasowej wiceminister łączności Marek Rusin, najdalej do końca stycznia 1991 roku zostanie wybrany budowniczy i jednocześnie operator tej sieci. Minister ostudził też zapały i nieuzasadnione nadzieje wiązane z tą inwestycją. Usługi radiotelefoniczne są bardzo efektowne - powiedział - ale dla przeciętnego użytkownika mało przydatne i niestety ze względu na wysokie koszty praktycznie niedostępne. Jeżeli chodzi o zwykłe telefony, nasze potrzeby są wiele razy większe i usługi świadczone w sieci komórkowej mają jedynie uzupełnić inne usługi świadczone w sieci podstawowej.

Według wstępnej koncepcji w Polsce powstanie prawdopodobnie 9 komórek (stacji bazowych). Na początek pojemność sieci określa się na około 25 tys. numerów. Oczywiście w zależności od popytu na usługi radiotelefoniczne będzie ona stopniowo rosła. Wszystko przypuszczalnie będzie zależało od tego, jaka firma zachodnia zostanie wspólnie z PPTT operatorem tej sieci i jakie warunki finansowe zaproponuje przyszłym abonentom.

Jest już praktycznie przesądzone, że w Polsce powstanie system z rodziny NMT, pracujący na częstotliwości 450 MHz. Jednak z góry zakłada się, że jego konstrukcja powinna być tak pomyślana, by w przyszłości umożliwić przestawienie systemu na częstotliwość 900 MHz - a więc taką, na jaką osta-nio nastawia się zjednoczona Europa.

Wiele osób jest innego zdania. Twierdzą, że robimy błąd decydując się na częstotliwość, od której uciekają kraje zachodnie. Pytają też, jakie będą koszty czekającego nas przestrojenia sieci i kto je pokryje? Kto ma rację, jak zwykle pokaże czas.

Podczas gdy my emocjonujemy się konkursem, Węgrzy są już o parę miesięcy do przodu. Ponieważ startowali z podobnego poziomu, warto może przyjrzeć się ich dotychczasowym poczynaniom.

Z problemem wyboru firmy uporali się raz dwa. Po wstępnych rozmowach z kilkoma zagranicznymi operatorami podjęli decyzję 1 założyli 11 września 1990 r. spółkę, w której 51% udziału ma węgierska telekomunikacja a 49% amerykański koncern US WES^' (ten sam, który u nas odpadł po I etapie konkursu).

Pierwszych abonentów radiotelefonicznych przyłączono tu już w listopadzie. Koszty 1000 użytkowników sieci komórkowej pokrył Bank Światowy. Od kolejnych 3 tys. przyszłych abonentów przyjmowane są przedpłaty. Podobnie jak na całym świecie, tak i na Węgrzech tylko firmy i zamożni obywatele będą mogli pozwolić sobie na ten luksus. Skalkulowano, że sam sprzęt będzie kosztował abonenta od 78 tys. do 143 tys. forintów (1300-2400 USD). Dla porów-I ania średnia płaca w tym kraju dziś sięga 20 tys. forintów. Do tego dochodzi jeszcze opłata za miesięczny abonament - 6300 forintów (dla zachęty przez pierwsze 6 miesięcy przewiduje się limit 250 rozmów). Minuta połączenia w godzinach szczytu będzie kosztowała 17, a po tych godzinach 10 forintów.

Jak drogą rzeczą dla Węgra będzie taki ruchomy telefon, łatwo sobie wyobrazić, zestawiając te opłaty choćby z ponoszonymi przez abonenta zwykłego telefonu. Jego instalacja kosztuje przedsiębiorstwo 90 tys., a obywatela tylko 12 tys. forintów. Abonament miesięczny wynosi 150 forintów za 3 minutową rozmowę lokalną płaci się 2 forinty. Nadal jest to wielokrotnie tańszy środek łączności, tylko mało dostępny.

Węgierska sieć komórkowa w początkowym okresie obejmie tylko Budapeszt, potem rejon wokół Balatonu i stopniowo cały kraj. Miejmy nadzieję, że już niedługo będziemy mogli relacjonować budowę sieci komórkowej nad Wisłą.