Tam, gdzie się spotyka biznes

W rozwoju elektronicznej gospodarki naczelne miejsce zaczynają zajmować elektroniczne giełdy towarowe.

W rozwoju elektronicznej gospodarki naczelne miejsce zaczynają zajmować elektroniczne giełdy towarowe.

Giełda elektroniczna - e-marketplace - jest obecnie jednym z najmodniejszych haseł Nowej Gospodarki. Jest wirtualnym miejscem zawierania transakcji biznesowych między różnymi firmami. Dzięki niej można realizować sprzedaż wszystkiego - od węgla i stali, przez usługi transportowe, aż do wynajmowania tymczasowych pracowników. Giełdę można obudowywać dowolną liczbą dodatkowych usług, bowiem atutem giełdy jest gromadzenie w jednym miejscu wszystkiego, co potrzebne do działalności handlowej.

Giełdy elektroniczne powinny umożliwić zwiększenie płynności rynku poprzez przyspieszenie realizacji podstawowych procedur biznesowych. Ponadto powinny obniżyć koszty tych procesów (wg prognoz Forrester Research średnio o 10%). Z giełd może korzystać każda branża, w której występują obszary dalekie od optymalnego funkcjonowania. Każdy zakup składa się z 7 etapów: planowania, kupna, wysyłki, śledzenia przesyłki, odbioru, obsługi dokumentów oraz płatności. Centralny punkt, jakim jest giełda, mógłby wyeliminować wiele nieefektywnych elementów ze wszystkich poszczególnych etapów. Elektroniczne giełdy towarowe nie kryją cudownych możliwości uzyskania radykalnych oszczędności w wymianie handlowej. Korzyścią może być skumulowany efekt drobnych redukcji nieefektywności na wszystkich etapach dokonywania zakupów.

Badania przeprowadzone w dużych firmach w Stanach Zjednoczonych wskazują, że 25% z nich planuje w ciągu kilku lat ponad połowę obrotów realizować za pośrednictwem giełd elektronicznych. Warto zauważyć, że właśnie giełdy, w przeciwieństwie do innych internetowych przedsięwzięć, cieszą się nie słabnącym zainteresowaniem inwestorów i funduszy venture capital.

Wybuch entuzjazmu

W ciągu ostatnich 18 miesięcy pojawiło się 500-600 różnych giełd nastawionych na bardzo różne branże. Ostatnie lato było czasem prawdziwej eksplozji ich liczby. Przewiduje się, że powstanie ich łącznie kilka tysięcy, ale ok. 2002 r. prawdopodobnie nastąpi ich konsolidacja. Analitycy sądzą, że w danej branży powinny działać nie więcej niż dwie różne giełdy. Obecnie są one organizowane zarówno przez uznane i działające od dawna duże koncerny, jak i nowo powstałe spółki z sektora "dotcom". Te pierwsze zapewne zorganizują największe mega-giełdy, te drugie - bardziej specjalizowane, wertykalne elektroniczne serwisy wymiany handlowej, wzbogacone o dodatkowe usługi.

Różne giełdy elektroniczne, działające w tej samej branży, dzielą niepotrzebnie rynek i sprawiają, że ich integracja staje się trudnym zadaniem dla firm korzystających z usług giełdy - w jaki sposób dopasować się do tak wielu serwisów jednocześnie. Jednakże giełdy muszą bronić się przed pokusą zawierania umów na wyłączność z poszczególnymi dostawcami czy partnerami, choć dawałoby im to szansę na ograniczenie pola działania giełd konkurencyjnych. Niszczy to bowiem wolny rynek, także rynek elektroniczny. To właśnie rynek powinien wskazać zwycięzców w wyścigu giełd.

Nie wiadomo jeszcze, w jaki sposób pogodzić ekonomiczne uzasadnienie dla funkcjonowania ograniczonej liczby giełd z regułami antymonopolowymi. Już dzisiaj amerykańska komisja handlu (FTC) wydała ostrzeżenie, że zajęcie poszczególnych obszarów rynku przez pojedyncze giełdy elektroniczne może być celem działań antytrustowych. Obiektem zainteresowania FTC stały się m.in. giełdy tworzone przez koncerny motoryzacyjne. Nie wiadomo jeszcze w jaki sposób rozwiązana zostanie potencjalna monopolizacja giełd z trendem do korzystania z jednego centralnego punktu wymiany handlowej. Być może następnym działaniem będzie powstanie meta-giełd, które pozwolą na dostęp z jednego miejsca do wielu różnych giełd.

Liczące się firmy, które dostarczają rozwiązania potrzebne do budowania elektronicznych giełd (CommerceOne, Ariba, Oracle oraz konsorcjum i2 zorganizowane przez IBM), myślą już o ich integracji, tak aby różne giełdy mogły z sobą współdziałać. Pojawiło się już pojęcie globalnej sieci handlowej (Global Trading Web).

Nie wszystko złoto

Giełdy elektroniczne nie są łatwym przedsięwzięciem, jeśli chodzi o ich implementację. Problemy stwarza przede wszystkim skalowalność i niezawodność działania giełdy. Giełdy elektroniczne narzucają nieporównanie większe wymogi poprawnego funkcjonowania niż internetowe serwisy konsumenckie. Serwis Amazon.com może nagle zniknąć z pola widzenia użytkownika w czasie dokonywania zakupów i nic wielkiego się nie stanie. Gdy tak samo utracona zostanie łączność z giełdą elektroniczną podczas zawierania wielomilionowego kontraktu, sytuacja staje się bardzo poważna. Dlatego budowa giełd elektronicznych jest przedsięwzięciem kosztownym. Dodatkową trudność stwarza konieczność zapewnienia całej otoczki formalnoprawnej, która nie jest wymagana w zakupach konsumenckich. Kłopotliwy jest również elektroniczny obrót towarami, które nie poddają się łatwo standaryzacji, np. żywności.

Aby biznes odniósł rzeczywistą korzyść z elektronicznej giełdy czy serwisu aukcyjnego B2B, potrzebna jest ścisła integracja systemów informatycznych firmy i serwisu. W przeciwnym razie zbyt mała będzie poprawa efektywności działania pracownika dokonującego zakupów czy sprzedaży, jeśli telefonu i faksu nie będzie mógł zastąpić przeglądarką internetową.

Giełda elektroniczna musi zadbać również o edukację poszczególnych użytkowników, o stworzenie im komfortowego środowiska pracy, aby np. uzyskać zaufanie kupującego. Jest oczywiste, że większość giełd wymaga, by sprzedający i kupujący wcześniej się zarejestrowali. Właśnie giełda ma budować wzajemne zaufanie jej uczestników. Do tego powinna służyć również dodatkowa weryfikacja uczestników - sprawdzenie danych firm, referencji itp.

Musi się udać

Wszyscy obserwatorzy rynku uważają, że elektroniczna giełda towarowa jest sensownym przedsięwzięciem, odpowiadającym na nie zaspokojone do tej pory potrzeby rynku, że musi być "skazana" na sukces. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich giełd i na pewno nie w takiej liczbie jak obecnie, lecz koncepcja giełdy jest jednym z najbardziej ekonomicznie uzasadnionych przedsięwzięć podejmowanych w Nowej Gospodarce. Praktyka pokaże, czy tak jest w istocie - to jest czy właściwi użytkownicy giełd, czyli firmy obecne na rynku, zechcą z nich korzystać. Początki mogą być zniechęcające wobec braku zaufania i rezerwy firm, przywiązania do dotychczasowych metod wymiany handlowej, niedopracowania rozwiązań informatycznych i finansowych leżących u podstawy funkcjonowania giełd.

Według "krzywej nadmiernie rozbudzonych oczekiwań" (Hype curve), koncepcji opracowanej przez analityków Gartner Group, obecnie mamy do czynienia z okresem wzmożonego zainteresowania koncepcją elektronicznych giełd. Wiąże się z tym wiele inicjatyw, które pozostają bliżej fazy deklaracji niż dopracowanych rozwiązań. Rzeczywista oferta działających dzisiaj giełd jest na ogół zupełnie nieadekwatna do nowo pobudzonych oczekiwań biznesu. Następuje nieuchronne rozczarowanie i spadek zainteresowania. Zapewne podobny los czeka elektroniczne giełdy - obecnie są obiektem zainteresowania wszystkich, już wkrótce wielu zwątpi w ich potencjał, a dopiero za jakiś czas (prawdopodobnie za kilka lat) będą faktycznie produktywnym narzędziem, stając się stopniowo trwałym elementem działalności handlowej firm.


TOP 200