Talenty szefa

Aby zostać menedżerem trzeba geniuszu, a przynajmniej specjalnego talentu. Czy wystarczająca jest solidna uniwersytecka edukacja? A może decydujące w tym zawodzie są wrodzone predyspozycje albo tradycje rodzinne?

Aby zostać menedżerem trzeba geniuszu, a przynajmniej specjalnego talentu. Czy wystarczająca jest solidna uniwersytecka edukacja? A może decydujące w tym zawodzie są wrodzone predyspozycje albo tradycje rodzinne?

W Polsce, w czasach odradzającego się kapitalizmu, podziw dla dynamicznych, zaradnych menedżerów, będących często również właścicielami zarządzanych przez siebie firm, miesza się z pogardą dla ich mało wyrafinowanego, nowobogackiego stylu życia i hierarchii wartości. Wyobrażenia na temat osoby zwanej menedżerem są nader zróżnicowane. Są tacy Polacy, nawet z profesorskimi tytułami w dziedzinie zarządzania, którzy skłonni są ich wręcz demonizować. Wielokrotnie w szkołach biznesu studenci mogą usłyszeć, że prawdziwy menedżer to takie nader inteligentne "zwierzę biznesowe". Ma doskonały "węch", nigdy nie przepuszcza okazji, zrobi wszystko, aby osiągnąć cel i na dodatek mimo że słono się go wynagradza, to pracuje przede wszystkim na skutek wewnętrznej pasji do interesów. Jak widać, uważa się go za człowieka genetycznie przymuszonego do wykonywania tego zawodu. Oprócz podziwu, wzbudza także zabobonny lęk u opisujących go.

Menedżer po zachodniemu

Bardziej cywilizowana opowieść o menedżerze już nie przypisuje mu cech "zwierzęcych", lecz eksponuje jego genialne uzdolnienia polegające na takim uruchamianiu powierzonego majątku i ludzi, że przynoszą zysk właścicielom i pracownikom. W takim widzeniu menedżerów widać polskie odbicie starej, sprzed dwudziestu lat, zachodniej fascynacji talentami zarządców połączonej z pewną obawą, że zdetronizują kapitalistów. Uważano że dysponenci kapitału i majątku są w pewnym sensie zakładnikami menedżerów, bo tylko oni potrafią przemienić tenże kapitał w realne dobra i zyski. Konsekwencją tej mody były horrendalnie wysokie gaże szefów. Ostatecznie doprowadziło to do społecznych protestów i dzisiaj aczkolwiek menedżerów ceni się wysoko, jednak nikt nie posądza ich o chęć wysforowania się przed właścicieli. Sami menedżerowie w naszym kraju, zwłaszcza młodzi, skłonni są siebie widzieć, nie tyle jako geneteycznie zdeterminowanych niewolników zawodu czy rywali przedsiębiorców w zasługach dla rozwoju gospodarczego, lecz jako zdolnych, ambitnych, aktywnych ludzi, którzy pragną wzbogacić się, rozwijać swoją osobowość i zyskiwać społeczne poważanie. Pasjonuje ich to, jak oni sami - dzięki swojemu własnemu świadomemu wysiłkowi i starannie pielęgnowanym zdolnościom - idą w górę, jak kształtują siebie i wyobrażenie otoczenia o sobie i swojej wartości.

Prześmiewcy

Część społeczeństwa myśli często o menedżerach źle. Widzi w nich wyrachowanych, bezdusznych facetów, nastawionych na konsumpcję, bezmyślnie naśladujących obce wzory, albo tworzących karygodne własne (białe skarpetki!!!), pozbawionych społecznej odpowiedzialności i wyczucia subtelności natury ludzkiej. Czyli ludzi gorszego sortu, zatem zajmujących się biznesem, wyzyskiwaniem innych. Często wytyka im się nieuczciwość, naciąganie innych oraz sięganie bez żenady do przekupstwa i układów. W każdym z przedstawionych wizerunków jest trochę prawdy, i dlatego, że sami menedżerowie są różni, z różnych powodów parają się tym zawodem, i w różny sposób go wykonują, i dlatego, że sam zawód jest mocno podejrzany. Wszak istotnie w wyniku pracy menedżerów "kamień zamienia się w złoto" i warto wiedzieć czy maczał w tym ręce diabeł, Pan Bóg, akademiccy nauczyciele, czy też uzdolniony pedagogicznie pierwszy szef obecnych menedżerów-przedsiębiorców.

Nie geniusz, lecz charakter

Peter Drucker, człowiek, który wie więcej o zarządzaniu i menedżerach niż ktokolwiek inny, na pytanie czy aby zostać menedżerem trzeba geniuszu lub szczególnego talentu, odpowiada: nie. Nie jest również kwestia sztuki ani intuicji. "To co robi menedżer, można poddać systematycznej analizie.Tego, co menedżer musi umieć, można się nauczyć (chociaż być może nie zawsze ktoś może się tego nauczyć)." Ale zaraz dodaje : "Niemniej pozostaje ta jedna cecha, jedna kwalifikacja, której menedżer posiąść nie może, lecz musi ją przynieść do zawodu. Nie geniusz. Charakter." Ale jaki charakter? Drucker uważa, że do zarządzania potrzebne są takie cechy charakteru, które powodują, że menadżer rozwija nie tylko siebie, ale swoich podwładnych. Pomaga im rosnąć, bogacić się i rozumie, że od ich rozwoju zależy również jego sukces. "Zimny, niesympatyczny i wymagający, mimo to on właśnie często lepiej uczy i rozwija więcej ludzi niż ktokolwiek inny. Otacza go większy respekt, niż kiedykolwiek potrafiłaby zyskać większość ludzi dających się lubić. Wymaga nienagannej fachowości od siebie samego i od swoich ludzi. Stawia wysokie wymagania i oczekuje sprostania im. Bierze pod uwagę to, CO jest słuszne, a nie to, KTO ma tę słuszność. I choć zazwyczaj sam jest człowiekiem o błyskotliwym umyśle, nigdy nie przedkłada w innych intelektualnej błyskotliwości nad prawość."

Z prawością na bakier

Z prawością polskich menedżerów i przedsiębiorców nie jest najlepiej. Oni sami przyznają , że często nie respektują prawa. Deklaruje to ok. 70 % zapytanych w ub.r. przez "Rzeczpospolitą". Jest to zarazem swoisty paradoks, albowiem w tym samym badaniu wyszło czarno na białym, że polski biznesmen częściej niż przeciętny Polak wierzy w istnienie trwałych, nienaruszalnych wartości i norm i przestrzega ich. Czyżby według nich prawo nie należalo do kanonu wartości i norm, które należy respektować? Psycholog prof. Janusz Czapiński twierdzi : "Prawo utożsamiane jest z państwem, a państwo nie jest bezstronnym elementem układu społecznego. Z państwem toczy się grę o wysokość własnych dochodów i szanse szybkiego rozwoju firmy." Twierdzi on stanowczo, że przestrzeganie lub nieprzestrzeganie prawa przez polskich menedżerów nie ma nic wspólnego z ich moralnością. Wynika tylko i wyłącznie z racjonalnego rachunku strat, kosztów i zysków. Ani samych menedżerów, ani tego zawodu nie trzeba więc demonizować, aczkolwiek trudno oprzeć się wrażeniu, że aby go wypełniać potrzeba tej szczególnej "iskry Bożej", która nie zdarza się ludziom tak znowu często, żeby jej nie zauważać i nie podziwiać.