TP SA znowu górą

10 grudnia sąd przychylił się do odwołania TP SA o "niezgodności proceduralnej" zarządzenia URT, narzucającego TP SA wyodrębnianie swoim abonentom kwot za usługi telekomunikacyjne, świadczone przez innych operatorów stacjonarnych.

Wbrew wcześniejszym przewidywaniom zakończyła się interwencja Sądu Antymonopolowego w sprawie rozliczeń międzyoperatorskich w stacjonarnej telefonii międzystrefowej. 10 grudnia sąd przychylił się do odwołania TP SA o "niezgodności proceduralnej" zarządzenia URT (Urząd Regulacji Telekomunikacji), narzucającego TP SA - jako operatorowi dominującemu na rynku - wyodrębnianie swoim abonentom kwot za usługi telekomunikacyjne, świadczone przez innych operatorów stacjonarnych. Sytuacja ta nie świadczy dobrze o demonopolizacji tego rynku.

Operator telekomunikacyjny NOM (Niezależny Operator Międzystrefowy) (prefiks 1044) jako pierwszy po TP SA zaczął świadczyć w lipcu br. usługi w krajowych połączeniach międzystrefowych klientom indywidualnym. Mimo, że opanował prawie 20 proc. krajowego rynku połączeń międzymiastowych, nadal nie otrzyma zwrotu poniesionych kosztów - sięgających do końca 2001 r. kwoty 150 mln zł.

Zobacz również:

  • Apple stanął w Europie w obliczu pozwu zbiorowego
  • John McAffe w poważnych opałach

Dwaj pozostali niezależni operatorzy międzystrefowi (Netia1 i Energis) są w nieco lepszej sytuacji, gdyż świadczą swe usługi głównie abonentom instytucjonalnym, dopiero po podpisaniu specjalnej umowy.

Jak oświadczył rzecznik NOM Marcin Gruszka, niepomyślny dla NOM wyrok może spowodować dalsze rozmowy z TP SA w sprawie ponoszonych opłat, jednak stawia on firmę w trudnej sytuacji negocjacyjnej. Z formalnego punktu widzenia, jedyną nadzieją jest jeszcze możliwość kasacji w Sądzie Najwyższym decyzji Sądu Antymonopolowego.


TOP 200