Szukasz pracy? Musisz istnieć w Sieci

Okazuje się, że brak jakiejkolwiek obecności w Internecie (uwidoczniony zwróceniem zerowego rekordu przez kluczowe wyszukiwarki) może istotnie zmniejszyć nasze szanse na dostanie pracy, szczególnie w działach IT. Według statystyk Search Engine Watch każdego dnia poszukiwanych jest w Sieci nawet 50 milionów tożsamości osób, którymi interesują się rekruterzy. Coraz częściej przyznają oni, że Internet jest bardzo ważnym źródłem wiedzy na temat danego kandydata.

W 2006 r. jedna z firm (ExecuNet, USA) zawodowo zajmująca się poszukiwaniem ludzi na znaczące stanowiska przeprowadziła badania, z których wynikało, iż aż 77 na 100 rekruterów sprawdza dane kandydatów poprzez Sieć. Podobne, choć już nie na tak dużą skalę, wnioski wysnuli specjaliści ze spółki CareerBuilder.com - na 1,150 tys. ankietowanych menedżerów od HR 25 proc. przyznało, że używają popularnych wyszukiwarek do "prześwietlenia" potencjalnego pracownika. Jedna na dziesięć badanych osób swoich analiz dokonuje także wśród grup społecznościowych (social networking), w których dany kandydat odznacza się pewną aktywnością.

Specjaliści rynku twierdzą, że na pewno nie można nie zauważać rosnącej roli Internetu, również w aspekcie szukania pracy, ale przestrzegają jednak przed nadmiernym przywiązywaniem wagi do swojej obecności w Sieci. Lepszą sytuacją będzie fakt, że rekruterzy nie znajdą żadnej informacji o przyszłym pracowniku, niż dotarcie do materiałów mogących przedstawić go w niewłaściwym świetle (np. zdjęcia z mało oficjalnych spotkań, imprez czy dyskusje na kontrowersyjne tematy). Jak się okazuje takie aspekty życia mogą zaważyć nad oceną naszej kandydatury w ewentualnym dalszym procesie rekrutacyjnym.

Obecność w Internecie jest jednak bardzo istotna dla rekruterów szukających danych o osobach ubiegających się o pracę w działach IT. Tim Bray z Sun Microsystems zwraca uwagę, że szczególnie w przypadku aplikowania na stanowiska wyższego szczebla brak informacji o kandydacie w Sieci jest dyskwalifikująca. Do wyjątków można zaliczyć prawdziwych profesjonalistów, którzy działając w branży teleinformatycznej nie mieli okazji zaistnieć szerzej w globalnym WWW.

Aby wzmocnić swoje szanse na coraz bardziej elektronicznym rynku pracy specjaliści doradzają, aby po prostu polubić Internet. Pierwszym krokiem powinno być sprawdzenie, jakie wyniki wyszukiwania podadzą o nas takie serwisy, jak Google, Yahoo, MSN Search czy Ask.com. Jeśli publikujemy blogi, szczególnie o zabarwieniu technicznym, to sprawdźmy także takie strony WWW, jak Technorati, Daypop, Blogdipper, Slashdot (oraz oczywiście liczne polskie serwisy udostępniające możliwość pisania blogów). Waga własnej twórczości w Internecie doceniania jest również przez wiele firm, które zachęcają swoich pracowników do pisania blogów korporacyjnych. Jeśli uda się nam dodatkowo zaangażować odpowiednich ekspertów, którzy będą mogli wejść w merytoryczną polemikę z czytelnikami, to jest szansa, że z czasem wytworzy się lokalna społeczność internetowa, a nasze nazwisko na pewno zostanie zaindeksowane przez większość wyszukiwarek.

Osoby, które szukają zawodów stricte informatycznych (webdeveloperzy, programiści, administratorzy), są niejako skazane na istnienie w Sieci. Dobrą szkołą umiejętności może być aktywne działanie w środowiskach open-source czy stworzenie swojej własnej strony (lub mini portalu). Znane są także przypadki wymyślenia nazwy domeny, której wartość po pewnym czasie znacznie wzrasta (głównie dzięki liczbie użytkowników, którzy odwiedzają dane miejsce - a czasem wartością jest po prostu sama nazwa). Tak rozpoznawalni autorzy, według analityków, mają lepszą pozycję wyjściową w ubieganiu się o intratne stanowiska w branży IT.

Niezależnie od charakteru pracy, o jaką się ubiegamy, dobrze jest zatem znaleźć się wśród indeksowanych przez Google czy Yahoo haseł internetowych.