Szerokopasmowa samorządna improwizacja

UKE nie chce się wypowiadać na temat cen, jakie operatorzy lokalni płacą za dostęp do Internetu, bo KE uznała, że to rynek konkurencyjny, więc nie należy go regulować.

Uzasadnieniem interwencji publicznej w sieciach szkieletowych budowanych w projektach wojewódzkich i w ramach projektu Sieć Szerokopasmowa Polski Wschodniej jest potrzeba zapewnienia hurtowego, operatorskiego dostępu do Internetu i światłowodów. Tymczasem UKE nie chce się wypowiadać na temat cen, jakie operatorzy lokalni płacą za dostęp do Internetu, bo Komisja Europejska uznała, że to rynek konkurencyjny, więc nie należy go regulować.

Dyskusja o tym, jak zapewnić mieszkańcom Polski Wschodniej korzyści uczestniczenia w społeczeństwie informacyjnym, która wywiązała się przy okazji seminarium zamykającego obchody Światowego Dnia Społeczeństwa Informacyjnego, musiała się odnieść do największego z realizowanych za fundusze unijne projektów sieci szerokopasmowych - Sieci Szerokopasmowej Polski Wschodniej (SSPW). Projekt jest realizowany w ramach wartego ok. 2,7 mld zł Programu Operacyjnego Rozwój Polski Wschodniej, mającego pobudzić rozwój gospodarczy województw regionu, obejmującego wiele różnego rodzaju działań, które mają znaczenie dla budowania potencjału usług szerokopasmowych, np. rozwój jednostek sektora badań i rozwoju, wyższych uczelni, innowacyjności, małych i średnich przedsiębiorstw, turystyki.

Biurokraci rządzą

Podstawowym chyba jak dotąd problemem z projektem SSPW jest długi okres sformalizowanych przygotowań, związany usztywnionymi wymaganiami przepisów o inwestycji publicznej. Nie da się go racjonalnie upodobnić do realizowanych zwykle znacznie szybciej projektów biznesowych. Inwestycje w terenie najwyższy czas wreszcie zacząć, a ciągle trwają analizy i uzgodnienia, teraz jeszcze z Komisją Europejską w ramach notyfikacji dopuszczalności pomocy publicznej w przyjętych dla tej sieci założeniach projektowych. Te uzgodnienia wcale nie są łatwe, jako że opór wobec nowych koncepcji i dystans wobec lokalnych uwarunkowań rynkowych nie jest wyłącznym atrybutem naszej biurokracji, nie brakuje go również w Brukseli. W związku z tym w większym stopniu liczy się chyba przekonanie wszystkich współdecydujących o korzyściach z szybkiej realizacji projektu. Powinni oni zyskać przeświadczenie, że przyczyni się to istotnie do pobudzenia rozwoju gospodarczego regionu. To ważniejsze niż literalne dostosowanie do każdego punktu założeń ogłoszonej niedawno Europejskiej Agendy Cyfrowej, czy też dalekosiężnych wizji regulacyjnych dla konkurencyjnego sektora operatorów telekomunikacyjnych.

Interwencja następuje w obszarze światłowodowych sieci szkieletowo-dystrybucyjnych, których potrzeby rozbudowy nikt rozsądny nie powinien zakwestionować, skoro ich w wielu miejscach ewidentnie brakuje. Skoro jednak podstawowe usługi, które będą świadczone w otwartych dla wszystkich przedsiębiorców telekomunikacyjnych sieciach to hurtowy dostęp do Internetu dla lokalnych operatorów sieci dostępowych, trudno bezkrytycznie pogodzić to z zeszłorocznym stanowiskiem Komisji Europejskiej. Kwestionowało ono projekt decyzji prezesa UKE, zakładającej wprowadzenie w tym obszarze obowiązków regulacyjnych. W rezultacie stanowiska Komisji Europejskiej UKE nie ma formalnej legitymacji do monitorowania cen na tym podstawowym z punktu widzenia sieci samorządowych rynku, co jest osobliwe.

Tymczasem obok fizycznej weryfikacji obecności węzłów sieci szerokopasmowych istniejących operatorów w obszarach, gdzie rozważa się budowę wojewódzkich sieci szkieletowych, najbardziej spektakularnym przejawem niedostatecznej konkurencji na tych nieregulowanych rynkach jest cena usług szerokopasmowego dostępu hurtowego - w obszarach oddalonych znacznie wyższa do tego, co można wynegocjować w dużych miastach.

Czy ktoś to ogarnia?

O ile w Komisji Europejskiej można mówić zaledwie o pewnej bezwładności w dostosowaniu do przyszłościowego podejścia Agendy Cyfrowej w niektórych instytucjach wspólnotowych, o tyle w Polsce coraz bardziej widocznym czynnikiem ryzyka stają się problemy z koordynacją polityki wobec rozwoju sektora technologii informacyjnych, w tym zrealizowanych lub rozpoczynanych projektach szerokopasmowych. Skala przedsięwzięć już planowanych z wykorzystaniem środków unijnych jest ogromna, a przecież, co nadal niewiele osób pojmuje, to zaledwie zaczyn pod wielokrotnie większe inwestycje prywatne, zachęta dla operatorów, dostawców usług i aplikacji, uznających dotąd rozwój własnej infrastruktury w niektórych obszarach za niezbyt opłacalny.

Trudno zakładać, że lokalni samorządowcy, chcąc po prostu zapewnić mieszkańcom jak najtańszy Internet, posłużą się argumentacją unijnej strategii Europa 2020, z jej ambicjami zapewnienia konkurencyjności Europy w skali globalnej. Trudno też wymagać, że podejmując wybory co do zasad współpracy z partnerami prywatnymi, będą nadążać za polityką największych polskich spółek telekomunikacyjnych Telekomunikacji Polskiej, operatorów sieci komórkowych, Netii, Exatela, ich relacjami inwestorskimi i niuansami debat z regulatorem czy uwarunkowaniami negocjowanych z rządem zobowiązań inwestycyjnych.

Przepychanki pomiędzy MSWiA, UKE i Ministrem Infrastruktury, MRR w sprawie organizacji ośrodka mającego doradzać samorządom w kwestiach sieci szerokopasmowych pokazują, że rząd też ma kłopot z ustaleniem, kto w tej sprawie rządzi, a być może też ze zrozumieniem potrzeby strategicznych wyborów politycznych. Nie można powiedzieć, by różne punkty widzenia prezentowane w dokumentach publikowanych przez te instytucje pokazywały zbliżenie stanowisk. W spotkaniach internautów z premierem o rządowych projektach legislacyjnych w sprawach nowych technologii informacyjnych nie brał udziału minister właściwy w sprawach informatyzacji. Komitet Rady Ministrów ds. Łączności i Informatyki nie potrafi pozbyć się roli porządkującego na rządowych półkach projekty legislacyjne, skierowane tam, jeżeli wyszukiwarka znalazła w nich słowo: komputer. Przewodniczącym zespołu międzyresortowego ds. realizacji programu "Polska Cyfrowa", który ma określić "zakres działań pozwalających na koordynację", jest, z całym szacunkiem, tylko wiceminister infrastruktury. Niezależność polityczna KRRiT w sprawach mediów, w tym również cyfrowych, jest gwarantowana i konstytucją, i ustawą. Przygotowywana w Ministerstwie Infrastruktury strategia szerokopasmowa powinna określić program działań dla całego rządu, wszystkich, którzy wykorzystują do budowy sieci szerokopasmowych środki publiczne. Będzie jednak użyteczna, jeżeli da też przejrzyste wskazówki inwestorom prywatnym.


TOP 200