Szerokopasmowa dostępność

Podstawowej przyczyny niskiej pozycji Polski w międzynarodowych rankingach usług szerokopasmowych upatruje w tym, że prawie połowa Polaków deklaruje badaniach ankietowych, że w nie widzi realnych korzyści z posiadania Internetu.

Michał Małyszko, komentując w ubiegłotygodniowym Computerworld (Problem z polskim broadbandem), niedawno opublikowany raport Światowego Forum Ekonomicznego pyta prowokacyjnie , czy aby na pewno głównym problemem Polski jest brak infrastruktury, sugerując jednocześnie, że to pogląd powierzchowny, oparty o nie od końca wiarygodne dane rynkowe.

Można przypuszczać, że dla przeciętnego czytelnika Computerworld, każdy nie rozumiejący potrzeby korzystania z Internetu jest trochę z Marsa, więc jeżeli mowa jest o połowie społeczeństwa, to pojawia się naturalna troska, jak z tej dotkliwej niepełnosprawności leczyć. Sięgając po statystyki osób, które nie używają dezodorantów, nie czytają gazet, nie słuchały koncertów fortepianowych Rachmaninowa, nie wiedzą jak się kasuje bilet w metrze, czy nie odpowiedzą na proste pytanie o wartość całki z dywergencji w przestrzeni fazowej, można dojść do wniosku, że skala wyzwań cywilizacyjnych jest ogromna, wręcz nieosiągalna. Tymczasem dane statystyczne najlepiej traktować jako referencyjne miary i wskaźniki, starając się je interpretować ostrożnie, nie mieszając skutków z przyczynami.

Bariery i barierki

Uczestnicy sektora telekomunikacji niekiedy wolą przykryć problemy naszego rynku nieuzasadnioną wiarą, że tak naprawdę nie jest tak źle, bo gromadzący informacje o rynku robią to nieumiejętnie. Rzeczywiście specyficzne uwarunkowania liberalizacji w Polsce spowodowały, że na rynku dostępu do Internetu jest mnóstwo małych podmiotów, nazywanych czasem kolokwialnie "trzepakowcami", sieci osiedlowych, hot-spotów, które łatwo wymykają się inwentaryzacjom. W statystykach nie zawsze zestawia się różne alternatywne metody dostępu, które są substytutem tego, co oferują tradycyjni operatorzy telekomunikacyjni, bywają też problemy z praktyczną techniczną kwalifikacją dostępu szerokopasmowego. Z drugiej jednak strony, te krytykowane międzynarodowe raporty przygotowuje się od lat i ciągle jest problem z uzyskaniem wiarygodnej informacji, jaki jest rzeczywisty stan dostępności usług w Polsce.

Kiedy porozmawiać z właścicielami tych przywoływanych przez optymistów, niewielkich niezależnych, często półamatorskich sieci dostępowych, a takich okazji ostatnio jest sporo, przy planowaniu sieci szkieletowych, które zamierzają budować samorządy z funduszy europejskich, można się dowiedzieć, że bolączką nie jest brak zainteresowania ze strony potencjalnych użytkowników, ale problemy z uzyskaniem dobrej oferty dostępu Internetu - albo takiej oferty nie ma, albo jest niekonkurencyjnie droga. Krytycznym problemem są przepisy budowlane, samorządowe i środowiskowe, które skutecznie zniechęcają do inwestycji infrastrukturalnych, wydłużają je w lata, uniemożliwiają uzyskanie środków na inwestycje. Jak można mówić, że głównym problemem jest brak zapotrzebowania, jeżeli nie ma okazji, by je sprawdzić, jeżeli w ogromnej części obszarów wiejskich w Polsce, miejscowości, mniejszych miast szerokopasmowej infrastruktury albo nie ma, albo ogranicza się do tradycyjnie średnio przyjaznej oferty TP, a lokalni, teoretycznie alternatywni dostawcy są skrępowani niekonkurencyjną ofertą sieci szkieletowych?