System pod nadzorem

W Ministerstwie Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa wdrożony został Zintegrowany System Informatyczny "Środowisko". W jego ramach zbudowano sieć lokalną, której konstrukcję oparto na standardzie ATM. Obecnie system powoli staje się narzędziem pracy ministerstwa. O doświadczeniach z okresu budowania systemu rozmawiają: Wiesław Paluszyński, Robert Bartold, Witold Kowalczyk, Artur Thielmann i Przemysław Gamdzyk.

W Ministerstwie Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa wdrożony został Zintegrowany System Informatyczny "Środowisko". W jego ramach zbudowano sieć lokalną, której konstrukcję oparto na standardzie ATM. Obecnie system powoli staje się narzędziem pracy ministerstwa. O doświadczeniach z okresu budowania systemu rozmawiają: Wiesław Paluszyński, Robert Bartold, Witold Kowalczyk, Artur Thielmann i Przemysław Gamdzyk.

Przemysław Gamdzyk: Podczas realizacji systemu wszystkie poczynania głównego wykonawcy - firmy ATM - były oceniane i zatwierdzane przez inną firmę. Firma Samba z Gdyni pełniła tutaj rolę swego rodzaju audytora. W administracji rządowej był to chyba, jak do tej pory, jedyny przypadek przyjęcia takiego trybu realizacji kontraktu. Czy to rozwiązanie sprawdziło się w praktyce?

Wiesław Paluszyński: Nie ukrywam, że był to pewnego rodzaju eksperyment. Nikt nie wiedział, jak w polskich warunkach będą ze sobą współpracować dwie konkurencyjne firmy, z których jedna ma nadzorować pracę drugiej.

Artur Thielmann: Nikt nie jest idealny. Przyznaję, że zdarzały się nam pojedyncze potknięcia i pewne błędy, szczególnie w dokumentacji. Jednak zawsze z uwagą podchodziliśmy do zastrzeżeń specjalistów z Samby. Sądzę, że ich zalecenia znacznie przyczyniły się do poprawy poziomu jakości całego systemu.

Witold Kowalczyk: Kiedy mieliśmy jakiekolwiek wątpliwości, to zawsze najpierw staraliśmy się wyjaśnić, czy autor popełnił błąd, czy świadomie forsuje pewne rozwiązanie. Nasza firma prowadzi działalność bardzo zbliżoną do ATM-u, dzięki czemu koncentrowaliśmy się raczej na sprawach merytorycznych. Interesowało nas, czy system jest opracowany zgodnie ze sztuką, a nie czy spełnia pewne regulacje administracyjne. Naszą bolączką jest to, że instalacje, które wykonujemy w ramach innych kontraktów, niejednokrotnie odbierane są przez osoby, które o informatyce niewiele wiedzą. Urzędników np. bardziej interesuje liczba metrów zużytego kabla lub inne drugorzędne sprawy, a nie to, czy system rzeczywiście działa.

Sami też sugerujemy naszym klientom takie rozwiązania, jakie przyjęto w realizacji systemu w ministerstwie. Niestety, brakuje zrozumienia korzyści, płynących z takiego podejścia. Klienci często nie potrafią podołać związanemu z tym dodatkowemu obciążeniu finansowemu, wszystkie dostępne środki inwestując bezpośrednio w tworzony system.

Zdarzało się również, że do odbioru naszych instalacji klienci wynajmowali zachodnie firmy konsultingowe. Dlatego ogłoszenie przez ministerstwo przetargu, którego celem był wybór firmy mającej sprawować kontrolę nad realizacją systemu, było dla nas miłym zaskoczeniem, że inicjatywa wychodzi ze strony administracji państwowej.

Robert Bartold: Samba nie ograniczała się jedynie do pełnienia funkcji kontrolnej. Niektóre szczegółowe rozwiązania powstały dzięki jej sugestiom i trójstronnym rozmowom.

W.P.: Jestem głęboko przekonany, że ministerstwu już się to posunięcie zwróciło z nawiązką. Uzyskano znaczne skrócenie procesu przyjęcia systemu, który wobec niewielkiej liczby informatyków z ministerstwa mógłby trwać i do dzisiaj. W momencie podpisania protokołu odbioru cały system był już zinwentaryzowany. Urzędnicy z ministerstwa mieli świadomość, że mają do dyspozycji firmę, która za nich sprawdzi parametry jakościowe zbudowanego systemu.

P.G.: Można więc przyjąć, że przy innym kontrakcie Samba i ATM mogłyby zamienić się rolami?

A.T., W.K.: Dlaczego nie...

Wdrożenie

P.G.: Co teraz dzieje się z systemem?

R.B.: Trwa obecnie test jego otwartości. Reorganizacja ministerstwa i prowadzone w budynku prace remontowe zmuszają nas do codziennego przemieszczania kilku komputerów, ponieważ pracownicy zmieniają miejsce pracy. Rekonfiguracja sieci jest bezproblemowa.

W.K.: Warto zauważyć, że w przypadku instalacji elektrycznej nikt nie zastanawia się nad celowością umieszczania w każdym pokoju gniazdek elektrycznych, chociaż może nawet dzisiaj niektóre z nich nie są potrzebne. Jeśli natomiast dotyczy to gniazd dostępowych w sieci LAN, to instalacja ich nadmiarowej liczby wciąż dla wielu nie jest oczywista.

A.T.: Udało się nam nawet zamontować specjalne gniazda elektryczne zgodne z polską normą, co stanowiło wymóg odebrania systemu. Jest to wydzielona instalacja elektryczna, która może posłużyć jedynie do obsługi urządzeń komputerowych.

W.P.: Dobrze to świadczy o zrozumieniu przez ATM polskich realiów. Wątpię, żeby jakakolwiek firma zachodnia rozumiała tego rodzaju uwarunkowania. Właśnie przez takie szczegóły projekty informatyczne często nie mogą być zrealizowane.

W Polsce najczęstszą przyczyną niepowodzeń w wdrożeniach systemów informatycznych jest brak zaufania. Nadzór nad budową systemu zostaje powierzony osobie nie zajmującej odpowiedniej pozycji w hierarchii instytucji, której potem nie wierzy się. Łatwo ją ubezwłasnowolnić, zdejmując z niej odpowiedzialność. Przestaje być ona wówczas partnerem dla wykonawcy. Dobrze, że w Ministerstwie Ochrony Środowiska wyglądało to nieco inaczej.

Zapomina się także o tym, że informatyka jest zadaniem merytorycznym, a nie administracyjnym. Efektem jej wdrożenia w instytucji zawsze powinno być wspomaganie procesów decyzyjnych. Właśnie dlatego musi być ona w pewnej części rozwijana przez pracowników ministerstwa. Nie da się w formie outsourcingu zrealizować niektórych zadań analitycznych czy powierzyć komuś z zewnątrz funkcji administratora systemu.

R.B.: W ministerstwie coraz więcej osób chce już dzisiaj korzystać z systemu i dysponować własnym komputerem. Polecamy udostępnianie poczty elektronicznej zgodnej z X.400.

W.P.: W dużej instytucji poczta elektroniczna nigdy nie zostanie w praktyce wdrożona, jeśli jej szefostwo samo nie zacznie się nią posługiwać. Jeśli najwyżsi urzędnicy ministerstwa nie będą odpowiadać na listy elektroniczne, to nigdy taki tryb komunikacji w instytucji nie przyjmie się. Dobrym zabiegiem, mającym na celu zaakceptowanie systemu przez urzędników, jest obligatoryjne skomputeryzowanie obiegu i rejestracji dokumentów. To wymusza zainteresowanie ze strony pracowników - zwłaszcza gdy tylko w komputerze dostępne są rejestry dokumentów przynależnych do poszczególnych urzędników.

P.G.: Czy jednak projekt nie został zbudowany nieco na wyrost? Instalacja wygląda imponująco, ale czy możliwości całego systemu są dostatecznie wykorzystane?

W.P.: System informatyczny zawsze musi być zaprojektowany z pewnym nadmiarem. Nie dotyczy to oczywiście, elementów które są skalowalne - jak chociażby pamięci dyskowych. Powstanie odpowiedniego systemu w centrali ministerstwa umożliwia powstawanie rozmaitych inicjatyw. Można rozpocząć wiele różnych projektów, które dawniej były zbyt drogie, wymagały bowiem poważnych inwestycji sprzętowych. Nie podejmowano wielu ciekawych pomysłów, bo koszt ich realizacji był zbyt duży. Teraz baza sprzętowa jest do dyspozycji. Dostępne jest także oprogramowanie. Mam nadzieję, że jest to pewnego rodzaju reakcja łańcuchowa. Na naszym sprzęcie chce już dzisiaj pracować Instytut Metereologii i Gospodarki Wodnej. Znajdzie on tutaj wszystkie potrzebne narzędzia. W takiej instytucji, jak ministerstwo i tak większość aplikacji będzie tworzona gdzie indziej. Trzeba je jednak na miejscu sprawdzić i wykorzystywać. Na przykład stacje graficzne w ministerstwie nie mają służyć do stworzenia mapy numerycznej, ale jej wykorzystania w procesie decyzyjnym, opracowanej zewnętrznie na zamówienie.

R.B.: Wcześniej trudne było odbieranie tworzonych map numerycznych. Nasz system umożliwia lepsze wykorzystanie efektów prac realizowanych w ramach resortu, w tym wykonywanych w ramach tworzenia ogólnopolskiego systemu informacyjnego budowanego przez Państwową Inspekcję Ochrony Środowiska.

W.P.: Mamy tutaj wcale nie gorszy system niż w amerykańskiej Agencji Ochrony Środowiska w Filadelfii. Różni się on jedynie mocą obliczeniową, dopasowaną do naszych dzisiejszych potrzeb.

P.G.: Ale jest tu pusto!

R.B.: Komórka, która zarządza informatyką, funkcjonuje dziś z obrębie Departamentu Polityki Ekologicznej. Obecnie ministerstwo przewidziało dla nas zaledwie 3 i pół etatu. A według założeń projektowych, do bieżącej administracji potrzebnych miało być co najmniej 8 osób! Mam nadzieję, że zmieni się to w przyszłym roku. Niemniej cały czas poszukuję osób, które chciałyby pracować w naszym zespole.

W.P.: Istotnie, zbyt długo trwa tworzenie zrębów organizacyjnych komórki informatycznej, która zarządza informatyką. To podstawowy problem, że w mentalności decydentów ukończenie systemu oznacza zakończenie poważniejszego inwestowania w informatykę. To największy błąd, że za koszty eksploatacyjne uznaje się jedynie opłaty za prąd, materiały eksploatacyjne i odpisy amortyzacyjne. Zapomina się o rozbudowaniu systemu, a przede wszystkim o inwestowaniu w ludzi, szkoleniach i rozwoju aplikacji.

Sieć miejska

P.G.: W założeniach budowy systemu, dzięki oparciu sieci na standardzie ATM, miała być ona bezpośrednio połączona z siecią miejską Warman. Mówiło się o otwarciu bogatych serwisów informacyjnych pod WWW i współpracy innych urzędów i instytutów. Dlaczego ta "internetowa inicjatywa" tak słabo rozwija się?

R.B.: Niestety, do tej pory nie udało się nam uzyskać podłączenia z Warmanem. Być może jednak do końca br. wdrożymy tymczasowe rozwiązania. Budowa odpowiedniego węzła Warmana dla administracji rządowej jest chwilowo opóźniona ze względu na reformę centrum gospodarczego.

W.P.: Istnieje utrwalana legenda, że sieć Warman działa. Została ona zbudowana przez KBN ze środków budżetowych. Obecnie Warman nie ma nic do zaproponowania administracji państwowej. Nawet w postaci konkretnego cennika.

P.G.: A przecież w odległości kilkuset metrów od budynku ministerstwa znajduje się akademicki Campus Ochota z działającym fragmentem Warmana?

W.P.: Niestety, Campus Ochota nie ma licencji operatorskiej, więc ministerstwo nie może skorzystać z tych usług. Rozważaliśmy możliwość współpracy z Interdyscyplinarnym Centrum Modelowania i wykorzystanie znajdujących się tam superkomputerów - np. do modelowania skutków wzbierającej fali powodziowej.

P.G.: Czy alternatywą jest sieć metropolitarna budowana przez TP S.A.?

B.B.: Chyba jeszcze jednak nie. TP S.A. oferuje łącza o dużej przepustowości, ale gwarantuje jedynie pasmo 64 Kb/s. Musimy też pamiętać, że właśnie Warman jest siecią przewidzianą dla zastosowania przez instytucje publiczne, nie chcielibyśmy więc znaleźć się gdzie indziej.

W.P.: Brak dobrej łączności z Internetem nie oznacza jednak, że nie są prowadzone prace nad publikowaniem w sieci posiadanych przez nas informacji. Między innymi Państwowy Monitoring Środowiska przygotowuje się do udostępnienia swoich danych pod interfejsem WWW.

P.G.: Ciekawy jestem, ja wszystko to będzie wyglądało za rok?

W.P.: Specjaliści zasiadający w komisji przetargowej nie potrafili sobie wyobrazić, w jaki sposób polska firma może zrealizować kontrakt Banku Światowego i zbudować system w tak nowej technologii, jaką jest ATM. Jak widać system jednak działa...


TOP 200