Święty spokój

Z Leszkiem Bogdanowiczem, wiceprezesem Arena.pl, odpowiedzialnym za technologie, wcześniej założycielem portalu Wirtualna Polska, rozmawia Krzysztof Frydrychowicz.

Z Leszkiem Bogdanowiczem, wiceprezesem Arena.pl, odpowiedzialnym za technologie, wcześniej założycielem portalu Wirtualna Polska, rozmawia Krzysztof Frydrychowicz.

Stare pytanie, czy kupować gotowe oprogramowanie czy tworzyć je we własnym zakresie nabiera nowego wymiaru w odniesieniu do aplikacji internetowych. Gdzie szukać złotego środka?

Odpowiedź to składowa trzech czynników: czasu, pieniędzy i funkcjonalności. Każdy, mniej więcej w równym stopniu, determinuje wybór gotowego lub własnego rozwiązania. Krótki termin uruchomienia serwisu zmusza do zakupu komercyjnych aplikacji. Na to jednak trzeba mieć pieniądze, bo na ogół są to rozwiązania kosztowne. Prosty rachunek wykaże, którą drogą lepiej osiągnąć żądaną funkcjonalność.

Twierdzi Pan więc, że oferta narzędzi i systemów zaspokaja wszystkie potrzeby serwisów internetowych?

Nie. W niektórych obszarach rynek ma niewiele do zaoferowania. Brak chociażby uniwersalnych narzędzi do profilowania serwisów czy zarządzania ich zawartością. Producenci wprawdzie chwalą się, że mają gotowe narzędzia, ale nadają się one raczej dla portali korporacyjnych, a nie otwartego środowiska Internetu.

Innym problemem jest dostępność oprogramowania w Polsce. Większość wyspecjalizowanych pakietów musimy kupować za granicą. Zdarza się, że handlowcy w krajowych przedstawicielstwach mają małą wiedzę na temat produktów oferowanych przez centralę w USA.

Jakich "niespodzianek" można oczekiwać, kupując oprogramowanie za granicą?

W przypadku zakupów bezpośrednio od firm amerykańskich pojawiają się kłopoty ze wsparciem technicznym. Można być pewnym, że tamtejsi programiści nie rozwiążą problemów ze specyficzną organizacją polskich domen lub obsługą znaków. Zdarza się, że to polscy programiści później świadczą pomoc Amerykanom przy lokalizacji oprogramowania na inne rynki europejskie.

Wyobraźmy sobie, że po raz kolejny staje Pan przed zadaniem budowy zaplecza technicznego dla profesjonalnego serwisu. Co kupiłby Pan jako produkt gotowy?

Kupiłbym dobrą komercyjną bazę danych. To element krytyczny, serce każdego przedsięwzięcia internetowego. Na pewno zainwestowałbym w narzędzia analityczne i oprogramowanie komunikacyjne.

Jakie produkty, oferowane bezpłatnie, brałby Pan pod uwagę?

Rozważałbym Linuxa, choć zapewne szukałbym innego, lepszego serwera WWW niż Apache. Odrzuciłbym bazę MySQL. Zastanawiałbym się nad darmowymi usługami LDAP. Za resztę dla świętego spokoju wolałbym zapłacić.

Dlaczego polskie serwisy internetowe, w tym portale, tak późno zaczęły przechodzić na rozwiązania komercyjne?

Wracamy do punktu wyjścia - czas, pieniądze, funkcjonalność. Gdy w połowie lat 90. tworzyłem Wirtualną Polskę, nie było funduszy na komercyjne rozwiązania, nie było inwestorów chętnych do finansowania zakupu serwerów, baz danych czy routerów. Mieliśmy natomiast dużo czasu, funkcjonalność wzbogacaliśmy powoli. Migrację i przyspieszenie tempa wymusiła dopiero konkurencja i rosnąca liczba użytkowników.

Nie zawsze ta migracja odbywa się w sposób niezauważalny dla użytkownika...

Niestety, jest to wpisane w specyfikę tej branży. Informatycy zatrudnieni w spółkach typu dot.com działają pod ogromną presją czasu. Często mają do dyspozycji narzędzia, których nawet producent nie zdążył dokładnie przetestować.

Mamy jednocześnie bardzo wymagających klientów. W porównaniu z nami producenci oprogramowania są w komfortowej sytuacji. Czekają aż klienci odnajdą tyle błędów, by jednorazowo naprawić wszystkie. My po kilku minutach od wykrycia błędu toniemy w korespondencji od niezadowolonych użytkowników. Na listach dyskusyjnych błyskawicznie pojawiają się informacje o nieudolności programistów portalu.

Nieustanne aktualizacje, poprawki, dosztukowywanie kodu to jak cerowanie starych łat. Czy nie budzi to Pana obawy o niezawodność aplikacji internetowych?

Więcej obaw miałem w przeszłości. Dzisiaj firmy naprawdę dużo inwestują w infrastrukturę, zatrudniają doświadczonych informatyków, stosują rozwiązania, takie jak największe serwisy amerykańskie. Awarie zdarzały się i będą się zdarzać wszystkim, nawet wielkiej AOL, która - w moim przekonaniu - jest wzorem serwisu internetowego.

Jakie błędy są popełniane najczęściej? Czy problemem jest tylko skalowalność i wydajność serwerów?

Mówiąc żartobliwie, trzeba mieć na uwadze zjawiska nieprzewidywalne. Gdy uwaga informatyków koncentruje się na firewallach i wydajności, zapomina się o innych, nietypowych zagrożeniach. Kto jednak potrafi przewidzieć, że złośliwy użytkownik napisze skrypt, który zakłada kilka tysięcy kont pocztowych w ciągu minuty i w ten sposób sparaliżuje serwis?

Pamiętam, jak kilka lat temu Onet zainicjował akcję głosowania na "najgorsze strony Internetu". Nikt nie przewidział, że ludzie z przekory będą głosowali na Onet. Akcję szybko zawieszono. Również nam zdarzały się wpadki. Wielką kampanią reklamową poprzedziliśmy zmianę szaty graficznej Wirtualnej Polski. Nie zdążyliśmy. Programiści trzy dni i trzy noce pracowali nad usunięciem błędów, które pojawiały się w ostatniej chwili. Jeszcze długo po premierze przychodziły listy od zirytowanych użytkowników...

Które elementy infrastruktury są najbardziej kosztowne?

Pułapką może się okazać zakup oprogramowania, jeżeli nie zostanie on poprzedzony rzetelną analizą. Od pewnego czasu producenci oferują licencje w modelu internetowym, gdzie cena jest uzależniona od mocy procesorów lub liczby użytkowników obsługiwanych w sieci. W przypadku portalu licencje dla jednego zarejestrowanego użytkownika serwisu kosztują około kilku, kilkunastu dolarów. Jeśli źle oszacuje się zapotrzebowanie, można albo kupić za dużo licencji i wyrzucić pieniądze w błoto, albo kupić za mało i zbankrutować, gdy okaże się, że serwis cieszy się zbyt wielką popularnością.


TOP 200