Świąteczne projekty Amazona

Amazon od dawna ustala standardy w świecie e-commerce. Teraz ostrożnie próbuje przekazać komunikacyjną pałeczkę klientom, rezygnując z monologu na rzecz dyskusji.

Amazon od dawna ustala standardy w świecie e-commerce. Teraz ostrożnie próbuje przekazać komunikacyjną pałeczkę klientom, rezygnując z monologu na rzecz dyskusji.

Ci, którzy zamierzają kupić świąteczne prezenty posługując się służbowym komputerem i korporacyjnym dostępem do Internetu mogą przestać walczyć z wyrzutami sumienia - podobnie zamierza postąpić co najmniej jedna trzecia amerykańskich pracowników. Świąteczne zakupy online z roku na rok stają się popularniejsze bynajmniej nie z powodu wysokich cen paliw, lecz po prostu dlatego, że niepostrzeżenie kupowanie w Internecie stało się wygodniejsze i przyjemniejsze niż kupowanie w prawdziwych sklepach. Wybór jest większy, ceny porównać jest całkiem łatwo, a przy tym kupujący mają do dyspozycji całe morze informacji. No, może tak jest w niedoścignionych pod tym względem Stanach Zjednoczonych. w polskim wydaniu zastygły w kształcie przybranym kilka lat temu. Empik.com zmartwychwstał jakby nigdy nic, oferując najbardziej podstawową i minimalistyczną funkcjonalność, jaką można sobie wyobrazić. Fragmenty książek online? Listy ulubionych pozycji na dany temat przygotowane przez sklep i innych klientów? Wyczerpujące i opisy? Propozycji transakcji wiązanych? Spersonalizowane rekomendacje opierające się na preferencjach klientach, które sklep wywnioskował po jego zachowaniu? Ależ nie przesadzajmy. O takich informacjach jak częstotliwość występowania słów w tekście danej książki, jej "czytalność" (rozumiana jako wartość indeksu wskazującego, ile lat formalnej edukacji potrzeba, by przeczytać i zrozumieć fragment tekstu z danej książki) czy też złożoność (rozumiana jako wartość indeksu wskazującego średnią liczbę sylab w słowach i średnią liczbę słów w zdaniach) można tylko pomarzyć. Na marginesie, statystyki tekstu mogą wydawać się zupełnie nieprzydatne dla przeciętnego czytelnika, ale pomyślmy, jaką wartość mogą mieć dla rodziców szukających pierwszych lektur dla swoich dzieci.

Amazon nie zasypia gruszek w popiele i metodycznie podąża w kierunku określanym jako Web 2.0. Niektórzy są zdania, że Web 2.0 to wytwór specjalistów od marketingu, za którym nie kryje się nic z wyjątkiem żądzy zwiększenia sprzedaży. Inni przekonują, że Internet rozwija się tak szybko, że można już mówić o wersji 8.0, a nie - 2.0. Nie spierając się nadmiernie o terminologię warto skupić się na istocie zjawiska. Web 2.0 to zbiorcze określenie usług i technologii internetowych, które poprzez swoją "społeczną" naturę różnią się jakościowo od dotychczasowych narzędzi stosowanych przez komercyjny Internet. Cytując jednego z internautów "Web 2.0 to podejście, a nie technologia. Chodzi o umożliwienie [udziału w tworzeniu treści w Internecie] i zachęcenie do tego poprzez otwarte technologie i usługi. Przez otwarte (...) rozumiem otwarte społecznie, z gwarantowanym prawem wykorzystania treści w nowych, ekscytujących kontekstach". W pewnym sensie nic nowego. Grupy, listy i fora dyskusyjne znane są od lat, narodziły się wcześniej niż WWW i rozwijały się równolegle, anektując kolejne internetowe środowiska. Rozwój blogów to kwestia ostatnich kilku lat. Prywatne strony internetowe, których autor może zamieścić absolutnie dowolne opinie na dowolny temat, również nie są zakazane. Projekty takie jak Wikipedia pozwalają tworzyć treści przeznaczone dla szerszego grona i wykazać się nie tylko posiadaniem opinii, ale też znajomością faktów. O co więc chodzi? Ano rozwydrzeni nadmiarem swobody internauci chcieliby, by swoje strony otworzyły dla nich masowe media i komercyjne serwisy sprzedające usługi i produkty. I o ile media powoli otwierają się na takie rozwiązania, o tyle sklepy podchodzą do tematu bardzo ostrożnie. Z jednej strony idea "budowy społeczności" wokół serwisu ma już dobre kilka lat. Z drugiej strony nie słabnie lęk handlowców przed tym, co owa społeczność miałaby ewentualnie nieprzychylnego do powiedzenia. Idealnie byłoby, gdyby społeczność wypowiadała się konstruktywnie, pozytywnie i grzecznie. Idealnie jednak nie jest i nigdy nie będzie, a skłonność ludzi do ganienia jest prawie zawsze większa niż skłonność do chwalenia.

Amazon od lat udostępnia klientom swoje strony, pozwalając im na zamieszczanie komentarzy i recenzji, wklejanie własnych zdjęć produktów, przyznawanie gwiazdek, układanie widocznych dla innych list ulubionych i polecanych produktów. Teraz - na razie w wersji beta testowanej na wybranych klientach - przygotowuje się do kolejnego kroku, udostępniając klientom tagi (etykiety, wyjaśnienie poniżej), produktową Wikipedię (wyjaśnienie również poniżej) i fora dyskusyjne powiązane z konkretnymi produktami (tu już wyjaśnienie chyba nie jest potrzebne).

Tagi po raz pierwszy

Tagi jako takie znane są od dawna. Tag to dosłownie etykietka. W wolnym przekładzie - element charakterystyki danego produktu, umożliwiający zakwalifikowanie go do jakiejś grupy produktów. Załóżmy, że mamy do czynienia z książką "Ptaki Europy. Przewodnik obserwatora i wskazówki do identyfikacji", sygnowaną przez czterech autorów. Najbardziej oczywiste etykiety to np.: "książka", "ptaki", "ptaki europejskie", "twarda okładka", "wydawnictwo elipsa", "przewodnik", "zwierzęta", "zawiera zdjęcia", "zawiera ilustracje". Na takich etykietach opierają się zazwyczaj klasyfikacje produktów (kategorie) przygotowywane przez same sklepy (muzyka, książki, itd. - albumy, biografie, książki dla dzieci itd. - bajki dla najmłodszych, bajki filmowe, religia, wiersze itd.). Jak widać, na każdym poziomie tej taksonomii mieszają się etykiety dotyczące treści z tymi, które dotyczą samej formy (wiersze, religia). To nie oznacza, że system jest zły, wręcz przeciwnie, dzięki temu, że nie trzyma się sztywno ram formalnych klienci mogą dość łatwo znaleźć to, czego szukają. W tradycyjnych klasyfikacjach produktów trudno jednak znaleźć takie etykietki, jak: "dobra książka", "czyta się jednym tchem", "świetne na prezent", "dobra książka uzupełniająca program z biologii klasy VI", "kartki wypadają po jednym przeczytaniu". A przecież bardzo często klient wstępujący do księgarni szuka nie tyle konkretnej książki konkretnego autora czy książki z regału historia średniowiecza, ile wciągającej lektury na cztery godziny jazdy pociągiem czy zbioru bajek, w których występują smoki. Dobry księgarz będzie mu pomocny, tradycyjny sklep internetowy już nie. Od niedawna wybrani klienci Amazona mają możliwość zaklasyfikowania interesujących ich produktów zgodnie z własnym widzimisię. Tagi opisanych przez klientów produktów widoczne są dla wszystkich, więc otwiera się możliwość wędrowania po stworzonych przez innych systemach klasyfikacji, być może ułożonych wedle zupełnie innych kryteriów niż te, do których już przywykliśmy, i być może znacznie bardziej przydatnych. Tagi są więc kolejną wariacją na temat usidlania klienta w sieci powiązań (inne książki tego autora, inne książki na ten temat, inne książki przeglądane lub kupowane przez tych, którzy przeglądali lub kupili książkę, którą właśnie oglądasz, ułożone przez innych listy innych książek związanych z książką, którą właśnie przeglądasz), ale tym razem sieć zarzuca nie Amazon, lecz cała zbiorowość jego klientów. Klienci amerykańskiej księgarni już dostrzegli nowe możliwości związane z tagami. "Kupiłem przez stronę Amazona kilka płyt CD, które mają ochronę przed kopiowaniem. Dzięki tagom mogę zostawić informację o tym innym klientom. To jest coś, co sam chciałbym wiedzieć, zanim zdecyduję się na zakup. Myślę, że inni sądzą podobnie" - pisze jeden z internautów. Pomysł z tagami klientów nie jest bez wad, o czym za chwilę.

Produktowa Wikipedia

Dla niezorientowanych krótkie wprowadzenie na temat oryginalnej Wikipedii. Wikipedia to "wolna encyklopedia", którą można znaleźć pod adresem www.wikipedia.org (polska wersja pod adresem www.wikipedia.pl). Wolna, czyli tworzona, redagowana i uzupełniana przez wszystkich, którzy chcą się podjąć zadania opracowania wybranego hasła. W polskiej wersji w ciągu czterech lat opracowanych zostało ponad 145 tys. haseł dotyczących m.in. nauk przyrodniczych, społecznych i humanistycznych, informatyki, techniki i religioznawstwa. Naczelną zasadą, która przyświeca twórcom Wikipedii, jest neutralny punkt widzenia, czyli przedstawianie faktów i bezstronne prezentowanie różnych poglądów bez wskazywania, który jest słuszny. "Bezstronne pisanie w naszym rozumieniu oznacza, że należy przedstawić wszystkie znane sobie punkty widzenia w danej sprawie, podając rzetelnie wszystkie argumenty za i przeciw każdemu stanowisku oraz w miarę możności podać też, kto i dlaczego optuje za danym stanowiskiem" - czytamy na stronie wikipedia.pl.

Dwa akceptowane przez wikipedystów podejścia do pisania bezstronnych artykułów to pisanie artykułów rzetelnie przedstawiających trwającą dyskusję oraz pisanie artykułu w formie przedstawienia bezspornych faktów oraz obiektywnego opisu sprzecznych opinii na ich temat. Co to ma wspólnego z Amazonem? Otóż Amazon postanowił podjąć próbę stworzenia odpowiednika Wikipedii na swoich stronach. Hasła mają oczywiście dotyczyć nie nauk przyrodniczych czy informatyki, ale sprzedawanych przez Amazona produktów. ProductWiki (nazwa prawdopodobnie zostanie zmieniona, gdyż pewni kanadyjczycy wystartowali z takim samym projektem pod tą samą nazwą w tym samym czasie, z tym że nie pod flagami Amazona) ma wyraźnie różnić się od komentarzy i recenzji właśnie przez obowiązujący neutralny punkt widzenia. "Powinniście podawać istotne informacje dotyczące faktów, co do których macie przekonanie, że będą wartościowe dla innych osób odwiedzających tę stronę. Wiki nie jest miejscem do wyrażania opinii. Jak zawsze, prosimy o traktowanie społeczności Amazona z szacunkiem i nie zamieszczanie komentarzy niewłaściwych i nie na temat" - czytamy na stronie Amazona. Po co Amazonowi Wiki? Teoretycznie dzięki Wiki informacja o każdym produkcie może być znacznie bardziej rozbudowana niż dziś.