Świat jak komputer czy świat to komputer

Idea kosmicznego komputera jednych pociąga, innych zraża swoją oryginalnością czy trudnością w zrozumieniu. Jej fizyczny i informatyczny sens jest współcześnie tematem debat fachowców, lecz ogólny jej sens jest stary i znany już od zarania kultury europejskiej - od pitagorejczyków. To myśl, że wszechświat ma u swych podstaw (tak w elementarnym, jak kosmicznym wymiarze) charakter ilościowy. Wprawdzie świat wokół nas, także siebie samych, postrzegamy jakościowo, to jednak jest on ilością - liczbą, jak wierzyli pitagorejczycy. Liczba jest zasadą bytu, nie tylko abstrakcją, lecz również tworzywem świata.

Idea kosmicznego komputera jednych pociąga, innych zraża swoją oryginalnością czy trudnością w zrozumieniu. Jej fizyczny i informatyczny sens jest współcześnie tematem debat fachowców, lecz ogólny jej sens jest stary i znany już od zarania kultury europejskiej - od pitagorejczyków. To myśl, że wszechświat ma u swych podstaw (tak w elementarnym, jak kosmicznym wymiarze) charakter ilościowy. Wprawdzie świat wokół nas, także siebie samych, postrzegamy jakościowo, to jednak jest on ilością - liczbą, jak wierzyli pitagorejczycy. Liczba jest zasadą bytu, nie tylko abstrakcją, lecz również tworzywem świata.

Echa starej idei odżywają dzisiaj w niektórych koncepcjach fizycznych. Jest wielu fizyków, którzy nadają informatyczny sens temu pomysłowi i mówią o kosmicznym komputerze. Jednym z nich jest Amerykanin Edward Fredkin - niezwykle twórczy informatyk i konstruktor, pracownik wielu laboratoriów w MIT (kolega Minsky'ego, przyjaciel Feynmana), twórca "fizyki cyfrowej". W jego oryginalnych i kontrowersyjnych poglądach idea kosmicznego komputera jest sformułowana najdobitniej. W zasadzie Fredkin mówi tak: "Wszechświat jest dosłownie komputerem; informacja jest bardziej podstawowa niż materia i energia; wszystko we wszechświecie jest ściśle zdeterminowane; rządzi nim uniwersalny algorytm, który realizuje się już na poziomie elementarnych cząstek (które są automatami komórkowymi von Neumanna); z prostego algorytmu powstaje cała złożoność wszechświata; zjawiska czasu i przestrzeni mają charakter nieciągły, są przerywalne; prawa fizyki są algorytmami działającymi wobec sprzętu, jakim jest wszechświat; nie można ich jednak do końca przewidzieć".

Pomysły Fredkina nie są do końca spójne, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Nie mówi, że wszechświat jest jak gdyby komputerem, ale że jest komputerem. Wszechświat komputerem? Takie postawienie sprawy natychmiast rodzi wiele pytań. Najbardziej intrygujące są te, które dotyczą poznania i wiedzy. Stwierdzenie, że informacja jest podstawą wszystkiego i wszechświat rozwija się według algorytmu, powoduje, iż trzeba je ująć jako wielkości dyskretne, nieciągłe - tylko takie mogą być bowiem obiektem kosmicznego obliczania. A wszakże świat, z jakim mamy do czynienia w codziennej obserwacji, i ona sama (natura zmysłów, pomiarowych urządzeń itp.) mają charakter ciągły. Tak traktują je nasze prawa naukowe. Teza, że wszechświat jest literalnie komputerem, wymusza zmianę potocznego punktu widzenia. Nawet jeśli jednak zdobędziemy się na to - a fizyka kwantowa wiele już tu wymogła - to i tak powstaną niezwykłe dalsze trudności w wyobrażeniu sobie "skomputeryzowanego" wszechświata i nas samych.

Przyjęte przez Fredkina automaty komórkowe jako elementarne składowe bytu implikują, że nie można z góry przewidzieć, w którą stronę się one rozwiną, chociaż podlegają algorytmom. Fredkin mówi w tej sprawie dosyć zagadkowo: "Rzecz polega na tym, że na pewne pytania nie sposób poznać odpowiedzi, jeśli się nie wie, co się stanie". Inaczej mówiąc, cyfrowa interpretacja wszechświata prowadzi do paradoksu poznawczego. Aby poznać przyszłość wszechświata, trzeba pozwolić, by algorytmiczny program komputerowy do końca się zrealizował, a kierunku jego nie da się w pełni obliczyć. Przewidywanie nie ma sensu logicznego. To wszystko sugeruje, że dla kosmicznego komputera musi istnieć zewnętrzna inteligencja, która zbudowała ten komputer i uruchomiła na nim program, a teraz czeka na jego zrealizowanie, by poznać odpowiedź na pytanie co się stanie ze światem.

Gdy dziennikarze pytają Fredkina, czy nie sugeruje to jawnie religijnej interpretacji, odpowiada tak: "Myślę, że nie mam żadnych przekonań religijnych. Wszechświat, w którym żyjemy, to wynik działania czegoś, co nazwałbym inteligentnym". On tylko chce spróbować odczytać tę dziwną korelację między kosmicznym komputerem a poznaniem algorytmicznego programu.

Z powyższej perspektywy widać jednak same dziwne rzeczy - to, co my ludzie poznajemy i wiemy już o wszechświecie, to tylko część zewnętrznej inteligencji, która testuje swój komputer. To nie my poznawalibyśmy wówczas świat, a tylko spełnialibyśmy jej projekt. Czy ta inteligencja jest zresztą spoza wszechświata, czy jest może w nim? A może jest to tylko część inteligencji logików i informatyków, która wyalienowała się z ich teoretycznych pomysłów? Ta boska bez mała inteligencja, która używać miałaby kosmicznego komputera, to może tylko abstrakcja z uniwersalnej maszyny Turinga? Takich pytań jest więcej.

Dr Marek Hetmański: hetman@ramzes.umcs.lublin.pl


TOP 200