Stowarzyszenie rozwoju systemów otwartych nie powinno się zasklepić

Mury wokół bramy dawno się rozpadły. Tłum omija ją, spiesząc w swoich sprawach i przyglądając się nadętemu facetowi, który, usiłuje otworzyć zardzewiały zamek - głosząc początek epoki KOMPUTEROWYCH SYSTEMÓW OTWARTYCH. Przykładem takiej oto ilustracji Andrzej Florczyk - dyrektor Biura Informatycznego URM, otworzył 1 kwietnia (nomen omen) I Walne Zebranie Stowarzyszenia Rozwoju Systemów Otwartych. Swoją misję określiło ono jako stworzenie atrakcyjnego forum dla wszystkich osób, instytucji i organizacji pragnących współdziałać we wdrażaniu w Polsce nowoczesnych otwartych systemów informatycznych.

Mury wokół bramy dawno się rozpadły. Tłum omija ją, spiesząc w swoich sprawach i przyglądając się nadętemu facetowi, który, usiłuje otworzyć zardzewiały zamek - głosząc początek epoki KOMPUTEROWYCH SYSTEMÓW OTWARTYCH. Przykładem takiej oto ilustracji Andrzej Florczyk - dyrektor Biura Informatycznego URM, otworzył 1 kwietnia (nomen omen) I Walne Zebranie Stowarzyszenia Rozwoju Systemów Otwartych. Swoją misję określiło ono jako stworzenie atrakcyjnego forum dla wszystkich osób, instytucji i organizacji pragnących współdziałać we wdrażaniu w Polsce nowoczesnych otwartych systemów informatycznych.

Z tak określonej misji wynika dość jednoznacznie, że stowarzyszenie ma stać się platformą kontaktów rzeczywistych i potencjalnych użytkowników systemów komputerowych z tymi, którzy potrafią je instalować w sposób spełniający wymóg otwartości. Abstrahując od nadal trudnych do zdefiniowania kryteriów otwartości ( niewątpliwie nie chodzi o wąsko pojęte stosowanie Unixa), obecna struktura stowarzyszenia przypomina raczej swoistego rodzaju lobby producentów i dystrybutorów systemów komputerowych. Na liczącej 55 nazwisk liście członków założycieli znalazły się przede wszystkim osoby, które mówiąc najprościej znajdują się raczej po wewnętrznej stronie lady. Podobną sytuację mamy wśród członków wspierających, wśród których dominują również znane firmy komputerowe.

Mimo więc trwającego dość długo ( ponad pól roku) okresu przygotowawczego, nie udało się organizatorom dotrzeć do szerszego grona potencjalnych użytkowników. Wyjątek stanowi oczywiście administracja państwowa, reprezentowana w Stowarzyszeniu, i to na czołowej pozycji, przez Andrzeja Florczyka wybranego na zarządu.

Uwzględnijmy jednak, że są to dopiero początki. Czas pokaże na ile proponowane przez SRSO formy działania merytorycznego sprawią, że z dość hermetycznej grupy dostawców przekształci się ona w organizację skutecznie oddziaływującą na procesy informatyzacji w Polsce

Gdy przyjrzeć się bliżej uchwalonym podczas I Walnego Zgromadzenia ramowym planom działalności, wydają się one zmierzać w tym właśnie kierunku, choć owe ramy są tyleż obszerne, co wymagające wypełnienia konkretną treścią. Trudno bowiem za konkret uznać takie hasła jak np. powołanie forum dyskusyjnego, na którym rozważane będą: strategie rozwoju informatyki i informatyzacji gospodarki, terminologia i standardy, regulacje prawne i finansowe, Z kolei z zatwierdzonego na ten rok budżetu Stowarzyszenia wynika, iż poza seminarium nt. systemów otwartych , które odbyło się już podczas INFOSYSTEM'u 92 i wydawaniu biuletynu, nie zarezerwowano środków na inne formy działalności.

Gdyby tak się nie stało można by mieć nadzieję zwłaszcza na istotną dla zrównoważenia proporcji członków stowarzyszenia i przygarnięcia większej liczby potencjalnych użytkowników, działalność wydawniczą. Lukę, jaka w tej dziedzinie istnieje, Stowarzyszenie zamierza wypełnić publikacjami informującymi o przetargach, potrzebach informatycznych instytucji, ustaleniach standaryzacyjnych o podpisanych a także zrealizowanych kontraktach, wreszcie o regulacjach prawnych, finansowych i celnych.

Jeżeli chodzi o te ostatnie to zarówno przebieg I Walnego Zgromadzenia jak i późniejszej konferencji prasowej pokazał wyraźnie, że nie chodzi tylko o informowanie o decyzjach, ale także o wywieranie wpływu na ich charakter. Wiele wskazuje na to, że Biuro Informatyki przy RM jest - i słusznie - zainteresowane również powstaniem silnej organizacji wspierającej jego ( niestety często Syzyfowe) wysiłki, zmierzające do bardziej racjonalnego i długofalowego traktowania potrzeb polskiej informatyki. Dziś - co podkreślano - najbardziej pilne tematy to wypracowanie sensownego systemu ceł na produkty informatyczne oraz uniknięcie coraz bardziej realnych zagrożeń, jakie powoduje ciągnąca się zbyt długo legislacyjna procedura ustawy o ochronie dóbr intelektualnych, w tym programów komputerowych.