Stara, dobra ekonomia

Wygląda na to, że europejski biznes internetowy został zdominowany przez przedsiębiorstwa starej gospodarki, które utworzyły oddziały zajmujące się e-biznesem.

Wygląda na to, że europejski biznes internetowy został zdominowany przez przedsiębiorstwa starej gospodarki, które utworzyły oddziały zajmujące się e-biznesem.

Już w czasach internetowej prosperity, czyli okresie wielkiej pogardy e-biznesu dla biznesu tradycyjnego i wielkiej pokory tego drugiego, bardziej dalekowzroczni analitycy zapowiadali ich konfrontację. Co więcej, wręcz twierdzili, że zwycięsko wyjdą z niej tylko te firmy internetowe, które wykreują nowe obszary potrzeb, dotąd nie zaspokojone przez stare firmy. Sugerowali, że będzie to znaczna mniejszość z ówcześnie funkcjonujących firm internetowych. Swoją opinię opierali na uniwersalnej zasadzie, że nowe biznesy wynikają przede wszystkim z odkrycia lub wykreowania nowych potrzeb wśród konsumentów lub partnerów, a nie z lepszego obsłużenia potrzeb już znanych. Biznesy internetowe tymczasem - pomimo posiadania innowacyjnej, wręcz rewolucyjnej technologii - próbowały zaspokoić potrzeby dobrze znane i już całkiem nieźle zaspokajane przez tradycyjnych graczy. Wartość dodana z "e" u dostawcy była niewspółmiernie mała do wartości włożonej w produkt lub usługę przez innych uczestników tego łańcucha wartości. Ale co to znaczyło praktycznie? Otóż tylko tyle i aż tyle, że biznes o tradycyjnych korzeniach nie da sobie zabrać klientów, że szybko nadrobi lukę technologiczną, a firmom internetowym pozostawi tylko te nisze, w których wymyśliły coś rzeczywiście oryginalnego i w czym są rzeczywiście niezastępowalne albo do zastąpienia, ale wielkim kosztem.

Firma doradcza PricewaterhouseCoopers opublikowała kolejny raport o europejskim rynku interne- towym PricewaterhouseCoopers Internet 150. Wynika z niego jednoznacznie, że 75% przychodu internetowego biznesu na Starym Kontynencie wypracowują firmy, które są internetowymi oddziałami firm starej gospodarki, tworzą jej elektroniczne ramię na rynku. Również te firmy dwa razy szybciej dochodzą do opłacalności niż biznesy stworzone na bazie Internetu. Analitycy, autorzy raportu, największą uwagę zwracają na to, że nie sprawdziły się modele biznesu zaproponowane przez spółki internetowe. Utyskują także na lekceważący stosunek tych spółek do zagadnień zysku, rentowności inwestycji i zarządzania kosztami. Innymi słowy, każą im się uczyć od starszych braci. To ma być ich wzór do naśladowania, gdyż powinni porzucić butne ambicje i poczucie cywilizacyjnej misji. W obliczu spowolnienia rozwoju gospodarczego w ogóle i szczególnie mocnego rozczarowania inwestorów wskazują na konserwatywny - czytaj: praktykowany w starej gospodarce - model biznesu jako jedyne wyjście z kłopotów i jedyną szansę na przetrwanie, a nawet może - w dalszej perspektywie - sukces.

Analitycy pewnie mają sporo racji. W końcu przyjrzeli się 150 firmom internetowym, zapewne skorzystali też z bogatego doświadczenia doradczego swojej firmy. Ja jednak myślę, że swoimi bardzo racjonalnymi i słusznymi radami zabijają w internetowym biznesie to, co naprawdę mogłoby zmienić ich na razie przegrane pozycje na pozycje zwycięskie. Podkreślają bowiem wyższość rachunku ekonomicznego nad duchem przedsiębiorczości i kreatywnoś-cią ludzi entuzjastycznie nastawionych do swojego zajęcia. Ich rady są oczywiste: w biznesie trzeba wszystko pilnie mierzyć i liczyć. Ale z tego liczenia nie wyniknie żaden pomysł na biznes, nie powstanie nowy obszar potrzeb, nie zostanie wypracowana trwała przewaga konkurencyjna. Raczej więc należałoby większą uwagę firm internetowych zwrócić na co innego: na patrzenie na innowacje technologiczne okiem ich konsumentów, a nie ich wynalazców. A księgowy niech ma taką rangę jak gdzie indziej.


TOP 200