Standard z woli ludu

Przy okazji zapowiedzi przejścia administracji stanu Massachusetts na OpenDocument - otwarty format dokumentów biurowych, na światło dzienne wypłynęła tocząca się od dawna dyskusja o roli standardów. To, że są pożyteczne, jest oczywiste - choć nie dla wszystkich.

Przy okazji zapowiedzi przejścia administracji stanu Massachusetts na OpenDocument - otwarty format dokumentów biurowych, na światło dzienne wypłynęła tocząca się od dawna dyskusja o roli standardów. To, że są pożyteczne, jest oczywiste - choć nie dla wszystkich.

Burza, jaką wywołała decyzja Wydziału Informatyki stanu Massachusetts, by od 1 stycznia 2007 r. wszystkie agendy stanowe - liczące ok. 50 tys. stanowisk komputerowych - korzystały wyłącznie z dwóch formatów: OpenDocument (OpenDoc, ODF) lub - w określonych przypadkach - Portable Document Format (PDF), zatacza coraz szersze kręgi. Dyskusje w tej sprawie nasilają się nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale także w Unii Europejskiej i Australii. Raczej nieprzypadkowo kwestia pojawiła się w czasie, gdy wiadomo już, że kolejna wersja systemu Microsoft Windows oraz nowa wersja pakietu Microsoft Office wymuszą przynajmniej częściową wymianę sprzętu, a także - nieodpowiadającą wielu organizacjom - konieczność skorzystania z licencji Software Advantage.

Sprawa ma jednak znacznie szerszy wymiar, niźli debata o zasadności ponoszenia takich czy innych kosztów licencyjnych. Nie jest to także jedynie kwestia kolejnej bitwy światopoglądowej między środowiskiem open source a środowiskiem dostawców oprogramowania komercyjnego. W sprawie OpenDoc chodzi o coś fundamentalnego dla współczesnej informatyki - o standardy, i to nie tylko techniczne. Na naszych oczach rozgrywa się właśnie spór o to, jak ma wyglądać informatyka. Czy ma to być nieskoordynowana, wiecznie niedojrzała organizacyjnie, żyjąca w niekończącym się cyklu aktualizacji i konwersji dziedzina techniczna, czy też może, jak stało się to w wielu innych obszarach wiedzy inżynierskiej, ustandaryzowana i mierzalna funkcja biznesowa?

Takie widzenie rozgrywającego się właśnie sporu jest zrazu nie całkiem oczywiste. Czytając kolejne wiadomości w tej sprawie można odnieść wrażenie, że oto kilka grup interesu po prostu walczy bezpardonowo o swoje, wytaczając coraz to potężniejsze argumenty: techniczne, finansowe, prawne, a nawet społeczne. Trudno się w tym połapać, bo diabeł, jak zwykle, tkwi w szczegółach. Być może jednak warto poświęcić nieco czasu na przeniknięcie tej nie całkiem zrozumiałej, rozwlekłej i wielowątkowej dysputy? Wnioski z analizy sytuacji są bowiem nadzwyczaj ciekawe.

Jak bardzo otwarty?

W listopadzie br. mijają 3 lata od czasu powstania inicjatywy XML w ramach organizacji standaryzacyjnej OASIS. Celem projektu standaryzacyjnego było stworzenie formatu dokumentu całkowicie pozbawionego elementów binarnych, opartego na nowoczesnej technologii XML i pozwalającego na stworzenie wielu implementacji aplikacji zgodnych ze standardem. Za fundament nowego formatu obrano sprawdzony już nieco w praktyce format OpenOffice 1.0 - to miał być materiał wyjściowy, na bazie którego powstać miały rozszerzenia i udoskonalenia.

Microsoft - będący członkiem i aktywnym uczestnikiem wielu inicjatyw standaryzacyjnych OASIS - od początku nie pałał entuzjazmem do nowego projektu. Najpierw przedstawiciele firmy nie stawiali sprawy jasno mówiąc, że nie wykluczają uczestnictwa w inicjatywie, później jednak już całkiem niedwuznacznie odcięli się od niej. Microsoft argumentował, że nie może zgodzić się na propozycje zawarte w standardzie, ponieważ nie są one wystarczająco innowacyjne w dziedzinie zastosowań, takich jak wymiana danych online i stwierdził, że zaproponuje rynkowi lepsze rozwiązania - samodzielnie.

Założenie było takie, by stworzyć jeden format, który będzie obejmować wiele różnych aplikacji biurowych - nie tylko edytowanie tekstów, ale także obliczenia w arkuszach kalkulacyjnych oraz tworzenie graficznych prezentacji. Microsoft, który kończył właśnie prace nad Office 2003, poinformował, że w tej wersji pakietu pojawi się możliwość zapisu dokumentów w formacie XML - co zresztą się stało. Microsoft przekonywał wtedy publiczność, że Office 2003 to pierwszy w historii pakiet aplikacji biurowych oparty na otwartych standardach XML.

O tym, jak bardzo owe standardy były otwarte, szybko przekonali się ci, którzy chcieli konwertować dokumenty zapisane przez Word 2003 czy Excel 2003 do formatów charakterystycznych dla pakietów biurowych innych producentów. Osiągnięcie dobrych rezultatów w praktyce wymagało zakupienia licencji na wykorzystanie formatów Office lub też prób konwertowania ich za pomocą narzędzi tworzonych przez entuzjastów - z różnymi skutkami. Sprawy mają się nieco (ale tylko nieco) lepiej od czasu, gdy Sun i Microsoft nawiązały "strategiczną współpracę", ale zgodność nadal nie jest pełna.

Licencyjne zakamarki

Gdy zaczęła się mowa o kolejnej wersji pakietu Office, po dziś dzień nazywanej kodowo Office 12, Microsoft stwierdził, że wraz z nim wprowadzi własny - lepszy - ekwiwalent dla XML. Nowy jednolity format oparty na XML ma zastąpić wszystkie dotychczasowe formaty Office. Premiera jest planowana na drugą połowę 2006 r. Microsoft zapowiedział już, że nie przewiduje włączenia formatu ODF do pakietu Office 12, zastrzegł jednak, że Office od zawsze obsługiwał wiele formatów i że jeśli użytkownicy tego zapragną (a, jak twierdzi, na razie nie zapragnęli), zleci wykonanie odpowiedniego rozszerzenia firmie trzeciej.

Dlaczego Open Office XML (obecnie ODF) wciąż jest "zły"? Tym razem Microsoft argumentuje, że obecnie najważniejsze jest stworzenie możliwości przeniesienia do nowego formatu wszystkich dokumentów stworzonych za pomocą dowolnej dotychczasowej wersji programu wchodzącego w skład pakietu Office. Dla samego Worda wymaga to ponoć uwzględnienia ok. 1,5 tys. funkcji związanych z formatowaniem. To fakt, ODF tego nie zapewni, ale skąd pewność, że kolejna wersja Office, nazwijmy ją Office 13, będzie posługiwać się formatem zgodnym z przygotowywanym formatem XML, czy też formatem Metro? Otóż nie mamy żadnej. Przewaga Microsoftu na rynku pakietów biurowych powstała w dużej mierze właśnie w wyniku umiejętnie prowadzonej, technicznej i patentowej ochrony zamkniętych formatów danych. Wątpliwe, aby firma zrezygnowała z tej taktyki w przyszłości.

Decyzja Wydziału Informatyki stanu Massachusetts jest więc w pierwszym rzędzie próbą zabezpieczenia interesu publicznego, polegającego na możliwości odtworzenia dokumentów stworzonych dziś w nieco bardziej odległej przyszłości. Jest też próbą wyswobodzenia się z uzależnienia od tego, czy urzędy podlegające Wydziałowi Informatyki będą w przyszłości posiadać licencje na oprogramowanie Microsoftu, czy też nie. Otwartość ODF zakłada możliwość odczytu i edytowania dokumentów przez dowolny program obsługujący ten format wytworzony przez dowolną firmę, komercyjnie lub nie. Microsoft takiej możliwości swoim klientom nie daje.

Warunki licencyjne pakietu Office 2003 (i wcześniejszych) dobrze to odzwierciedlają. Mówią one wyraźnie, że licencjobiorca nie ma prawa korzystać z plików w formatach Office inaczej, jak przez wykorzystanie oprogramowania obsługującego te formaty dokładnie tak jak czynią to aplikacje Microsoft Office. Tyle że wykonanie takich aplikacji samodzielnie oznacza naruszenie wielu patentów Microsoftu! Wnikliwą prawniczą i biznesową ocenę warunków licencyjnych Microsoftu w odniesieniu do Office można znaleźć w serwisie Groklaw pod adresem:http://www.groklaw.net/staticpages/index.php?page=20050331183622861#A4

Microsoft już wie, że jego dotychczasowa praktyka została przejrzana, stara się więc przekonać publiczność, że teraz nie jest już tak restrykcyjny (najdelikatniej rzecz ujmując). Firma zapowiedziała, że wraz z Office 12 Microsoft poluzuje politykę licencyjną - nowe formaty XML będą dostępne dla wszystkich na licencji otwartej - bez żadnych opłat. Jeśli jednak ktoś sądzi, że owa otwartość jest ustępstwem, jest w błędzie.

Jednym ze sposobów na uczynienie otwartej specyfikacji nowych formatów nie całkiem otwartą jest włączenie do niej tak wielu szczegółów, by żadne aplikacje - poza aplikacjami lub bibliotekami Microsoftu, oczywiście - nie były w stanie poprawnie ich obsłużyć. Ponadto biblioteki te, a tym bardziej aplikacje, nie będą działać na platformie innej niż Microsoft Windows. Ponieważ premiera Office 12 jest skoordynowana z premierą Windows Vista, można przypuszczać, że będą działać wyłącznie na Windows Vista. Trudno nazwać to otwartością. Wydział Informatyki stanu Massachusetts postąpił dalekowzrocznie i w dobrze pojętym interesie obywateli.


TOP 200