Środowy Przegląd Prasy

Zagrożenia są ignorowane, gdy jest ich zbyt wiele... Małe firmy chcą innego podziału pieniędzy z UE na rozwój sieci... Powstała organizacja, która ma uporządkować Internet rzeczy... Nowa usługa – druk 3D... Aplikacja im prostsza, tym lepsza...

COMPUTERWORLD

Niebezpieczny nadmiar informacji

Jeśli system bezpieczeństwa generuje dziennie 60 alertów, a przez kilka tygodni administrator widzi, że żaden z nich nie wymaga podjęcia działań, to zaczyna ignorować ostrzeżenia. Zgodnie z raportem Verizon, już w 2010 roku, aż w 86 proc. firm, które padły ofiarą naruszeń danych, informacje o zagrożeniach zostały wcześniej odnotowane w dziennikach aktywności, ale zignorowane. Dave DeWalt z FireEye twierdzi, że o ile urządzenia są w stanie zidentyfikować potencjalne zagrożenia naruszenia danych o kluczowym znaczeniu, o tyle ludzie nie są w stanie odpowiednio na nie zareagować ze względu na nadmiar informacji, który znacznie utrudnia proces weryfikacji alertów. Nie wystarczy już samo monitorowanie przychodzącego ruchu pod kątem anormalnych zdarzeń. W równym stopniu należy monitorować ruch wychodzący, bo to w tym miejscu odbywa się komunikacja między systemami dowodzenia i kontroli, i to tutaj można zaobserwować zjawisko eksfiltracji danych. „Zdarzeń, które można bezpiecznie zignorować jest w rzeczywistości bardzo niewiele, dlatego warto weryfikować oprogramowanie mające wesprzeć automatyzację procesów identyfikacji zagrożeń. Ważne jest, by działało ono w czasie rzeczywistym. Każda minuta spóźnienia to większe ryzyko dla firmy” mówi Oliver Tavakoli dyrektor ds. technologii w Vectra Networks. Źródło: Nadmiar informacji osłabia bezpieczeństwo

RZECZPOSPOLITA

Małe firmy skutecznie budują sieć

Rząd będzie negocjować 
z Brukselą 2,2 mld euro na Program Operacyjny Polska Cyfrowa. Nieduże firmy chcą mniejszych inwestycji. Krajowa Izba Komunikacji Ethernetowej zrzeszająca 220 małych i średnich operatorów Internetu opublikowała raport „Projekty szerokopasmowe z dofinansowaniem UE. Doświadczenia perspektywy 2007–2013 i rekomendacje do Programu Operacyjnego Polska Cyfrowa". Przekonuje w nim, że mali i średni operatorzy mają do odegrania ważną rolę w budowie sieci światłowodowych w Polsce i potrafią robić to skutecznie. KIKE stara się przekonać decydentów, aby także w kolejnej perspektywie finansowej przeznaczyli dla małych i średnich operatorów unijne pieniądze na budowę sieci szerokopasmowych. - Oczekiwalibyśmy, aby do konkursów o dofinansowanie mogli startować wszyscy, a nie tylko najwięksi operatorzy tworzący oligopol – mówi „Rz" Piotr Marciniak, wiceprezes KIKE i jeden z autorów raportu. Aby pokazać skuteczność małych operatorów, izba posłużyła się danymi Urzędu Komunikacji Elektronicznej. KIKE wnioskuje z nich, że projekty powiodą się w 70–74 proc. i powstanie 200–210 tys. łączy z zaplanowanych 283 tys. Źródło: Mali operatorzy biją na alarm: inaczej dzielmy pieniądze z UE

Zobacz również:

WYBORCZA.BIZ

Chcą uporządkować Internet rzeczy

Grupa firm technologicznych, w tym Intel, Dell i Samsung, powołała wspólną organizację mającą na celu wypracowanie standardu przesyłu informacji pomiędzy gadżetami podłączanymi do sieci. Jak wynika z szacunków firmy IDC, do roku 2020 ma być już 211 mld przedmiotów podłączonych do sieci. Na razie problem z internetem rzeczy jest jednak taki, że wciąż brakuje uniwersalnych standardów przesyłu informacji pomiędzy gadżetami. Celem Open Interconnect Consortium jest właśnie zbudowanie technologicznych podstaw do tego, by rozmaite czujniki rozmieszczone w różnych sprzętach mogły komunikować się z siecią niezależnie od tego, z jakiej platformy korzystają. W pierwszej kolejności ma powstać oprogramowanie open source, które pozwoli połączyć w sieć gadżety z inteligentnego biura i inteligentnego domu. Problem jedynie w tym, że oprócz Open Interconnect Consortium jeszcze inne organizacje stawiające sobie zadanie wypracowania uniwersalnych standardów dla Internetu rzeczy. Jeśli każda z nich będzie pracować nad oddzielnym standardem, powstanie tego uniwersalnego może odwlec się w czasie, a na zapowiadany rozkwit technologii internetu rzeczy przyjdzie nam jeszcze poczekać. Źródło: Technologiczni giganci uporządkują internet rzeczy

GAZETA PRAWNA

Druk 3D to coraz popularniejsza usługa

Suchy Las pod Poznaniem, Płock, Wrocław i Lublin – w czterech sklepach budowlanej sieci Leroy Merlin już od kilku miesięcy funkcjonują specjalne printroomy, gdzie można wydrukować sobie ułamaną spłuczkę do toalety, odpadnięty kawałek mechanizmu od żaluzji, etui na smartfon czy nawet klamkę do drzwi. Wszystko zaledwie kilka złotych, tyle że trzeba mieć już gotowy projekt graficzny wykonany w specjalnym programie. Zainteresowanie jest na tyle duże, że firma ma w planach uruchamianie następnych punktów. Podobne placówki druku trójwymiarowego otwierają też niewielkie firmy. – Na razie jest ich kilka, góra dziesięć, ale tempo, w jakim przyrastają, jest naprawdę szybkie. Powód jest prosty: drukarki są coraz tańsze, w Internecie dostępne są gotowe projekty do wydruków lub programy pomagające w ich stworzeniu i co ważne, wiedza o takiej możliwości wyprodukowania potrzebnego przedmiotu czy jakiegoś elementu jest coraz większa – opowiada Janusz Wójcik ze stowarzyszenia FabLab, które od trzech lat organizuje w Kielcach spotkania dla trójwymiarowej branży „Dni druku 3D”. Według amerykańskiej firmy badawczej Wohlers Associates w 2012 r. wartość światowej sprzedaży usług związanych z drukowaniem 3D wyniosła 2,2 mld dol. i w stosunku do poprzedniego roku wzrosła o prawie 29 proc. Przewiduje się, że w 2019 r. rynek urośnie do 6,5 mld dol. Źródło: Drukarki 3D staną w każdym markecie: Sprawdź, co będzie można wydrukować

PULS BIZNESU

Najlepsza jest prosta aplikacja

Obserwując notowania popularności najnowszych aplikacji mobilnych można zauważyć, że kluczem do ich sukcesu jest prostota. Im łatwiej, szybciej i przyjemniej można za ich pomocą uzyskać rozrywkę, albo komunikować się ze znajomymi, tym lepiej. Yo to aplikacja, która w mgnieniu oka zyskała 50 tys. użytkowników, choć za jej pomocą można wysyłać jedynie… „yo”. Z prostego menu wybieramy kontakt i wysyłamy dwuliterową wiadomość, która tak naprawdę nie znaczy kompletnie niczego. Jej twórca Or Arbel widzi jednak sens w tworzeniu aplikacji, którą sklep Apple na początku wycofał twierdząc, że jest niedokończonym produktem. Jak mówi serwisowi TechCrounch – „Yo już teraz znaczy różne rzeczy, dla różnych ludzi, zależy do kogo to wysyłasz. Ta niejednoznaczność, to coś, co chcieliśmy osiągnąć, tworząc aplikację bazującą jedynie na kontekście”. W pomysł Ora Arbela uwierzyli inwestorzy, który wsparli go sumą 1,2 mln USD. Sam twórca na programowaniu spędził jedynie 8 godzin. Źródło: Gdzie tkwi sukces aplikacji? Keep it simple


TOP 200