Sprzężenie zwrotne

Przyboczny zarządu zwierzył się kiedyś Lokalnemu Informatykowi ze swych wątpliwości i spostrzeżeń dotyczących komputerów. Po pierwsze, wydawało mu się, że jeśli komputer gromadzi, przetwarza i znowu gromadzi dane, to coraz większy prąd tam płynie.

Przyboczny zarządu zwierzył się kiedyś Lokalnemu Informatykowi ze swych wątpliwości i spostrzeżeń dotyczących komputerów. Po pierwsze, wydawało mu się, że jeśli komputer gromadzi, przetwarza i znowu gromadzi dane, to coraz większy prąd tam płynie.

Skończyło się wreszcie pytaniem, czy urządzenie to wytrzyma i nadmiar prądu go nie rozsadzi. Ciekawe, że nie miał takich samych zastrzeżeń do magnetowidu, telewizora i tym podobnych sprzętów. Innym razem był świadkiem, jak Serwisowy zdejmuje przy nim obudowę komputera. Wyraźnie zaskoczony był faktem, że w środku zamiast kłębowiska kabli, nie znajduje się w zasadzie nic - jak sam wyznał. Wyraźnie był chyba rozczarowany i pewnie nie do końca usatysfakcjonowany, a kto wie, czy nie podejrzewał szatańskich sztuczek. Bo gdzie są w końcu te setki stron dokumentów tekstowych, które w pocie czoła zapisuje? Nijak powaga oraz ilość jego pracy nie mogła skomponować się z mikrymi wnętrznościami maszynki, komputerem zwanej. Ale lepiej jeżeli ktoś ma wątpliwości, może nawet niezbyt sensowne, aniżeli miałby sprawiać wrażenie dobrze zorientowanego, przy braku jakichkolwiek podstaw ku temu. To tak jak było z tym tuszem do drukarek.

Lokalny Informatyk polecił Serwisowemu, aby zatroszczył się o nowe pojemniki z tuszem do wszystkich plujek w firmie. Ponieważ Serwisowy był nowy i jeszcze tego do tej pory nie załatwiał, Lokalny Informatyk objaśnił mu całą procedurę, która brzmiała mniej więcej tak: "Pójdziesz Serwisowy i weźmiesz z szafy torbę pełną zużytych pojemników po tuszu. Następnie udasz się do Inwestycyjnego, któremu zlecisz zamówienie identycznej ilości pojemników po regeneracji. Ponieważ Inwestycyjny jest także nowy i nigdy tego nie załatwiał, więc może mieć wątpliwości co i jak. Powiesz mu wówczas, że do tej pory zajmowała się tym Administracyjna i ona zna procedurę, kontakty i adresy, więc niech się jej poinformuje w razie czego". Poszedł tedy Serwisowy wykonać zadanie. Wrócił nawet po niedługim czasie, aż Lokalny Informatyk zwątpił, czy aby załatwił on wszystko należycie. Ale nie chcąc narażać Informatyka na stres, Serwisowy wyprzedził wszelkie jego pytania, oznajmiając: "Wziąłem pojemniki i na schodach spotkałem Inwestycyjnego, więc mu je dałem i powiedziałem, żeby zamówił nowe". Lokalny Informatyk dręczony jednak wątpliwościami, zechciał mieć do końca jasność: "I co, nie miał żadnych pytań?" "Nie" - odparł Serwisowy. "Dziwne" - pomyślał Informatyk, nie do końca przekonany co do klarowności sytuacji.

Serwisowy udał się do swoich obowiązków. Mniej więcej po godzinie do Lokalnego Informatyka zadzwonił telefon - "Tu Inwestycyjny. Serwisowy dał mi paczkę z pojemnikami, żebyś Informatyku zamówił tusz do drukarek. Zaraz to przyniosę".

Piotr Schmidt (agent zakładowy)