Sporne paragrafy i zasady

Czy komputer jest podobny do magnetofonu i magnetowidu - zastanawiali się przedstawiciele środowisk informatyków, biznesmenów oraz dziennikarze na spotkaniu zorganizowanym z inicjatywy Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Ministerstwo Kultury i Sztuki stwierdza z całą pewnością, że jest podobny.

Czy komputer jest podobny do magnetofonu i magnetowidu - zastanawiali się przedstawiciele środowisk informatyków, biznesmenów oraz dziennikarze na spotkaniu zorganizowanym z inicjatywy Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Ministerstwo Kultury i Sztuki stwierdza z całą pewnością, że jest podobny.

Najważniejszym omawianym zagadnieniem była interpretacja artykułów 77 i 20 ustawy o prawie autorskim. Jak wiadomo, artykuł 77 wyłącza programy komputerowe z artykułu 20. Ten ostatni umożliwia wprowadzenie opłat - przeznaczonych dla twórców - a pobieranych od producentów i importerów urządzeń mogących służyć do kopiowania fonogramów oraz wideogramów. Pomysł takiej interpretacji ustawy, aby zaliczyć do tychurządzeń również sprzęt komputerowy i , podsunęło Ministerstwu Kultury i Sztuki Stowarzyszenie Polski Rynek Oprogramowania PRO. Stowarzyszenie miałoby być również częściowym dysponentem zebranej sumy. Wacław Iszkowski, Prezes PIIiT, uznał podjęcie takiego kroku bez porozumienia z tymi, którzy mają te opłaty wnosić, jako działanie nie fair. Paweł Zajączkowski z zaproponował oszacowanie kwoty, której dotyczy dyskusja. Jak łatwo policzyć, przy sprzedaży sprzętu komputerowego oszacowanej na 1 mld USD, 3% opłata daje w skali roku 30 mln USD.

Bogdan Michalak, prezes PRO przedstawił dwa podstawowe problemy z jakimi boryka się Stowrzyszenie: "Brak środków do ochrony praw autorskich swoich członków oraz brak akceptacji legalnych użytkowników oprogramowania i zła atmosfera wytworzona przez mass-media w odniesieniu do działań Stowarzyszenia". Te dwa czynniki wg prezesa PRO "uniemożliwiają Stowarzyszeniu ochronę praw autorskich twórców oprogramowania". Bogdan Michalak zaprotestował przeciw stwierdzeniu zawartemu w dostarczonych materiałach PIIiT, że " PRO doprowadziło do podziałów w środowisku", winiąc za te nastroje niedoskonałą ustawę o prawie autorskim.

Zebrani otrzymali pisemną opinię prawną profesorów Janusza Barta i Ryszarda Markiewicza (współautor ustawy), wykonaną na zlecenie PIIiT, a dotyczącą wykładni i stosowania art. 20 ustawy o prawie autorskim. Prawnicy w 10 stronicowym dokumencie dowodzą tezę, że "Rozszerzającej wykładni (wprowadzenia wg art. 20 dodatkowych opłat do sprzętu komputerowego i nośników danych - lw) sprzeciwia się zarówno brzmienie przepisów ustawy i rozporządzenia wykonawczego, jak i ratio legis uregulowania przyjętego w wymienionym przepisie, a także racje ekonomiczne i społeczne"

PIIiT nie zgadza się ze stanowiskiem Ministerstwa Kultury i Sztuki, co wyraziła w piśmie skierowanym do ministerstwa. Mimo opinii Izby ministerstwo nadal jest zdania, że komputer jest podobny do magnetofonu i magnetowidu, a pobrane 3% jego wartości zostanie przekazane twórcom fono i wideogramów. Nie chodzi tu według Izby o prawa autorskie, tylko o załatanie którejś z dziur w budżecie. Wacław Iszkowski przewiduje, że podatek spełni taką samą funkcję jak, podatek drogowy, który miał być przeznaczony na łatanie dziur w jezdniach. Zdaniem prezesa PIIiT operacja pobierania dodatkowych opłat jest nieprzygotowana (początek 1 czerwca br.), a Izba dołoży wszelkich starań aby wyłączyć komputery z tego podatku. Dodał też, że art. 20 bardzo wyraźnie mówi, iż jest to zbieranie pieniędzy od dozwolonego kopiowania na użytek domowy, które jest poza zasięgiem jakiejkolwiek kontroli. Natomiast nie wolno pobierać opłat od urządzeń umożliwiających kopiowanie programów (poza wykonaniem kopii rezerwowej), ponieważ jest ono zawsze nielegalne. Nie można więc płacić podatku od tego, co nielegalne. Ponadto z art. 77 jasno wynika, że twórcy oprogrmowania i tak z "komputerowego podatku" nic nie będą mieli.

Bogdan Michalak broniąc postępowania PRO poinformował, że "Stowarzyszenie tylko stwierdziło, iż komputer jest urządzeniem podobnym do urządzeń kopiujących i żadnych sugestii, co do pobierania jakichkolwiek opłat nie było". PRO stoi na stanowisku, że "chociaż art. 77 wyłącza oprogramowanie z jurysdykcji art. 20, to w żadnym wypadku nie może to dotyczyć twórców oprogramowania". Według Teresy Drozdowskiej dyrektor Departamentu Prawnego Ministerstwa Kultury i Sztuki, której opinię przekazał Bogdan Michalak, Stowarzyszenie jest kandydatem nr 1 do zarzdzania środkami pochodzącymi z opłat. Prezes PRO zapowiedział, że bez przyzwolenia społecznego Stowarzyszenie tej funkcji na siebie nie weźmie.

PRO, zdaniem Bogdana Michalaka popełniło jednak błąd nie informując Izby o swojej inicjatywie i zapłaciło rezygnacją z funkcji wiceprezesa Romana Dolczewskiego.

Mecenas Jerzy Naumann doradca prawny PRO argumentował słuszność pobierania opłat tym, że "jest to źródło pomocy finansowej dla twórców, które powstanie dzięki importerom i producentom sprzętu. Jest rzeczą nie do pomyślenia - mówił mecenas Naumann - lansowanie poglądu, że to właśnie twórcy oprogramowania mają być traktowani inaczej niż twórcy piosenek, oper, malarze, rzeźbiarze, aktorzy itd.. Jeżeli fundusz zostanie wzbogacony o wpłaty także z tytułu produkcji i importu sprzętu komputerowego to "przybędzie" wszystkim twórcom a więc także Maryli Rodowicz ...". Opinię mecenasa Wacław Iszkowski skwitował słowami: "Przepraszam bardzo, to jest jakaś paranoja do kwadratu, że my z branży komputerowej mamy płacić zespołom rokowym.

Piort Fuglewicz prezentując stanowisko PTI, stwierdził, że: obecny stan świadomości prawnej i organizacyjnej nie pozwala na wprowadzenie rozporządzenia w takiej treści." Dodał też, że 3% podatek od sprzętu nie jest odpowiednim źródłem dla finansowania praw autorskich.

Prof. Sołtysiński, doradca prawny korporacji Business Software Alliance, stwierdził, że BSA jest zaniepokojone sprawą interpretacji art. 20 ustawy. "Nigdzie na świecie użytkownik nie płaci dwa razy za to samo (opłata w cenie sprzętu i opłata licencyjna - lw). Jeżeli zostanie wprowadzony podatek z art. 20, to wiele osób w Polsce powie: nie musimy płacić właścicielom programów komputerowych, ponieważ już za to zapłaciliśmy (3% w cenie komputera - lw). Te własnie opłaty mają iść do kieszeni tych, którzy nie otrzymają pieniędzy bezpośrednio w formie zawierania umów licencyjnych. Gdyby sprzęt kopmuterowy był objęty art. 20 to trzeba było o tym mówić - przecież był on już wówczas znany. Tylko jeżeli ustawa jest stara to można przekonywać, że rak jest rybą w rozumieniu ustawy. Podumowując, nasze stanowisko jest bardzo bliskie temu, jakie przedstawił prezes W. Iszkowski.

Prezes PIIiT przewiduje, że realizacja projektu Ministerstwa Kultury i Sztuki będzie podobna do afery z certyfikatami. Przypomniał, że obecny zamęt wynika z tego, iż włączenie oprogramowania do ustawy o ochronie praw autorskich było przypadkowe. Polskie Towarzystwo Informatyczne (PTI) nie chciało czekać na opracowanie specjalnej ustawy dla ochrony oprogramowania (ze względu na groźbę sankcji USA) i "podłączono" te zagadnienia do ustawy o ochronie praw autorskich.

Odnosiło się wrażenie, że wszyscy zebrani, z wyjątkiem przedstwicieli PRO byli zgodni co do tego, że projektzarządzeń wykonawczych nakazujących pobieranie opłat na rzecz artystów, a wliczanych w cenę sprzętu komputerowego jest pomysłem nierozsądnym, bezprawnym i szkodliwym dla wszystkich.

Piotr Fuglewicz, prezes PIT będący członkiem PIIiT i PRO, zobowiązał się do podjęcia prób załagodzenia konfliktu w środowisku. Wacław Iszkowski wyrażając swoją i członków PIIiT dezaprobatę dla posunięcia PRO i dalszego trwania przy nim, zapowiedział, że stanowisko jakie zajmie Izba w tej ważnej sprawie będzie wymagało jej statutowych procedur.