Spojrzenia na 2000

Mimo wielu artykułów i raportów omawiających problem roku 2000, pokazujących zarządom przedsiębiorstw,jakie należy podjąć działania, jakie są koszty jego rozwiązania itd., zasadnicze postawy osób odpowiedzialnych za informatykę w instytucjach państwowych i firmach komercyjnych nie ulegają zbyt daleko idącym przeobrażeniom.

Mimo wielu artykułów i raportów omawiających problem roku 2000, pokazujących zarządom przedsiębiorstw,jakie należy podjąć działania, jakie są koszty jego rozwiązania itd., zasadnicze postawy osób odpowiedzialnych za informatykę w instytucjach państwowych i firmach komercyjnych nie ulegają zbyt daleko idącym przeobrażeniom.

Rozmawiając z szefami projektów roku 2000 (w wielu instytucjach państwowych i firmach prywatnych), można wyróżnić kilka postaw wobec problemu, z jakim będziemy mieli do czynienia po najbliższej zabawie sylwestrowej.

Postawa nr 1

Zabawa - Mam wrażenie, że wielu informatyków podchodzi do problemu, tak jak na pysznej zabawie sylwestrowej. Przyczyn takiej postawy należy szukać w niskiej kulturze informatycznej osób odpowiedzialnych w wielu instytucjach za informatykę - o zgrozo - dotyczy to także nierzadko menedżerów informatyki. W rozmowach z nimi zauważam: wesołkowatość i trywializowanie problemu. Daleki jestem od roztaczania wizji apokaliptycznych. Szczerze i obiektywnie naświetlam im problem, piszę o przeprowadzonych badaniach, czy to Gartner Group, czy Dataquest. Rzetelnie informuję o istniejących zagrożeniach, a osoby odpowiedzialne za informatykę w firmie uśmiechają się szczerze.

Czasem wynikają z tego zabawne sytuacje. Jeden z dyrektorów poważnej firmy wypowiada się w środkach masowego przekazu, że kontroluje sytuację w całym przedsiębiorstwie. Co więcej, swoje doświadczenia może przekazać innym. Umówiłem się więc z nim na spotkanie. Myślę: "coś zaczyna się dziać". Pytam mego rozmówcę, jakie znalazł w swojej firmie lekarstwo na ten problem. Otrzymuję odpowiedź, że nie można brać dosłownie tego, co się mówi. Niemniej działania zostały poczynione, ale to już tajemnica handlowa firmy. Dalej już nie drążyłem tematu.

Postanowiłem porozmawiać z przedstawicielami administracji państwowej. Tutaj spotkałem najwięcej wesołości. Urzędnikom państwowym udziela się atmosfera zabawy. Głównie z racji porównań problemów szkolnictwa czy służby zdrowia do "jakiegoś tam" kłopotu informatycznego. Spotykałem się wręcz z drwiną. Czasem było to śmieszne, momentami żenujące, przede wszystkim w przypadku osób na ważnym nieraz stanowisku.

Postawa nr 2

Strach - Wynika przede wszystkim z obawy, co się stanie z ludzkością u progu XXI wieku. Uszkodzone systemy, brak światła czy głuche telefony to początek końca. Ludzie, którzy tak podchodzą do tematu, często nie chcą nawet dokładniej badać zjawiska, ponieważ po pierwsze "i tak to nic nie da", po drugie "przeznaczenia nie unikniemy". Przeważnie administratorzy i zarządy firm hołdujący tej postawie czekają na krytyczną datę i rozmiar strat w ich przedsiębiorstwie, który - jak twierdzą - będzie i tak mniejszy niż w gazownictwie czy energetyce. Prorocze wizje roztaczają środki przekazu. Dla nich towarem jest sensacja. Dziwi mnie tylko, że ulegają tym wizjom osoby, które powinny rozwiązywać te problemy, a nie je pogłębiać.

Jedną z firm zatrudniającą ponad 500 pracowników zarządza człowiek, który ma strach w oczach. Kiedy powiedziałem mu, że można pewne rzeczy przewidzieć, zmierzyć, zapobiec im, stwierdził, że nikt nie wie, co się stanie ze światem za rok, a już na pewno nie on będzie oceniał zjawiska Y2K i każdego innego, wybiegającego w przyszłość oddaloną więcej niż o siedem dni. Są różne modyfikacje tej postawy, konkluzja jest taka, że nic w tych firmach nie można zrobić, gdyż szefowie boją się wyzwań przyszłości.

Postawa nr 3

"Mnie to nie dotyczy" - to hasło charakterystyczne dla większości polskich firm. Pewność w odniesieniu do własnych umiejętności i poczucie braku zagrożenia towarzyszy im na co dzień.

Wyróżnić tutaj można dwie komplementarne przyczyny: siła firmy (cóż może się zdarzyć narodowemu operatorowi telefonicznemu) bądź też poczucie ograniczoności skali firmy. Stwierdzenie, że "my jesteśmy tylko trybikiem", jest dosyć częste. Podobnie jak zdanie, że "jak będzie trzeba, to się wymieni wszystkie komputery".

Niestety, osoby odpowiedzialne za informatykę w tych przedsiębiorstwach nic nie będą z tym problemem robić. Nie mają budżetu, a zarząd właś-nie się zmienia. Jakże często pada stwierdzenie: "być może do tego czasu nie będę tutaj pracował". Pada ono często z ust poważnych osób. Często ich postawy mają źródło w chronicznym braku pieniędzy na informatykę w firmie. Rzeczywiście, administratorzy długo czekają na legalne kopie oprogramowania użytkowego i to w instytucjach, które powinny ustanawiać prawo, a nie je łamać. A co mówić o rozwiązywaniu problemu, który pojawi się za rok. Sytuacja z legalnością oprogramowania w Polsce jest trudna, użytkownicy wciąż nie chcą płacić za własność intelektualną, a przeprowadzenie audytu przy projekcie roku 2000 wymaga czasem przyznania się do wielu nielegalnych kopii oprogramowania, braku licencji.

Postawa nr 4

Przesada - generalnie jest ona pozytywna. Można tylko zastanowić się nad celowością niektórych działań. Dziwi mnie rozrzutność niektórych firm. Tworzone są specjalne budżety, zespoły antykryzysowe. Firmy te bądź "rozwiązały" już problem, wysyłając ankiety do dostawców systemów informatycznych, bądź właśnie korzystają z audytu najdroższych firm konsultingowych. Konsultanci w tych firmach są dobrze opłacani, przeprowadzana jest kontrola wszystkich komputerów i innych narażonych na niebezpieczeństwo systemów. Wydaje się, że wszystko jest w porządku, działalność taką pochwalam.

Uważam, że firmy te wiedzą, co robią. Często jednak można byłoby przeprowadzić te działania rozsądnymi środkami, bez przesunięć budżetowych z innych ważnych sfer działalności firmy.

Owszem, problem jest poważny, ale środki na jego rozwiązywanie nie powinny przewyższać ewentualnych strat z tego powodu. Pewnym usprawiedliwieniem może być fakt, że trudno oszacować ich wielkość.

Jaki z tego morał? Tak jak w życiu, należy podejmować decyzje zachowując umiar i rozsądek. Żeby rozwiązać problem, trzeba najpierw go ocenić. Ważna jest rzetelna informacja bez zbędnych kolorów. Informacja bowiem w sposób znaczący wpływa na postawy. Te wobec problemu roku 2000 są, jak widać, bardzo różne.