Specjaliści od dużych spraw

Na rynku pracy dla znawców technologii mainframe'owej panuje stagnacja. Nawet kłopoty związane z problemem milenium nie wpłynęły na wzrost zainteresowania fachowcami z tej dziedziny. Polscy specjaliści, mimo wieloletniego doświadczenia, nie mogą liczyć na zarobki rzędu kilkuset dolarów dziennie, jakie uzyskują informatycy amerykańscy.

Na rynku pracy dla znawców technologii mainframe'owej panuje stagnacja. Nawet kłopoty związane z problemem milenium nie wpłynęły na wzrost zainteresowania fachowcami z tej dziedziny. Polscy specjaliści, mimo wieloletniego doświadczenia, nie mogą liczyć na zarobki rzędu kilkuset dolarów dziennie, jakie uzyskują informatycy amerykańscy.

Na zachodnie koncerny, w których pracują wielkie maszyny typu mainframe, padł blady strach w związku ze zbliżającym się rokiem 2000. Szefowie amerykańskich firm gorączkowo poszukują specjalistów znających Cobol i aplikacje działające na komputerach mainframe. Zatrudnienie znajdują nawet ludzie, którzy wycofali się z czynnego uprawiania zawodu, a ich obecne zarobki przekraczają nieraz tysiąc dolarów dziennie.

Ludzie dobrej roboty

W Polsce nie widać zwiększonego zapotrzebowania na specjalistów w tej dziedzinie, związanego z syndromem roku 2000. Firmy zatrudniające programistów znających Cobol czy Assemblera, składają oferty dotyczące pomocy przy przeglądaniu kodów źródłowych aplikacji. Jednak niewiele przedsiębiorstw gotowych jest korzystać z tego typu usług. "Zarządzający firmami w Polsce często nie zdają sobie sprawy z wagi problemu. Mimo zbliżającej się nieubłaganie zmiany daty, dopiero teraz przeprowadzają konsultacje - mówi jeden z pracowników ZETO. - W tej chwili warto by już rozpocząć próbne testy".

Komputery typu mainframe pojawiły się w Polsce na początku lat 70. Wtedy też zaczęto kształcić specjalistów do ich obsługi. Wielu z nich wyjechało potem na Zachód. "Przed laty pisaliśmy głównie w PL/I - wspomina Adam Dutkowski, właściciel firmy konsultingowej Ecosoft. - koledzy wyjeżdżający na kontrakty do USA czy Kuwejtu "na gwałt" uczyli się COBOL-u". Niektórzy z nich zrobili za granicą kariery i zajmują dziś kierownicze stanowiska w firmach informatycznych. "Podejrzewam, że w kraju pracuje ok. stu tego typu komputerów, wśród nich także Çegzotyczne maszynyČ, które są pozostałością po RWPG" - ocenia Waldemar Szcześniak, kierownik działu marketingu w ZETO Łódź. Kilkanaście maszyn rocznie sprzedaje . Przy każdej z nich znajduje zatrudnienie co najmniej kilku wykwalifikowanych fachowców. Są to przede wszystkim programiści aplikacyjni, tworzący programy na duże komputery, oraz administratorzy systemów.

Duże przedsiębiorstwa, takie jak Stocznia Szczecińska czy Huta Stalowa Wola, zatrudniają kilkudziesięciu spec-jalistów. "W naszych 20 oddziałach pracuje ponad 100 wykwalifikowanych fachowców" - mówi Stanisław Baczyński, prezes ZETO w Świdnicy.

Ogólną liczbę fachowców ds. technologii mainframe można szacować na ponad 500 osób. "Wśród specjalistów ds. obsługi mainframe'ów istnieje poważna luka pokoleniowa - mówi Marek Goderski, kierownik zakładu obliczeniowego w ZETO Jelenia Góra. - Na organizowanych co roku seminariach dotyczących dużych systemów od dziesięciu lat widzę te same twarze. Brakuje młodych specjalistów, co po części związane jest z systemem kształcenia informatyków".

Starzy fachowcy

Wśród informatyków zajmujących się obsługą dużych komputerów dominują osoby z długim, nawet kilkudziesięcioletnim stażem. "Większość z 40 zatrudnionych w naszej firmie specjalistów od mainfram'ów pracuje w zakładzie od 1973 r., kiedy powstała pierwsza instalacja" - mówi Joanna Grzesiak, dyrektor działu informatyki w Stoczni Szczecińskiej. Podobnie rzecz ma się w pozostałych zakładach, w których pracują mainframe'y. Najmłodszą kadrą może pochwalić się IBM. Zatrudnieni tam fachowcy nie przekroczyli jeszcze 40 roku życia, a w firmie pracują od 1992 r., kiedy powstał polski oddział koncernu.

Podstawowym problemem, z jakim spotykają się kierownicy działów informatyki, poszukujący nowych pracowników, jest brak młodych wykształconych specjalistów. "Większość zatrudnionych przez nas w latach 70. to absolwenci informatyki, matematyki i ... ekonomii. Potrzebne nam były osoby znające np. zagadnienia związane z kadrami i płacami. Później wszyscy uczyli się na bieżąco, uczestniczyli w kursach projektowania aplikacji, organizowanych przez IBM" - mówi Mieczysław Wroński, dyrektor działu informatyki Huty Stalowa Wola.

Jest to zamknięte środowisko, w którym wszyscy znający technologię dużych komputerów od kilkunastu lat gdzieś pracują i niechętnie zmieniają miejsce zatrudnienia. Zatrudnienie nowego fachowca wiąże się z "podkupieniem" go z innej firmy, na co stać tylko bogate, prywatne przedsiębiorstwa. Według Joanny Grzesiak, dyrektor działu informatyki w Stoczni Szczecińskiej, rynek pracy na specjalistów od mainframe'ów w ogóle nie istnieje. "O rynku można by mówić w sytuacji, gdy pracodawca może «kupić» wykwalifikowanego fachowca, a nie gdy musi kształcić pracowników".