Spalić książki o komputerach?

Program nazywa się ''POMOCNIK DO DOS-A 5.0'' i jest to nazwa mocno niepełna. Sugerując produkt interesujący dla osób nieco już wtajemniczonych w arkana sztuki informatycznej, niepotrzebnie zawęża krąg potencjalnych klientów. Tymczasem zakres informacji zawartych w "Pomocniku" znacznie przekracza zawartą w nazwie sugestię, czyniąc wielki krok właśnie w stronę osób dopiero rozpoczynających przygodę z komputerem.

Program nazywa się ''POMOCNIK DO DOS-A 5.0'' i jest to nazwa mocno niepełna. Sugerując produkt interesujący dla osób nieco już wtajemniczonych w arkana sztuki informatycznej, niepotrzebnie zawęża krąg potencjalnych klientów. Tymczasem zakres informacji zawartych w "Pomocniku" znacznie przekracza zawartą w nazwie sugestię, czyniąc wielki krok właśnie w stronę osób dopiero rozpoczynających przygodę z komputerem.

"Pomocnik" to rodzaj rezydentnej bazy danych, opartej na znanym skądinąd Norton Guides. Podstawową jego część stanowi szczegółowy opis wszystkich komend DOS-a 5.0 w układzie alfabetycznym. Opcja "Krok po kroku" obejmuje zapoznanie z klawiaturą, przygotowanie komputera do pracy, konfigurowanie systemu operacyjnego, uruchamianie programów, zestaw ćwiczeń oraz opis najpopularniejszych nakładek systemowych i programów narzędziowych. Dopełnieniem tego rozdziału są "Uwagi praktyczne", które zawierają bezcenne dla debiutanta porady i objaśnienia na temat organizowania twardego dysku, pracy z drukarką, kart graficznych, dyskietek itp. Całość uzupełnia słownik angielsko-polski, zorientowany na terminologię informatyczną. W sumie - groch z kapustą, ale smaczny.

Chyba się domyślam, skąd się wziął pomysł "Pomocnika". Jest to ten zbiór informacji, którego przez lata permanentnie w tym kraju brakowało wszystkim komputerowym narkomanom; informacji zdobywanych w pocie czoła głównie na drodze własnych poszukiwań i przemyśleń oraz uzyskiwanych ustnie od podobnych sobie narkomanów. Informacji tych nie można było zdobyć z literatury (i nadal nie jest to proste), a w niewielkim tylko stopniu z prasy informatycznej.

Rzecz ciekawa - od lat nie możemy się doczekać wydania dobrej książki dla początkującego komputerowca. Doczekaliśmy się tylko całej serii książek bardzo złych. W końcu pojawił się dobry podręcznik - i nie jest to książka, lecz komputerowa baza danych!

Dlaczego tak się dzieje? Widzę dwa powody. Po pierwsze, praca nad programem jest czymś jakościowo innym niż praca nad książką. Programista piszący program (nawet jeśli jest to baza danych), działa w sposób dla siebie naturalny i robi to, co lubi. Natomiast programista piszący książkę przypomina rybę wyjętą z wody - nie o to mu w życiu chodzi. Nie ma nic dziwnego w tym, że programistom lepiej wychodzi pisanie programów niż pisanie książek. Drugi powód jest bardziej zasadniczy. Informatyka to taka dziwna dziedziną wiedzy, w której stale się zazębiają bardzo różne jej elementy. Znają ten dylemat wykładowcy kursów dla początkujących. Gdy człowiek zacznie mówić o "dir", to sala powinna już wiedzieć wszystko o strukturze drzewiastej, znać pojęcie pliku, wiedzieć, co to jest wildcard, ścieżka dostępu itp. Wiedza informatyczna ma strukturę skomplikowanej bazy danych o wielopoziomowych odniesieniach. Tymczasem książka z natury rzeczy ma strukturę linearną - temat pierwszy, temat drugi... Może więc nigdy się nie doczekamy dobrego podręcznka dla początkujących adeptów informatyki, bo to jest niemożliwe?

Wadą "Pomocnika" jest... Norton Guides. NGP nie bardzo się nadaje na program sterujący tego rodzaju bazą. Struktura dwupoziomowa to za mało dla tak ambitnego zadania. W dodatku w pewnych okolicznościach rozsypuje mu się główne menu! Również 72 kilobajty rezydujące w pamięci operacyjnej to zdecydowanie za dużo. Sławny Peter Norton nie postarał się w tym przypadku. Polecałbym, uwadze Autorów program TechHelp jako ewentualny wzór rozwiązania strukturalnego.

Istotnym niedostatkiem "Pomocnika" jest również fakt, że trzeba bardzo specjalnych zabiegów, by zainstalować go na PC XT z napędem 360 kB. Okoliczność ta znacznie ogranicza zakres potencjalnych odbiorców, ze szkodą zarówno dla nich, jak i dla producenta.

Zawarte w bazie teksty opracowano na ogół sumiennie. Nie udało mi się znaleźć istotnych błędów. Jest parę punktów wątpliwych. Na przykład "redirection" i "piping" umieszczono pod wspólnym hasłem "adres", sugerującym przecież coś zupełnie innego. Trochę zarzutów można postawić słownikowi. Przykładowo: przetłumaczenie "backup file" jako "kopia pliku, plik rezerwowy" jest zbyt niedokładne, zaś "gap" jako "przerwa" to o wiele za mało powiedziane.

Autorzy zapowiadają rozwój "Pomocnika" w stronę poszerzenia poradnika dla początkujących oraz opisów popularnych programów narzędziowych public domain - i bardzo dobrze. Osobiście radziłbym pójść również w drugą stronę - rozszerzyć bazę o coś w rodzaju DOS Technical Reference, również wzbogaconego o poradnik praktyczny.


TOP 200