Soft-targowe refleksje

Czym są targi oprogramowania? Jest to impreza handlowa, na której użytkownicy i handlowcy mogą zobaczyć i porównać interesujące ich programy. Czym się te programy charakteryzują, ile kosztują czy ktoś je już kupił i jest z nich zadowolony? Czy Softarg '94 spełnił te wymagania?

Czym są targi oprogramowania? Jest to impreza handlowa, na której użytkownicy i handlowcy mogą zobaczyć i porównać interesujące ich programy. Czym się te programy charakteryzują, ile kosztują czy ktoś je już kupił i jest z nich zadowolony? Czy Softarg '94 spełnił te wymagania?

Pawilony wystawowe są rozrzucone na sporej powierzchni, a wszystkie trzeba odwiedzić, nawet jeżeli kogoś interesuje tylko jeden typ oprogramowania. Jest to, moim zdaniem, jedno z ważniejszych niedociągnięć organizacyjnych. Trzeba stracić sporo czasu i nieźle się nabiegać, żeby móc porównać zbliżone tematycznie produkty. Oprogramowanie obejmuje obecnie tyle dziedzin, że warto się chociaż postarać zaprowadzić na targach jakiś porządek przestrzenny. Obecny sposób rozmieszczenia wystawców stwarza wrażenie bałaganu, niezależnie od dobrej woli organizatora. Na poprawę tego stanu rzeczy wcale się nie zanosi, gdyż prezes MTK zapowiada wprawdzie porządek, lecz taki, który polega na oddzieleniu firm... małych od dużych.

Oczywiście ważniejszym problemem od rozmieszczenia wystawców jest ich dobór. Jest to więc zagadnienie formuły targów. Ona bowiem decyduje o tym, że jedni na nie przyjeżdżają jako wystawcy lub potencjalni klienci, a inni zadowolą się informacjami prasowymi lub relacjami uczestnika.

Czy są to targi międzynarodowe?

Targi nazywają się międzynarodowe prawdopodobnie dlatego, że organizator, Międzynarodowe Targi Katowickie ma to dumne słowo w nazwie. Porównując liczby wystawców pochodzących z określonych miast, łatwo dojdziemy do wniosku, że są to targi krajowe, żeby nie powiedzieć wręcz regionalne. Na ponad 200 wystawców więcej niż połowa ma siedziby na Śląsku. Czy np. w Szczecinie, mieście uniwersyteckim nie ma żadnej, godnej uwagi firmy informatycznej. Za to zagraniczne firmy były tylko dwie. Nawet Dąbrowa Górnicza była reprezentowana liczniej niż "reszta świata". Może uzasadnieniem dla tej szumnej nazwy było wystawianie zagranicznych programów przez polskich dealerów. Wtedy jednak musimy się zgodzić z tym, że nie jest to impreza, w której biorą udział zagraniczni producenci oprogramowania, a tylko jego krajowi sprzedawcy. Targi mogą się przecież nazywać krajowe (i być takimi), z czego nie musi wynikać, że są gorsze lub niepotrzebne.

Organizatorom opłaca się więc zaprosić jak najwięcej wystawców i sprzedać dużo powierzchni targowej, mniej ważne komu. Nie warto się trudzić poszukiwaniem bezpośrednich kontaktów z ważnymi producentami, obszerną korespondencją w obcych językach, śledzeniem trendów na rynkach światowych. Wówczas trzeba by skorzystać z pomocy specjalistów z danej dziedziny lub organizacji, która ich reprezentuje, a nie poprzestawać tylko na organizatorach targów obojętne czego.

Dlaczego nie przyjechało więcej poważnych wystawców z zagranicy? Według przedstawiciela jednego z największych producentów oprogramowania na świecie, nie byli oni na tych targach (choć są na innych odbywających się w Polsce), gdyż wg nich są one raczej atrakcją dla zwiedzających i dealerów, a nie są dla producentów, dealerów i użytkowników. Nie należy tego traktować jako przygany, ale jako stwierdzenie faktu.

Nie musimy też rozdzieraćć szat, jak to robi codzienna prasa, że nie było największej polskiej firmy komputerowej - Optimusa. Jeszcze jeden sklep (tyle że duży) z komputerami i oprogramowaniem nie zmieni ani rangi, ani charakteru targów.

Co pokazywano?

Z obserwacji i materiałów targowych wynika, że najwięcej było firm prezentujących różnego typu oprogramowanie wspomagające zarządzanie firmą (finansowo-księgowe, gospodarka magazynowa, kadry, płace itp.). Były to najczęściej programy przeznaczone dla małych i średnich przedsiębiorstw. Czynnikiem nakręcającym koniunkturę na taki software jest brak konkurencji zagranicznej (problemy językowe, zmienność przepisów, specyfika krajowa). Zrobienie takich programów nie wymaga również nadmiernego wysiłku intelektualnego ani specjalnych kwalifikacji. Niemniej ważnym czynnikiem blokującym przedsięwzięcia bardziej ambitne (i często również bardzo dochodowe) są ogromne koszty inwestycyjne, jakie trzeba na nie ponieść. Warto zdać sobie sprawę, że jest jeszcze wiele do zrobienia, a nie popadać w megalomańskie zadowolenie, poparte argumentem, że było dużo programów i wystawców.

Stosunkowo licznie reprezentowane były firmy proponujące oprogramowanie dla inżynierów różnych specjalności. W tej dziedzinie ciekawą firmą była Logotec Engineering z Mysłowic ze swoim programem PDM 9000, integrującym dane techniczne i handlowe w przedsiębiorstwie produkcyjnym. Ta polska firma zanim weszła na nasz rynek odniosła wcześniej sukces w krajach zachodnich, sprzedając 700 licencji tego programu za 1,5 mln DM.

Ciekawa była też propozycja firmy UNINETIX z Opola. Opracowała ona pakiet: "Polski suplement dla systemów operacyjnych SCO". Pakiet ten umożliwia pracę z polskimi literami na terminalach znakowych, X-terminalach w trybie graficznym i drukowanie tych liter na drukarkach systemowych i lokalnych z odpowiednim EPROM-em.


TOP 200