Smog informacyjny

W porównaniu z komercyjnymi bankami danych, które zasadniczo umożliwiają elektroniczne dotarcie do informacji już gdzieś wcześniej wydrukowanej lub wygłoszonej, zazwyczaj sprawdzonej i usystematyzowanej, Internet, a zwłaszcza World Wide Web, jest kolosalnym śmietnikiem informacji, częstokroć pozbawionej wszelkiej wiarygodności, nie przesianej przez filtr ''kontroli jakości'' i pochodzącej zwykle z niesprawdzalnych źródeł. Jest to wszakże śmietnik fascynujący i grzebiąc w nim, można znaleźć prawdziwe perły. Jednak razem - komercyjne banki danych i WWW - tworzą coraz większy szum informacyjny, z którym trudno sobie poradzić bez specjalnego przygotowania.

W porównaniu z komercyjnymi bankami danych, które zasadniczo umożliwiają elektroniczne dotarcie do informacji już gdzieś wcześniej wydrukowanej lub wygłoszonej, zazwyczaj sprawdzonej i usystematyzowanej, Internet, a zwłaszcza World Wide Web, jest kolosalnym śmietnikiem informacji, częstokroć pozbawionej wszelkiej wiarygodności, nie przesianej przez filtr 'kontroli jakości' i pochodzącej zwykle z niesprawdzalnych źródeł. Jest to wszakże śmietnik fascynujący i grzebiąc w nim, można znaleźć prawdziwe perły. Jednak razem - komercyjne banki danych i WWW - tworzą coraz większy szum informacyjny, z którym trudno sobie poradzić bez specjalnego przygotowania.

Na co dzień, kiedy nie piszę artykułów do Computerworlda, pracuję jako "informacyjny konsultant" w niewielkiej prywatnej wyższej uczelni Skidmore College w pięknej podgórskiej miejscowości Saratoga Springs na północy stanu Nowy Jork. Miasteczko to - coś w rodzaju amerykańskiej Krynicy Górskiej (choć góry nie są tu tak piękne jak w Polsce) - bliskie jest sercom Polaków, ponieważ tu właśnie, w czasie słynnej Bitwy pod Saratogą w 1777 r., Tadeusz Kościuszko zaskarbił sobie wdzięczność amerykańskich patriotów, budując dla nich fortyfikacje. Przez wdzięczność nazwali nawet jego imieniem most na autostradzie 87, wiodącej na północ, ku Saratodze, a dalej Montrealowi, ze stolicy stanu Albany. Ten symboliczny akt, mający dopomóc Amerykanom w zachowaniu na zawsze w pamięci nazwiska naszego (a także amerykańskiego) bohatera narodowego, miał jednak bardzo mizerne efekty. Choć codziennie przez "Thaddeus Kościuszko Bridge", opatrzony stosowną tablicą informującą o jego historycznej nazwie, przejeżdżają tysiące samochodów, nigdy jeszcze żaden z moich sąsiadów nie wspomniał o owym moście, używając jego właściwego imienia, ponieważ nikt nie potrafi go wymówić. Zamiast więc łamać sobie język, miejscowa ludność nazywa go mostem "Dolly Parton" ze względu na skojarzenie, jakie nasuwa im kształt jego dwu wypiętych śmiałym łukiem przęseł (nie wtajemniczonym wyjaśnić wypada, iż Ms Parton jest znaną piosenkarką stylu Country and Western, słynną z olbrzymiego biustu).

Miałem pisać o życiu specjalisty od informacji, a zaczynam od mostu. W opowieści o moście zawiera się jednak morał, który właśnie do informacji się odnosi - nadmiar informacji nie prowadzi automatycznie do wzrostu wiedzy, a nawet może temu wzrostowi skutecznie zapobiegać. Niewielu z pytanych przeze mnie mieszkańców okolic Saratogi było w ogóle świadomych, że "most Dolly Parton" nazwano imieniem Kościuszki, zaś spośród tych, którzy fakt ten dostrzegli, nieliczni tylko wiedzieli, czym zasłużył on sobie na ten zaszczyt.

Prawda, iż od nadmiaru informacji można zgłupieć, jest szczególnie istotna w dobie elektronicznej Rewolucji Informacyjnej. Jako osoba dojrzała wiekiem, byłem świadkiem owej rewolucji właściwie od jej zarania. Kiedy przybyłem do Stanów Zjednoczonych na początku lat 80., rzucony tu przez "polityczne zawieruchy", i rozpocząłem pracę w akademickich bibliotekach, wszystkie one były wyposażone jeszcze w tradycyjne katalogi wypełnione tekturowymi kartami, zaś word processor, świeżo zakupiony przez Wydział Fizyki bogatego Uniwersytetu Stanu Illinois, który był moim pierwszym miejscem zatrudnienia, zajmował cały pokój i obsługiwała go pełnoetatowa operatorka. W ciągu trzynastu lat, jakie spędziłem w Skidmore College, obserwowałem jak z roku na rok moje "informacyjne środowisko" ulegało radykalnym zmianom - katalog biblioteczny został zautomatyzowany i jest dziś dostępny z każdego podłączonego do sieci komputera, zaś drukowane bibliografie i indeksy zaczęły pokrywać się kurzem lub znikły z półek. Skidmore jest jedną z dwudziestu najbardziej skomputeryzowanych uczelni amerykańskich i dzięki światłemu i nowatorskiemu kierownictwu zapewnia swym studentom i pracownikom dostęp do wszelakiego rodzaju elektronicznych banków danych, nie wspominając już o Internecie, który dzięki "hipertekstowi" i graficznym możliwościom stał się przebojem informacyjnym lat 90.


TOP 200