Śmierć elektronicznej administracji

Widmo krąży nad Europą. Widmo elektronicznej administracji. Narobiło wiele złego. Czas o nim zapomnieć.

Widmo krąży nad Europą. Widmo elektronicznej administracji. Narobiło wiele złego. Czas o nim zapomnieć.

Czy "śmierć e-government" oznacza wycofanie się administracji publicznej ze stosowania teleinformatyki w swojej działalności? Czy oznacza zanik zainteresowania obywateli technikami informacyjnymi? Czy ludzie dalej chcą stać w kolejkach w urzędach? Oczywiście, że nie! Nie da się zatrzymać rozwoju cywilizacyjnego, ani odwrócić jego najważniejszych, współczesnych trendów. Nie da się działać wbrew jego logice, jeżeli chce się być pełnoprawnym uczestnikiem światowego systemu społecznego, politycznego, gospodarczego. Teleinformatyka wpisuje się coraz mocniej i dogłębniej we wszystkie sfery społecznej aktywności, staje się niezbędnym czynnikiem sprawnego funkcjonowania człowieka w różnych obszarach życia. Nie obejdzie się bez niej również i administracja publiczna. Tylko po co dopisywać do niej marketingowe hasła?

Kawa na ławę

Całe nasze otoczenie staje się coraz bardziej cyfrowe. Do jego wymogów muszą siłą rzeczy dostosować się również urzędy i instytucje publiczne. Inaczej znajdą się po prostu na marginesie współczesnych przemian cywilizacyjnych. Zakres i sposób wykorzystania narzędzi IT w sektorze publicznym nie będzie jednak zależał od atrakcyjności haseł o elektronicznej administracji czy propagandowej lub marketingowej nośności idei społeczeństwa informacyjnego.

Tempo i charakter wdrażania nowych, nastawionych na elektroniczną komunikację rozwiązań będą regulowane przede wszystkim przez zapotrzebowanie ze strony samych zainteresowanych - obywateli, urzędników, przedsiębiorców, pracowników, mieszkańców, funkcjonariuszy służb publicznych itp. Rozwój zastosowań teleinformatyki w administracji publicznej będzie zależał od tego, co i jak ludzie będą w przyszłości robili i czego będą oczekiwać od urzędów. Praca poza granicami kraju, w dowolnym miejscu Unii Europejskiej, może sprzyjać zapotrzebowaniu na rozwój usług publicznych świadczonych przez Internet. Łatwiej, szybciej i taniej załatwić coś przez sieć niż lecieć samolotem do miejsca stałego zameldowania tylko po to, aby złożyć stosowny wniosek w urzędzie. A może w przyszłości już w ogóle nie będzie trzeba się nigdzie na stałe meldować, wystarczy posiadanie paszportu z danymi biometrycznymi?

Mała czarna (przed urzędem)

Śmierć elektronicznej administracji

Internet w Polsce

Zakres i sposób wykorzystania narzędzi IT będą też w dużej mierze uwarunkowane rozwojem samej administracji publicznej. Będą zależeć od zmian w jej obrębie, od jej faktycznej roli i miejsca we współczesnym świecie, od jej misji, zadań, funkcji - zarówno tych nowych, jak i ukształtowanych historycznie, przypisanych i utrwalonych w narastających wiekami procesach. "Elektroniczna administracja" nie może być inna niż po prostu cała współczesna administracja. Najpierw trzeba wiedzieć, co jest czy będzie w najbliższym czasie istotą współczesnej administracji, aby mówić o sposobach wykorzystania systemów teleinformatycznych w jej obrębie.

Na 9. konferencji "Miasta w Internecie" w Zakopanem prof. Michał Kulesza, twórca założeń reformy administracyjnej kraju z 1999 r., wskazał na cztery fundamentalne zadania administracji publicznej: funkcję porządkowo-reglamentacyjną, świadczenie usług, zarządzanie majątkiem publicznym, zarządzanie rozwojem. Funkcja porządkowo-reglamentacyjna stanowi nieustannie rdzeń działalności administracji publicznej. W najbliższym czasie nie ulegnie to zmianie. Wprost przeciwnie. Zdaniem Michała Kuleszy, ta sfera obecnie się rozszerza i będzie się jeszcze rozszerzać. Jest to związane m.in. z procesem przekazywania świadczenia usług na zewnątrz. Usługi publiczne dla ludności - będące dotychczas domeną administracji publicznej - są w coraz większym stopniu oddawane w ręce firm, instytucji i innych podmiotów spoza sektora administracyjnego - w ręce prywatne, stowarzyszeniom itp. To powoduje rozwój licznych działań kontrolnych, koordynacyjnych, standaryzacyjnych, normatywnych w samych urzędach i instytucjach publicznych.

Śmierć elektronicznej administracji

Relacje obywatel - urząd

Jeżeli o istocie e-government ma decydować oferta usług publicznych, to trzeba się zastanowić, czy rzeczywiście ma on być domeną administracji. Badania stopnia zaawansowania i dostępności e-usług świadczonych przez administrację publiczną w krajach Unii Europejskiej (wykonane np. w 2004 r. przez Capgemini na zamówienie Komisji Europejskiej) pokazują wyraźnie, że w pierwszym rzędzie i na największą skalę rozwijane są te usługi, które wiążą się z tradycyjnymi funkcjami aparatu państwowego, a więc usługi dotyczące regulacji wszelkiego rodzaju należności na rzecz budżetu państwa. Dopiero w drugiej kolejności podejmowane są inicjatywy dotyczące usług na rzecz ludności. Ta druga grupa usług jest o wiele słabiej zaawansowana niż ta pierwsza.

Zadaniem, które nabiera dzisiaj - w związku z przemianami cywilizacyjnymi świata - coraz większego znaczenia jest, zdaniem prof. Michała Kuleszy, zarządzanie rozwojem. Wiąże się to m.in. z globalizacją. Obecnie nie wystarczy już określić raz na zawsze kierunku rozwoju kraju, miasta czy gminy i pilnować codziennych spraw związanych z funkcjonowaniem tych społeczności. Możliwość oddziaływania na ich rozwój różnorodnych, niezwiązanych z nimi bezpośrednio czynników powoduje, że trzeba śledzić nieustannie rozwój sytuacji na świecie i dostosowywać do zmieniających się warunków decyzje i działania dotyczące rozwoju tej czy innej zbiorowości. Wydaje się, że w tej dziedzinie otwiera się coraz większe pole do wykorzystania technik informacyjnych - zarówno do analizy i oceny sytuacji, jak i jako czynników wzrostu oraz rozwoju społecznego, ekonomicznego czy cywilizacyjnego.

Świat z Kafki czy Haszka?

Śmierć elektronicznej administracji

Relacje przedsiębiorstwo - urząd

Realizacja tej funkcji przez administrację publiczną nie będzie jednak łatwa. Zdaniem Jana Olbrychta, posła do Parlamentu Europejskiego, brakuje nam dzisiaj specjalistów od zarządzania publicznego (public management). Jest to dzisiaj bolączka nie tylko Polski, ale też wszystkich krajów Unii Europejskiej. Specjalistów w tej dziedzinie dopiero zaczyna się kształcić, a są potrzebni już teraz.

W sektorze publicznym potrzebni są właśnie ludzie od zarządzania, a nie od obsługi mieszkańców i administrowania urzędem. Jan Olbrycht uważa, że rozwój związany jest z ryzykiem, zaś urzędnicy boją się podejmowania ryzyka. W administracji trzeba więc ludzi potrafiących zarządzać ryzykiem na wzór tego, jak to się robi w biznesie. Bez umiejętnego, odpowiedzialnego zarządzania ryzykiem w sektorze publicznym nie może być mowy o rozwoju, nie może być mowy o działaniach prorozwojowych.

Jeżeli nie będzie rozwoju, to nie będzie też warunków szerokiego wykorzystania technik informacyjnych. Tworzenie warunków do rozwoju społeczności lokalnych, regionów czy krajów - ale nie budowanie elektronicznego rządu - otwiera tak naprawdę pole do coraz szerszych i bardziej zaawansowanych zastosowań teleinformatyki w różnych dziedzinach życia, w tym również i administracji.

Administracja na urzędzie

Gdyby Ludwik Dorn, wicepremier i minister spraw wewnętrznych i administracji chciał słuchać argumentów różnych osób, niewątpliwie pierwszym z nich powinien być prof. Michał Kulesza. Być może wyperswadowałby on nowej ekipie rządzącej chęć powołania niszowego, nikomu niepotrzebnego Centralnego Urzędu Rejestrów Państwowych i Administracji Publicznej (CURPAP). Tak to jest, gdy chce się na siłę realizować przedwyborcze wizje i nagradzać pretorian. Prof. Michał Kulesza mógłby podpowiedzieć kierunek zmian - mały i niepotrzebny urząd od standardów w IT można byłoby zamienić na Główny Urząd Administracji Publicznej (ustawa o takim urzędzie została zawetowana przez Aleksandra Kwaśniewskiego w 1997 r.), który zajmowałby się wewnętrznymi procesami w administracji, modelem państwa i jego struktur. I w takim układzie można byłoby rozmawiać o rejestrach państwowych jako narzędziu polityki państwa, nie zaś celu.


TOP 200