Smartfon zaszyty pod skórą

Urządzenia, które do niedawna były zwykłymi mobilnymi telefonami, dzisiaj wspomagają nas w najróżniejszych działaniach, pracy, rozrywce, nauce. Mobilność, z której coraz odważniej korzystamy, stała się tak wartościowa, że zmusi nas do pokonania zagrożeń.

Większość aplikacji mobilnych użytkowanych przez posiadaczy smartfonów, szacowana zarówno pod kątem liczby produktów, jak i użycia zdolności transmisyjnych sieci, służy dzisiaj rozrywce. Coraz bardziej opłacalne staje się jednak również oferowanie innych kategorii aplikacji. Szczególnie, jeżeli użytkownicy są nadal bardziej inteligentni od coraz doskonalszych urządzeń mobilnych. Pogłębiające się, coraz bardziej powszechne przyzwyczajenie do stałego dostępu do użytecznych informacji zmienia sposób, w jaki konsumenci je wykorzystują. Tym samym transformacji podlegają kanały sprzedaży, oferowania oraz konsumpcji usług i produktów, gromadzenia i magazynowania zasobów informacji. Na dodatek zasięg tych zmian obejmuje wszystkie obszary świata, gdzie dotarły już sieci szerokopasmowe, czyli w podobnym stopniu mieszkańca Manhattanu, Warszawy, Delhi, przysiółka nieopodal wsi Chmielnik czy farmy pod Nairobi. Pomimo różnic w statusie ekonomicznym, odmienności kulturowej charakter zmian i sposób korzystania z sieci będzie coraz bardziej podobny.

Portal Światowego Forum Ekonomicznego opublikował niedawno szacunki, z których wynika, że liczba podłączonych do sieci aktywnych urządzeń mobilnych przekracza 7,2 mld. W 2015 r. zostanie ściągniętych na te urządzenia 138 mld aplikacji. W 2017 r. 90% użytkowników telefonów będzie korzystać z internetu mobilnego.

Zobacz również:

Czy trzeba wiedzieć, co to jest internet?

Symptomy zmian przejawiają się miedzy innymi tym, że przeciętny użytkownik nie musi już mieć wcale świadomości, że łączy się z internetem, co było naturalne, kiedy korzystano z tradycyjnych aplikacji, takich jak wyszukiwarki, poczta elektroniczna. Podobnie jak pan Jourdain z Molierowskiego „Mieszczanina szlachcicem” mógł nie widzieć, że mówi prozą.

Internet staje się kategorią ściśle techniczną, a użytkownik korzysta z niego, łącząc się bezpośrednio poprzez aplikacje urządzenia, które konfiguruje się automatycznie. To osobliwe zjawisko braku świadomości łączenia się globalnym oceanem usieciowionych informacji dotyczy już niektórych użytkowników nawet takich „starych” aplikacji jak Twitter czy Facebook. Korzystają z nich, nie wiedząc, że można też inaczej.

Dobór potrzebnych aplikacji na platformach oferowanych przez dostawców smartfonów stopniowo zmienia się i automatyzuje. Nowe aplikacje instaluje się i uruchamia, dotykając „przycisku” na ekranie, a przecież z siecią mobilną nie łączy nas żaden przewód. Na dobrą sprawę nie musimy o sieci wiedzieć nic, przynajmniej do czasu, kiedy trzeba zapłacić za dostęp rachunek. Ale to też się może zmieniać, bo model opłat za dostęp do sieci będzie na przykład skojarzony ze złożonym systemem płatności handlu elektronicznego za inne produkty lub usługi.

Zaczynamy też użytkować urządzenia, które łączą się z siecią, chociaż nie płacimy za to w żaden ukryty sposób. Niedawno wróciła moda na zegarki na rękę, szczególnie z dużym cyferblatem. Niektórzy wyciągnęli zapomniane zegarki z szuflad, inni rzucili się na nowe luksusowe modele starych marek. Nie trzeba być zwolennikiem teorii spiskowych, by zauważyć zbieżność mody z pojawieniem się na rynku smartwatcha, który sam nie musi łączyć się z siecią, bo wystarczy mu pośrednictwo smartfona właściciela i technologia bliskiego zasięgu Bluetooth. Przy okazji pokonywane są kolejne bariery technologiczne w dziedzinie zasilania, rozdzielczości i kontrastu ekranu. Nawet krój czcionki na maleńkim ekranie, dziedzina, w której, wydawałoby się, niewiele można zrobić, też będzie się nadal rozwijać. Dowód pokazała firma Monotype, prezentując niedawno technologię Spark. Atutem smartwotcha jest jednak łatwość dostępu do aplikacji, które inaczej wymagałyby wyciągnięcia z kieszeni telefonu i wykonania złożonej czynności odblokowującej możliwość jego przypadkowego zadziałania.

Staniemy się androidami?

Smartfon pozwala zatem łączyć się z internetem, korzystać z wielu aplikacji, które uznaliśmy za przydatne, dokonywać płatności elektronicznych, określać lokalizację GPS. Bywa też rezerwuarem zdjęć, filmów, muzyki. Od dawna wyposaża się to urządzenie w możliwość łączenia się w sieci na inne sposoby niż technologia kontrolowana przez operatorów telefonii komórkowej. Smartfon może być hubem dla innych urządzeń, które mamy przy sobie, i łączyć się z nimi, np. poprzez technologię Wi-Fi lub Bluetooth.

Szczególną inspiracją są aplikacje medyczne lub nastawione na poprawę komfortu naszego życia. Już dzisiaj na platformach iOS i Adndroid można ich odnaleźć dziesiątki tysięcy, od prostych informacyjnych, po złożone, służące zdalnemu diagnozowaniu stanu naszego zdrowia, sprawdzające wydolność organizmu. Te ściśle medyczne bywają formalnie certyfikowane lub rejestrowane jako wyroby medyczne. Mogą nas profilaktycznie diagnozować, przypominać o zażyciu lekarstwa, ostrzegać lub wezwać pomoc. Aplikacje telemedycyny są w stanie ułatwić stały kontakt z lekarzem, umożliwić w miarę normalne funkcjonowanie w społeczeństwie osobom chorym lub niepełnosprawnym.

Aplikacje diagnostyczne można podłączyć do sensorów, a także do implantów, stymulatorów wspomagających prace różnych organów.

Użyteczność aplikacji dostępnych za pośrednictwem rozwiązań mobilnych może mieć zatem ogromną wartość nie tylko w dziedzinie gospodarki elektronicznej, ale dla systemu ochrony zdrowia, rynku pracy. Oczywiście, konieczne jest pokonanie niebanalnych barier związanych z bezpieczeństwem, ochroną prywatności, zarządzaniem dużymi zbiorami danych w sieci. Być może niektóre problemy z bezpieczeństwem objawią nam bariery, których nie uda się pokonać.

Zapewne w wielu dziedzinach pojawią się problemy prawne i techniczne szczególnego rodzaju, tak jak w telemedycynie, w której interakcja człowieka z inteligentną maszyną wymaga poważnych rozstrzygnięć związanych z odpowiedzialnością, współdecydowaniem o zdrowiu innych, powszechnością dostępu, określaniem granic interwencji, no i sposobem finansowania świadczeń w systemie ochrony zdrowia.