Słoń w składzie porcelany

W tak delikatnej materii jak stosunki: rząd - samorząd, państwo - rynek IT oraz Polska - Unia Europejska nie może być niedomówień. Tymczasem projekt ustawy o informatyzacji działalności niektórych podmiotów realizujących zadania publiczne wkracza w konstytucyjne kompetencje administracji lokalnej, skłania do korupcji i pomija milczeniem europejski dorobek w dziedzinie standaryzacji.

W tak delikatnej materii jak stosunki: rząd - samorząd, państwo - rynek IT oraz Polska - Unia Europejska nie może być niedomówień. Tymczasem projekt ustawy o informatyzacji działalności niektórych podmiotów realizujących zadania publiczne wkracza w konstytucyjne kompetencje administracji lokalnej, skłania do korupcji i pomija milczeniem europejski dorobek w dziedzinie standaryzacji.

Projekt budżetu państwa na 2004 r. powinien postawić na nogi firmy IT. W roku wstąpienia Polski do Unii Europejskiej urzędy i instytucje państwowe masowo będą kupować komputery, oprogramowanie, budować sieci i modernizować istniejące systemy. To główne wydatki inwestycyjne zatwierdzone przez rząd na kwotę prawie 400 mln zł. Notabene po raz pierwszy są one wyraźnie zaznaczone, co jest jednym z nielicznych pozytywnych skutków działania Ministerstwa Nauki i Informatyzacji.

Przykładowo, za 30 mln zł Ministerstwo Finansów chce kontynuować budowę Centralnego Ośrodka Przetwarzania Danych na potrzeby istniejących i planowanych systemów informatycznych. Informatyzacja administracji celnej i skarbowej pochłonie ok. 82 mln zł, zaś kontynuacja wdrożenia systemu informatycznego na potrzeby Generalnego Inspektora Informacji Finansowej s- 5,1 mln zł. Komitet Integracji Europejskiej planuje zbudowanie centrum komputerowego za 133 tys. zł, zaś podwładni ministra Michała Kleibera myślą o kupnie sprzętu informatycznego za 360 tys. zł i oprogramowania za 545 tys. zł.

Ciekawie prezentują się inwestycje w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, które na zakup serwerów z przeznaczeniem na realizację centralnego rejestru złożonych w polskich urzędach konsularnych aplikacji wizowych (System Informacji Schengen) oraz zakup wyposażenia konsulatów w sprzęt informatyki i łączności zamierza wydać 13,3 mln zł. Jednak największe zakupy uwidocznione w budżecie - poza CEPiK oraz projektami offsetowymi (Tetra, C2 i RUM) - planuje policja. Za 106 mln zł nabędzie sprzęt do budowy systemów wspomagania dowodzenia w komendach powiatowych, systemy teletransmisyjne do rozbudowy sieci POLWAN, sprzęt informatyczny na potrzeby rozbudowy systemu KSIP oraz wdrożenia systemu Uwierzytelniania i Autoryzacji. Wydatki inwestycyjne obejmują także "lekkie transportery opancerzone i miotacze wody".

Dodajmy do tego projekty współfinansowane z funduszy strukturalnych oraz - jeśli wejdzie w życie ustawa o informatyzacji w obecnym kształcie - konieczność dostosowania systemów informatycznych do minimalnych wymagań systemów IT, szacowane przez MNiI na 500 mln zł. Nie znamy jeszcze skali inwestycji informatycznych w samorządzie, lecz już powyższe wystarczą do uznania, że kontrola tych wszystkich przedsięwzięć przez 18 pracowników resortu informatyzacji - tyle etatów ujawnia projekt ustawy budżetowej - jest niemożliwa.

Niczego mi, proszę pana, Tak nie żal jak porcelany

W debacie parlamentarnej, która odbyła się 10 września 2003 r., podczas pierwszego czytania projektu ustawy o informatyzacji posłowie pytali ministra nauki i informatyzacji m.in. o to, czy próbował oszacować skalę przedsięwzięć informatycznych w Polsce, czy wie, ile jest jednostek samorządowych i podległych im instytucji (Aleksander Grad, PO). Zastanawiali się również nad sensem powstania Krajowej Ewidencji Systemów Teleinformatycznych. "To twór powoływany przez ustawę bez szczegółowo i precyzyjnie określonych kompetencji, zakresu działania oraz sposobu nadzoru nad nim, to kolejne etaty oraz kolejny obowiązek dla samorządowców w zakresie tworzenia zbędnych dokumentów i sprawozdań. Zamiast ułatwiać przedsiębiorcy czy obywatelowi dostęp do urzędnika, ten będzie poświęcał teraz czas na pisanie sprawozdań, wniosków i dokumentów, których obowiązek składania w ewidencji nakłada projekt ustawy" - wykazywał Zygmunt Wrzodak (LPR). Tenże zwracał również uwagę, że ustawa uderza w małe i średnie firmy, dyskryminuje je w przetargach, wreszcie że kontrolerzy MNiI będą nieodporni na korupcję.

Posłów nurtowało też podejrzenie, że ustawa łamie konstytucyjną niezależność samorządu terytorialnego, do czego skłaniają się eksperci samorządowi w opublikowanym na naszych łamach artykule Góra urodziła mysz (CW nr 33/2003). "Ministerstwo Nauki i Informatyzacji żąda dokumentacji na temat źródeł finansowania projektów" - przypomina Bogdan Zdrojewski (PO). "Taka kompetencja nie ma uzasadnienia w projekcie ustawy. W samej intencji jest też według mnie wykroczeniem poza ustawowe kompetencje samego ministra. Otóż, właśnie ta kompetencja w zakresie nadzoru nad finansami samorządu jest przypisana, już w istniejącej ustawie, regionalnej izbie obrachunkowej. Regionalna izba obrachunkowa posiada wszystkie kompetencje, aby tę problematykę także nadzorować" - dodaje.

Zastanówmy się nad praktyczną konsekwencją kontroli. Powiat X inwestuje w system informacji katastralnej, przygotowany zgodnie z ustawą Prawo Geodezyjne i Kartograficzne oraz instrukcjami geodezyjnymi Głównego Geodety Kraju. Nagle okazuje się, że ten system musi być skontrolowany jeszcze przez Ministerstwo Nauki i Informatyzacji. Albo gmina Y instaluje u siebie system obiegu dokumentów. I znowu musi pytać o opinię Warszawę. Można odnieść wrażenie, że wiceminister Wojciech Szewko - jak przystało na działacza partyjnego SLD - niewiele wie o funkcjonowaniu samorządu. A może wręcz uważa, że samorządy są kulą u nogi nowoczesnego państwa. Bo jak inaczej wytłumaczyć chęć kontrolowania i centralizowania wszystkiego, co się dzieje "na dole". Wojciech Szewko wyjaśnia, że to "zapobiegnie korupcji na szczeblu lokalnym". Zapytał o to w czasie debaty poseł Stanisław Gorczyca (PO): "Czy pan minister Szewko jest świadomy korupcyjnych konsekwencji swojego projektu. Jeśli od decyzji armii jego urzędników będzie zależeć los każdego projektu informatycznego w administracji w Polsce, to biznes IT będzie pchał się do jego urzędu drzwiami i oknami, by wymóc wszelkimi środkami szybką i pozytywną opinię, czytaj decyzję. Jeśli minister Szewko tej armii nie dostanie z powodów choćby budżetowych czy innych, to jego urząd zahamuje w Polsce rozwój informatyzacji. Absolutna kontrola musi się zakończyć absolutną korupcją".

A jeśli tak, to komu służy ustawa w tym kształcie? Po pierwsze, wielkim firmom informatycznym, które nie radzą sobie z rynkiem ok. 3000 gmin, powiatów i województw samorządowych. Wolą widzieć samorząd jako jednego klienta o takich samych potrzebach, a to niewybaczalny błąd. Jeśli jednak rynek w końcu nie zacznie protestować przeciw tej ustawie, to zakłada sobie pętlę na szyję. Po uchwaleniu ustawy o informatyzacji w obecnym kształcie panem i władcą sytuacji na rynku publicznym stanie się bowiem resort informatyzacji. Szkoda że na razie branża śpi, łącznie z Polską Izbą Informatyki i Telekomunikacji.