Skuteczny mechanizm

Patentowanie wynalazków (w tym informatycznych) jest korzystne dla gospodarki jako całości, czyli dla konsumentów. Jest też korzystne dla twórczych jednostek. Natomiast z całą pewnością sprawny system patentowy jest niekorzystny dla zwykłych naśladowców, którzy utrzymują się na rynku, korzystając z cudzych pomysłów.

Patentowanie wynalazków (w tym informatycznych) jest korzystne dla gospodarki jako całości, czyli dla konsumentów. Jest też korzystne dla twórczych jednostek. Natomiast z całą pewnością sprawny system patentowy jest niekorzystny dla zwykłych naśladowców, którzy utrzymują się na rynku, korzystając z cudzych pomysłów.

Jeszcze w tym roku Parlament Europejski będzie rozważał (i to z udziałem polskich parlamentarzystów) projekt dyrektywy dotyczącej zdolności patentowej wynalazków realizowanych za pomocą komputera.

Debata odbędzie się prawdopodobnie jesienią br., zaś dyrektywa wprowadza pewne rozwiązania umożliwiające patentowanie niektórych wynalazków związanych z informatyką.

Dotychczasowy opór krajów europejskich przed przyjęciem nowego prawa osłabł na tyle, że blokowanie zmian stało się bardzo trudne. Ponadto Polska niespodziewanie zmieniła swoje stanowisko z blokującego na bardziej ugodowe. Taka sytuacja wywołała wzrost zainteresowania naszym krajem ze strony światowych przeciwników patentowania oprogramowania (niektórzy z nich pojawiają się u nas osobiście) oraz samą tematyką ochrony wynalazków w Polsce.

Spór o meritum

Toczy się obecnie u nas debata publiczna nad wspomnianym projektem dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady Europy (http://debata.ukie.gov.pl ). Śledząc jej przebieg, można zauważyć, że przytłaczająca większość argumentów, tak przeciwników, jak i zwolenników patentowania oprogramowania komputerowego, dotyczy w swej istocie zasady działania systemów patentowych jako takich. Nowa dziedzina techniki stanowi jedynie soczewkę, ogniskującą wady i zalety istniejących systemów.

Wśród podnoszonych argumentów interesujący wyjątek stanowi teza Richarda Stallmanna, wg której oprogramowanie powinno być wyłączone z patentowania, bowiem programiści są wyjątkowo zdolnymi ludźmi, łączącymi w swej pracy, jak nigdy dotąd, umiejętności z wielu dziedzin techniki... Słyszałem gromkie brawa po tej wypowiedzi w trakcie niedawnej wizyty Stallmanna w Polsce. Wróćmy jednak do argumentów merytorycznych.

Przed opowiedzeniem się po stronie zwolenników bądź przeciwników patentowania warto wiedzieć, jakie w ogóle korzyści ma właściciel patentu, czym za to płaci oraz jakie ograniczenia dotyczą jego konkurentów. Systemy patentowe w różnych krajach różnią się od siebie. Mają jednak wiele cech wspólnych, które warto znać, chcąc używać rzeczowych argumentów w dyskusji.

Właściciel patentu na wynalazek uzyskuje monopol na jego komercyjne wykorzystanie. Monopol ten jest ograniczony terytorialnie (obszar kraju wydającego patent) i czasowo (w Polsce 20 lat). W ciągu roku od zgłoszenia wynalazku można podjąć decyzję o rozszerzeniu ochrony na inne kraje. Po tym terminie wynalazku nie można już opatentować w innych krajach.

Patent dotyczy działalności gospodarczej, a więc wykorzystywanie opatentowanego wynalazku do działalności naukowej nie stanowi naruszenia patentu. Co więcej, w systemach patentowych istnieje pojęcie (i bywa stosowane!) licencji przymusowej, wymuszonej przez rząd, gdy właściciel patentuje wynalazek jedynie w celu blokowania konkurencji, a wynalazek ma istotne znaczenie gospodarcze.

Patentowane są jedynie rozwiązania nowe, a więc nie można "wstecznie" patentować rozwiązań powszechnie znanych. W przypadku niezawinionej kolizji (takie się zdarzają) prawo umożliwia komercyjne wykorzystanie wynalazku osobie innej niż właściciel patentu (po polsku określa się taką osobę mianem "używacza uprzedniego"). Każdy twórca może też łatwo uniemożliwić patentowanie wynalazku, po prostu publikując jego opis.

Dlaczego tak

Systemy patentowe były tworzone po to, by twórcy nowatorskich rozwiązań technicznych ujawniali je ogółowi w zamian za ograniczony w czasie (i terytorialnie) monopol na wykorzystanie wynalazku, poparty siłą państwa. Takie systemy wspierały (i dalej wspierają) rozwój techniki na obejmowanym przez nie obszarze. Praktyka zmodyfikowała zasady działania systemu - patentowanie rozwiązań bywa bowiem bardziej potrzebne ze względu na zwrot nakładów na badania niż ujawnienia ogółowi społeczeństwa tajników produkcji (które i bez ujawnienia łatwo teraz ukraść), ale skutek jest ten sam. Gospodarka ma korzyść z inwestycji, a inwestycje są kierowane tam, gdzie inwestor ma przynajmniej teoretyczną gwarancję zysku.

Według przeciwników patentowania oprogramowania powyższe zasady nie sprawdzają się w branży informatycznej. Część wątpliwości dotyczy tzw. "technicznego charakteru" rozwiązań informatycznych. îw "techniczny charakter" stanowi wymaganie ułatwiające życie (i słusznie) ekspertom urzędów patentowych na całym świecie. Mając tego typu przepis w swoim prawodawstwie, ekspert nie musi się zastanawiać, jak odrzucić zgłoszenie patentowe dotyczące sprowadzania deszczu za pomocą modłów. Brak technicznego charakteru ("oddziaływania na materię") całkowicie rozwiązuje sprawę.

Trochę inaczej wygląda sprawa z informatyką i elektroniką. Tu już trzeba się starać, żeby odmówić technicznego charakteru np. algorytmom przetwarzania sygnałów radarowych odbitych od chmur i prognozowania pogody czy algorytmom sterowania procesami chemicznymi, realizowanymi przez program komputerowy. Przeciwnicy patentowania oprogramowania skrzętnie wykorzystują "brak oddziaływania na materię", a zwolennicy (i zgłaszający) gimnastykują się, żeby to oddziaływanie odnaleźć. Jednak przeciętnie inteligentny człowiek dostrzeże tu nadużycie definicji, tak jak w przypadku zaliczenia marchewki do grupy owoców dla potrzeb Unii.

Inni dyskutanci dziwią się (z lekką nutką hipokryzji), dlaczego zwolennikom patentowania oprogramowania nie miałoby wystarczyć prawo autorskie? Stosując taką logikę, można dojść do wniosku, że prawo autorskie powinno wyprzeć prawo patentowe, bowiem do każdego wynalazku trzeba sporządzić dokumentację, a ta właśnie jest przecież utrwalonym i chronionym dziełem. Dlaczego więc taka ochrona nie wystarcza we wszystkich dziedzinach? Odpowiedź jest prosta - prawo autorskie nie daje wystarczającej ochrony w dziedzinach technicznych. Przeciwnicy patentowania oprogramowania wiedzą o tym doskonale, dlatego tak łatwo godzą się ze stosowaniem tego prawa. Tyle tylko, że koszty wdrożenia wspomnianego przykładowo algorytmu sterowania procesem chemicznym nie zwrócą się, jeśli konkurencja bezkarnie go wykorzysta, sprzedając swój program, napisany przez trzy dni i wykorzystujący wyniki rocznej pracy rzeczywistego autora rozwiązania.

Znaki towarowe (grafika!) też są chronione prawem autorskim, a mimo to przedsiębiorcy wydają pieniądze na ich rejestrację.


TOP 200