Sklepy cynamonowe

7 mln USD, które najprawdopodobniej straci w tym roku Barnes & Noble, jedna z dwóch największych księgarni internetowych, dają pewność, że świat sklepów cynamonowych, ulicy Krokodyli i antykwariatów starego miasta nie odejdzie w zapomnienie. Wciąż czytelnicy będą przesiadywać na wąskich stołkach wielopiętrowych księgarni Nowego Jorku, Londynu i Krakowa lub wspinać się po drabinach w małych antykwariatach nad Tamizą.

7 mln USD, które najprawdopodobniej straci w tym roku Barnes & Noble, jedna z dwóch największych księgarni internetowych, dają pewność, że świat sklepów cynamonowych, ulicy Krokodyli i antykwariatów starego miasta nie odejdzie w zapomnienie. Wciąż czytelnicy będą przesiadywać na wąskich stołkach wielopiętrowych księgarni Nowego Jorku, Londynu i Krakowa lub wspinać się po drabinach w małych antykwariatach nad Tamizą.

Oczywiście - zauważa to nawet listopadowy BusinessWeek - na świecie istnieje pewna grupa czytelników, dla których oczekiwanie na barwną stronę WWW stanowi swoistą przyjemność, zaś krótki opis opatrzonej numerem katalogowym pozycji zastępuje wertowanie jej w księgarni. Jednak dla nich duże znaczenie ma narzędzie, urok konstrukcji plików z rozszerzeniem .asp i uruchamianych nieustannie aplikacji Javy. Walorem jest także pozorna dostępność, oznaczająca, że co prawda dany tytuł jest w sprzedaży, ale nie od razu, gdyż nakład właśnie uległ wyczerpaniu. Wśród kupujących z zagranicy zdarzają się też filolodzy, znajdujący szczęście w czytaniu obcojęzycznych tekstów i inżynierowie, których język brzmi wszędzie tak samo.

Barnes & Noble nie przyniesie jednak zysków. Straty w wysokości 9,7 mln USD w I połowie 1997 r. poniosła także największa księgarnia Amazon.com, co oznacza, że grupa inżynierów, filologów i fanów internetowych przeglądarek nie jest klientelą zbyt zamożną. Niewielu z wymienionych zdaje sobie sprawę, że jedynie 8% zamawianych przez nich książek w Amazon.com pochodzi z magazynów Amazon.com. Większość sprowadzana jest od największego amerykańskiego dystrybutora słowa pisanego firmy Ingram Book Group lub jego konkurenta Baker & Taylor Books. Wiadomo już, że Amazon.com, Barnes & Noble od nowego roku będą musiały odpowiedzieć sobie na pytanie, czy dalej kupować od Ingramu na dotychczasowych zasadach, co oznacza konieczność powtórnego przepakowywania i wysyłki książek, czy obarczyć całością spraw logistycznych dystrybutora. Na razie Amazon.com buduje własną sieć dystrybucyjną i nowy magazyn, co oznacza, że skłania się ona w kierunku trzeciego rozwiązania, czyli sprzedaży książek kupionych bezpośrednio u wydawców.

Paradoksalnie w świecie sadowników Amazon.com jest wciąż przeciętną kwiaciarką, gdyż działa na rynku wartym zaledwie 250 mln, podczas gdy rynek księgarski w USA szacuje się na 20 mld USD. Na razie nikt chyba nie jest w stanie udzielić odpowiedzi na pytanie, czy udział ten zwiększy się znacznie. Czy może zamiast zadrukowanych stron czytelnicy będą sięgać po srebrne krążki z dużą liczbą obrazków.

<hr size=1 noshade>BusinessWeek, 3 listopada 1997 r.


TOP 200