Skąd zawieje wiatr

W atmosferze oczekiwania na XXI wiek, który zdaniem wielu specjalistów zdominowany zostanie przez techniki informatyczne, rozpoczęły się w Hanowerze po raz siódmy targi CeBIT. Na pierwszy rzut oka widać, że mają one szansę stać się nie tylko wydarzeniem handlowym, ale i w pewnej mierze kulturowym. Najnowsza technika służyć ma przede wszystkim przepływowi informacji, komputer staje się jedynie elementem zestawu narzędzi niezbędnych do komunikowania się. By rzeczywiście był pożyteczny, trzeba go umieć zintegrować z innymi komputerami, urządzeniami komunikacyjnymi, a także z multimediami.

W atmosferze oczekiwania na XXI wiek, który zdaniem wielu specjalistów zdominowany zostanie przez techniki informatyczne, rozpoczęły się w Hanowerze po raz siódmy targi CeBIT. Na pierwszy rzut oka widać, że mają one szansę stać się nie tylko wydarzeniem handlowym, ale i w pewnej mierze kulturowym. Najnowsza technika służyć ma przede wszystkim przepływowi informacji, komputer staje się jedynie elementem zestawu narzędzi niezbędnych do komunikowania się. By rzeczywiście był pożyteczny, trzeba go umieć zintegrować z innymi komputerami, urządzeniami komunikacyjnymi, a także z multimediami.

W Europie podłożem tej tendencji stało się przede wszystkim zjednoczenie starego kontynentu, planowane od wielu lat, oraz zaskakujący bieg historii, który sprawił, ze europejski rynek technik informatycznych rozszerzył się niespodziewanie, praktycznie poza Ural. Nikt już dziś nie ma chyba wątpliwości, że lata dziewięćdziesiąte mogą uczynić ze starego kontynentu największy i najważniejszy rynek świata. Co istotniejsze, może to być rynek w miarę jednorodny, jeśli chodzi o oczekiwania profesjonalnych użytkowników, zintegrowany w jednym potężnym układzie gospodarczym.

Rodzi się pytanie, w jakim stopniu zmieści się w tym układzie ta cześć Europy, która zaczyna się za Odrą. Budzi się jeszcze wiele wątpliwości co do sposobu zaistnienia na niej dostawców. Wielu odstrasza przepaść technologiczna i organizacyjna. Recesja na Zachodzie sprawia jednak, że poszukiwania możliwości zbytu koncentrują uwagę wszystkich. Już pierwsze targowe spotkania pokazały, że większość firm zastanawia się nie nad tym co sprzedawać, ale jak to robić. Wydaje się iż wszyscy, których oferta może ograniczyć się do "pchania pudełek", są już w Europie na pozycji straconej.

Na targach CeBIT głośno się mówi o zmierzającej w dół spirali cen PC-tów. W najbliższych latach można oczekiwać ich spadku o ponad 40%. Tym samym PC-ty, których miniaturyzacja następuje błyskawicznie, przechodzą do kategorii produktów gospodarstwa domowego, takich jak telewizor, pralka, czy lodówka. Równocześnie rynek tych urządzeń, traktowanych jako narzędzie profesjonalne, jest w zasadzie nasycony. CeBIT rzucił producentom wyzwanie. Muszą oni sprostać wymogom integrującego się świata, zapewnić szybką, sprawną i łatwo dostępną informację na każdym niemal poziomie. CeBIT kreuje produkt, który można porównać do robota zdolnego mówić, gestykulować, rysować i fotografować w sposób zrozumiały dla każdego.

O ile względnie łatwo przychodzi zdefiniować generalną strategiczną linię opierając się na prognozach oczywistych na pierwszy rzut oka, o tyle trudniej przełożyć ją na język technologicznej i marketingowej taktyki. Alianse, wspólne plany, tworzą dziś w w informatycznym świecie mozaikę trudną do rozszyfrowania. Wszystko po to, aby profesjonalnemu użytkownikowi zaproponować uniwersalny i kompleksowy system, zdolny do komunikowania się z każdym jego partnerem.

CeBIT ujawnił wyraźnie dwie tendencje. Pierwsza - to integracja twórców oprogramowania, sprzętu i rozwiązań sieciowych. Druga wskazuje, iż na co najmniej równe szanse na rynku liczą ci, którzy wprawdzie nic nie tworzą ani nie produkują, zdolni są natomiast do sprawnego scalania wszystkich elementów technologii informatycznych i gotowi są przyjąć na siebie odpowiedzialność za sprawne funkcjonowanie owych scalonych systemów.

Mimo licznych deklaracji, Wschodnia Europa jawi się na targach głównie w roli potencjalnego nabywcy. Jej obecność widać tylko w dziedzinie, gdzie jedynym niezbędnym kapitałem jest ludzka myśl. Stosunkowo nieliczne oferty z tej części Europy pochodzące, mają specyficzny atrybut świeżości. Różnią się one na plus od raczej sztampowych rozwiązań zachodnich producentów specjalistycznego oprogramowania. Dotyczy to nie tylko trójkąta Polska, Czecho - Słowacja, Węgry, lecz także Bułgarii, Rumunii i Rosji.

Komputerowi giganci wyraźnie nie zamierzają inwestować na Wschodzie w jakąkolwiek produkcję. Na targach CeBIT tłumaczy się ten fakt wynikami licznych badań, wskazującymi na to, iż w najbliższym czasie największe szanse na zgarnianie wartości dodatkowej mają ci, którzy nie tyle wytwarzają poszczególne produkty, co umiejętnie je kompilują i zapewniają sprawny serwis.

Trudno oprzeć się wrażeniu pewnego paradoksu w podejściu zachodnich gigantów do wschodnio - europejskiego rynku. Ich oferty są adresowane przede wszystkim do dużych instytucji, podobnych do tych, jakie znamienne były dla centralistycznej gospodarki epoki realnego socjalizmu. Wszyscy przy tym głośno podkreślają, że tempo instalowania się na tym rynku zależy od szybkości procesów prywatyzacyjnych.

Trudno orzec, czy CeBIT'92 stanie się jakąkolwiek cezurą czasową w świecie informatyki. Znaczna cześć spośród 5,5 tys. wystawców nie potrafi dziś odpowiedzieć na pytanie, co stanie się standardem dla Europy i świata i czy w ogóle którykolwiek z komputerowych aliansów potrafi taki standard przeforsować. Z kolei tłumnie odwiedzający targi nie mogą oprzeć się wrażeniu, iż przy niezwykle bogatej ofercie i różnorodnych deklaracjach informatyka przypomina dziś nadmuchany balon, którego lot zależy od nie dającego się przewidzieć kierunku wiatru. Wiadomo jedynie, dokąd chciałoby się lecieć.


TOP 200