Skacząca produkcja

Ze spowolnieniem gospodarczym jest jak z ociepleniem klimatycznym. Nie od razu jest odczuwalne, ale z czasem postępuje coraz szybciej. Przyszły rok będzie dużo słabszy od bieżącego. Na razie mamy ostre wahania dynamiki produkcji.

W tym roku wzrost gospodarczy prawdopodobnie przekroczy 5%, a więc zdawałaby się nie powodów do narzekań. Na tle regionu Europy Środkowo-Wschodniej wypadamy korzystnie. W pierwszym kwartale nasza gospodarka rosła w tempie 6,1%. Wyższą dynamikę odnotowano tylko w Bułgarii, Rumunii, na Litwie i w Słowacji. Jednak w kraje te, poza Słowacją, borykają się z dużo większą inflacją. W maju ceny konsumpcyjne rosły u nas w tempie 4,4%, a na przykład w Bułgarii inflacja sięga 15%. Wcześniej czy później dojdzie tam więc do spowolnienia, i to radykalnego. Tak jak w Estonii, która przez wiele kwartałów rozwijała się w tempie bliskim 10%, a teraz właściwie przestała rosnąć, w pierwszym kwartale PKB powiększył się tam o 0,1%.

Polska gospodarka będzie hamowała dużo łagodniej, ale spadek dynamiki wzrostu jest nieunikniony, co wyraźnie odczujemy w przyszłym roku. Niektórzy ekonomiści uważają, że w wzrost PKB w 2009 r. nie przekroczy 4%. Zacznie się od spadku sprzedaży eksportowej, potem wyhamują inwestycje, wreszcie pogorszy się sytuacja na rynku pracy, co przełoży się na zmniejszenie tempa wydatków konsumpcyjnych. Eksport będzie spadał, bo kurczy się popyt u naszych partnerów handlowych. Przedsiębiorcy już sygnalizują spadek nowych zamówień eksportowych. Dodatkowo eksporterom przeszkadza mocny złoty, a fakt, że płace rosną szybciej niż wydajność pracy, zmniejsza konkurencyjność naszych firm.

Pierwsze symptomy spowolnienia są już widoczne. W maju produkcja przemysłowa w skali roku wzrosła o 2,3%, a po uwzględnieniu czynników sezonowych o 3,4%. Niektórzy uważają, że GUS w niedostatecznym stopniu oszacował wpływ ustawy zakazującej handlu w dni świąteczne na dynamikę produkcji. Ale przecież majowe tąpnięcie nie było jedyne w tym roku. Już raz dynamika produkcji obniżyła się do poziomu, który wszystkich zadziwił. W marcu produkcja w skali roku wzrosła zaledwie o 0,9%, a po wyeliminowaniu czynników sezonowych o 6,1%. W miesiącach poprzedzających te fatalne dane, cieszyliśmy się wyjątkowo dobrymi wskaźnikami. Zarówno w lutym, jak i w kwietniu odnotowano dynamikę 15-proc. Mamy więc wahania o wyjątkowo dużej amplitudzie.

Lepszą miarą zmian faktycznej aktywności gospodarczej jest dynamika produkcji liczona miesiąc do miesiąca, i to po wyeliminowaniu czynników sezonowych. I tak w marcu mieliśmy spadek o 3,9%, w kwietniu wzrost o 2,6%, a w maju znów spadek, i to aż o 4,3%. Analitycy zastanawiają się, czy w czerwcu znów nie zobaczymy strzelistego wzrostu, ale to raczej pobożne życzenia. Skoro firmy mają mniej zamówień eksportowych, to produkcja będzie słabła. I wszystko zapewne potoczy się według prezentowanego już scenariusza: spadek dynamiki eksportu, inwestycji i na koniec konsumpcji.


TOP 200