Siedmiu superbohaterów IT

Superbohaterowie IT nie potrafią latać bez samolotu, nie mają rentgena w oczach ani nadzwyczajnej siły, ale wykazują niezwykłe moce, ratując z opresji przedsiębiorstwa.

Bohater z przymusu

Często geekowie nie mają wyboru - muszą wytrwać aż do zakończenia pracy. Po wybuchu wulkanu Puyehue w Chile, w czerwcu 2011, Chris Preister, inżynier sieci z Iron Mountain, poleciał do Buenos Aires i pracował na okrągło przez cztery dni, migrując sieć swojej firmy. Wydostał się na krótko przed tym, jak zamknięto lotnisko, przy czym w zadaniu nie było żadnej magii, jedynie ciężka praca i zaangażowanie.

Superbohater IT nr 1: Kapitan Instynkt

Supermoc: Nieziemska intuicja w zakresie IT

Dobrze mieć stopnie naukowe z najlepszych uczelni i najwyższej klasy certyfikaty zawodowe, ale żeby zostać superbohaterem, trzeba czasem pójść za nosem. Anthony R. Howard, pisarz i niezależny konsultant firm i armii USA, uważa, że ważne jest wyczucie tego, co idzie źle i jak to naprawić.

W roku 2007 Howard został wezwany przez duży bank, któremu zdarzyło się katastrofalne uszkodzenie głównej . Awaria spowodowała straty liczone w milionach dolarów. "Przez cztery dni wzywali każdego, kto im przyszedł do głowy, do wyjaśnienia, czemu macierz nie działa" - mówi Howard. "Ostatecznie wezwali mnie. Zanim nawet dotknąłem macierzy, już wiedziałem, w czym problem". Okazało się, że bankowi technicy zainstalowali nową półkę dyskową w starszej macierzy. Nowa półka była niekompatybilna i zatrzymała całość systemu. Howard wyjaśnia: "Po tak długiej miałem już coś w rodzaju jasnowidzenia co do przyczyn. Bardzo niewiele rzeczy, poza całkowitym brakiem prądu, mogło zatrzymać w pełni redundantną macierz. Już po wszystkim zwolniono z pracy wszystkich techników, poza jednym. Oszczędzono tego, który powiedział, co naprawdę poszło źle, a nie próbował jak inni zabezpieczyć swoje tyły". (Zobacz także: Superbohater IT nr 7: Samotny Geek)

Poleganie wyłącznie na instynkcie ma swą ciemną stronę: nieprawdziwe domysły powrócą. Howard ostrzega, że przeczucia trzeba poprzeć faktami, zanim ogłosi się swoją teorię: "Kieruj się węchem, ale podpieraj się faktami. Nawet jeśli się pomylisz, to nikt nie będzie cię winił, skoro miałeś uzasadnienie".

Superbohater IT nr 2: Fantastycznie Elastyczny Technik

Supermoce: Wyjątkowa wytrzymałość i giętkość

Niezmordowany administrator IT, zawsze online. Inżynier sieci, wyrabiający 24-godzinne zmiany w trakcie katastrofy. Programista, który zdaje się nigdy nie spać. To bohaterowie IT z konieczności, nie z wyboru.

"Z powodu redukcji etatów wielu zawodowców musi wykonywać pracę za dwóch lub trzech" - zauważa Mike Meikle, CEO Hawkthorne Group. Nawet gdy podstawowe obowiązki administracji i wsparcia przekaże się na zewnątrz, to prędzej czy później zewnętrzna firma napotka granice umowy, a wtedy nadmiar spada na tego właśnie bohatera. Meikle mówi: "Oni są jak facet z Fantastycznej Czwórki, który może rozciągać swoje ciało i pokryć dowolną rzecz. Wypełniają luki, kiedy wykorzystasz cały dostępny czas firmy outsourcingowej lub gdy biurokracja blokuje postęp". Uzależnienie od bohaterów występuje także w zespołach programistycznych, gdy są one zbyt mocno naciskane, by dotrzymały nierealnych terminów - mówi Steven A. Lowe, CEO firmy konsultingowej i programistycznej Innovator. "Niektórzy bohaterowie IT forsują się, kodując 70 godzin bez przerwy i śpiąc pod biurkami, żeby dotrzymać terminów. Ich sprawność umysłowa siłą rzeczy zmniejsza się po tylu godzinach nad klawiaturą i zaczynają popełniać błędy" - przyznaje.

Ich śmiertelna wada? Wypalenie. Nawet najpotężniejszy bohater IT może zostać nadmiernie rozciągnięty i spękać, zwykle przy innej pracy - sugeruje Meikle. Poleganie na bohaterach może być zatem niebezpieczne. Steven A. Lowe mówi: "Dostarczenie czegoś firmie w żądanym, choć mało realnym czasie trzech miesięcy może być dla niej niebezpieczne. Następnym razem firma znowu będzie chciała wykonania projektu w trzy miesiące, zapominając, że dział IT wykonał robotę, bo wszyscy pracowali 90 godzin tygodniowo. Tego się nie da utrzymać" - dodaje Lowe.

Superbohater IT nr 3: Dr Prowizorka

Supermoc: Szybkie, ale niechlujne poprawki

Bohater ten, zamiast postępować zgodnie z regułami, łata kod, by uruchomić go natychmiast. "Wstydliwą tajemnicą ukrytą za wieloma aktami heroizmu IT jest to, że bohater rozwiązał problem, jak popadnie" - ujawnia Lowe z Innovatora.

Całkiem niedawno Lowe udzielał konsultacji firmie, której zespół programistyczny odziedziczył skrypt do kontroli wyświetlania dokumentów. Skrypt od początku był prowizorką, ale poprawienie go nigdy nie było priorytetowe - za każdym razem, gdy uruchamiano kolejną maszynę, jej adres IP był zaszywany na sztywno w skrypcie tak, że urósł on do ponad 800 wierszy i składał się głównie ze szczególnych przypadków. Obecnie nie nadaje się do utrzymania i w końcu zostanie napisany od początku.

Według Lowe’a, systemy produkcyjne są szczególnie narażone na tego typu przypadki łatania, bo kiedy pada program, produkcja się zatrzymuje, a wtedy koszty rosną z minuty na minutę.

Niebezpieczeństwo związane z tym gatunkiem bohatera polega na tym, że dług techniczny zaciągany z każdym krótkoterminowym rozwiązaniem trzeba w końcu spłacić. W niektórych środowiskach całe dnie spędza się na gaszeniu pożarów. Próba osiągnięcia punktu równowagi się nie udaje, bo pożar zgaszony w zeszłym miesiącu powoduje kolejny.

Superbohater IT nr 4: Bałwan

Supermoc: Wydajność pod presją

Nie zawsze trzeba mieć wyjątkową intuicję lub nadludzko się poświęcać, żeby stać się bohaterem IT. Czasem same okoliczności wymagają dorośnięcia do nich.

W 2006 niezależny konsultant IT, Jason Wisdom wspierał oddział ubezpieczeń dużego banku, który potrzebował unowocześnić swoje starzejące się oprogramowanie księgowe, by mogło tworzyć nowe rodzaje raportów. Dyrektor finansowy nalegał, by wszystko zrobić jak najtaniej i jak najszybciej.

Jeszcze przed zatrudnieniem Wisdoma zespół techniczny banku rozpoczął prace i zaczął kodować, a po kilku miesiącach zabrnął w ślepą uliczkę. Spotkania mijały jedno za drugim, ale prace nie postępowały. Nawet po przybyciu Wisdoma, który miał pomóc opracować strategię, zespół debatował tygodniami, czy nie zacząć wszystkiego od początku. Wisdom rozpracował kilka wzorów z systemu, przetestował je z przykładowymi danymi, żeby się upewnić, że dają prawidłowe wyniki. Jason Wisdom mówi: "To była dobra kombinacja nacisku na szybkie wykonanie, wolności robienia tego, co chcę, i czterech czy pięciu ludzi chcących, żeby mi się udało, bo do stracenia było znacznie więcej niż moja posada". Problem? Firma chciała szybkiego i taniego rozwiązania, ale oczekiwała również, że będzie dobre. W końcu stało się dobre, ale w tamtej chwili nie było już ani tanie, ani szybkie. Wisdom wyjaśnia: "Ogromna ilość pracy podniosła koszty znacznie wyżej, niż gdyby od początku robili to porządnie. Od razu powinni byli zatrudnić analityka, głównego programistę i jego pomocnika oraz administratora bazy danych. Zamiast tego chcieli, żeby to wszystko zrobiła jedna osoba. Tandeciarze!" Oto w jaki sposób bogactwo Bałwanów w dziale IT może przez nadmierną pewność siebie powodować przekroczenie budżetu na dany projekt.

Superbohater IT nr 5: Improwizator

Supermoc: Myślenie w biegu

Niektórzy potrafią improwizować rozwiązania w momencie otrzymania zadania. Używają plastikowych toreb, taśmy klejącej i własnej mocy twórczej, trochę jak MacGyver.

Meikle pracował w urzędzie stanowym w Richmond w Wirginii, kiedy w 1996 roku nad miasto nadciągnął cyklon Fran. Jego CIO odnalazł segregator z planami kryzysowymi urzędu, odkurzył i otworzył. "Plan przewidywał, że gubernator wystartuje śmigłowcem i będzie monitorował sytuację z powietrza w czasie... huraganu" - śmieje się Meikle. "Telefony kontaktowe były sprzed lat i wiele osób przeszło na emeryturę lub na inne stanowiska. Cały plan był bezużyteczny". Meikle i jego zespół musieli improwizować - przykryli plastikowymi torbami na śmieci cały krytyczny sprzęt i szafki z dokumentami, stworzyli w biegu plan komunikacji. W końcu kucnęli i przeczekali burzę, na szczęście dach wytrzymał, a urząd został uratowany przed katastrofą. Plany odłożono na półkę, gdzie zapewne pozostają do dziś.

Poleganie na improwizacji jest na dłuższą metę złą strategią, gdyż nie wszystkie katastrofy dają czas na przygotowanie. Tak jak u Kapitana Instynkta, piętą achillesową improwizatora jest skłonność do pokonywania przeszkód z marszu. Nie zastąpi to aktualnych planów.

Superbohater IT nr 6: Dystorsjanin

Supermoc: Zakrzywianie rzeczywistości - na dobre i na złe

Nazwijmy to techniką Scotta. W pierwszym Star Treku Scott mówi kapitanowi Kirkowi, że macierz cewek warp jest całkowicie zniszczona, a mimo to udaje mu się ją naprawić przed następną przerwą na reklamę. Tak samo niektórzy informatycy wydają się bohaterami dzięki technice małych obietnic i większych rezultatów. Według Wisdoma, dzieje się tak, ponieważ w wielu organizacjach dział IT musi przesadzać w przedstawianiu negatywnych okoliczności, żeby uzyskać zasoby, których potrzebuje. "W niektórych organizacjach dział IT nic nie dostanie, jeśli nie ogłosi katastrofy. To jak w filmie <<Full Metal Jacket>>, gdzie żeby dostać wsparcie piechoty, prosi się o czołgi, bo wiadomo, że gdyby poprosić o piechotę, to nic się nie dostanie".

O ile Dystorsjanin może się okazać przydatny w dziale, sterując po morzach polityki międzydziałowej i z lekkością promując wartość działu IT, to może się też łatwo stać złoczyńcą. Ma w końcu skłonność do przejmowania chwały za udane projekty, nawet gdy zrobił wszystko, żeby się nie powiodły.

Lowe opowiada, że pracował na początku XXI wieku w urzędzie energii, który musiał dostosować platformę .Net Microsoftu, do automatyzacji biura. Urząd opierał się głównie na platformie Java, ale w tym zakresie .Net oferowało narzędzia, których brakowało Javie. Lowe wspomina: "Nasz kierownik wspierał nas bezkompromisowo, ale wiceprezes IT przeciwstawiała się na każdym kroku. Kazała nam wykonać trzy projekty pilotażowe. Kiedy wszystkie powiodły się śpiewająco, przyznała, że potrzebowaliśmy właśnie .Net. Potem przeniosła naszego kierownika na inne stanowisko, a sama zgarnęła chwałę".

Dystorsjanie, którzy przeszli na ciemną stronę, nie tylko są źródłem ogólnego niezadowolenia, ale również ukrywają prawdziwe wartości działu IT.

Meikle mówi: "Kiedy ktoś inny otrzymuje pochwały za ciężką pracę, którą wykonujesz, zwłaszcza gdy pracujesz podwójnie ciężko, to zwykle będziesz wolał odejść. Albo firma nie zauważy zysków, które zapewniasz, i zleci twoje zadania na zewnątrz. Kiedy obsługa klienta albo wsparcie produkcji się rozsypie, nawet nie będą znali prawdziwych przyczyn".

Superbohater IT nr 7: Samotny Geek

Supermoc: Pragnienie mówienia prawdy

Najmniej sławiony bohater jest prawdopodobnie najważniejszy. Może nie mieć wyjątkowych darów technicznych czy wielkiego instynktu, może nie umieć rozgryźć kodu systemu lub szybko załatać dziury. Ale zawsze postępuje właściwie - mówi, kiedy coś jest źle, nieważne, na ile odcisków nadepnie.

Tacy ludzie potrafią głośno powiedzieć: "Nie powinniśmy tego robić w ten sposób, bo będą problemy na następnych etapach. Powinniśmy poświęcić więcej czasu, żeby zrobić to porządnie". Nie zawsze zostaną za to docenieni.

"Tak jak w przykładzie z uszkodzoną macierzą dyskową, tylko jedna osoba miała odwagę powiedzieć, co zrobił jej własny dział" - mówi Howard. "W tym przypadku bohater został nagrodzony pozostawieniem na posadzie. Nie wszystkie organizacje postępują w ten sposób".

Na podstawie: Dan Tynan, "Siedmiu superbohaterów IT i ich śmiertelne wady", InfoWorld (US)


TOP 200