Sieć czy System

Nie ulega wątpliwości, że na naszych oczach rozpada się system regulacji oparty na starych instytucjach polityki i kultury. Jaki zatem będzie nowy ład światowy, jaki powstanie system regulacji życia społecznego w epoce Sieci, w już ponad rok po tragedii z 11 września?

Nie ulega wątpliwości, że na naszych oczach rozpada się system regulacji oparty na starych instytucjach polityki i kultury. Jaki zatem będzie nowy ład światowy, jaki powstanie system regulacji życia społecznego w epoce Sieci, w już ponad rok po tragedii z 11 września?

Wiemy już, że wiek XXI musi zafundować sobie nowy system zarządzania światem (a dokładniej to, co określa się trudnym do dokładnego przetłumaczenia słowem governance). Powinniśmy sobie odpowiedzieć na pytania, czego potrzeba, by życie było bezpieczne, twórcze, a przynajmniej znośne, oraz jakie powinniśmy mieć obawy, że zostanie to wykorzystane do kontroli? Kto powinien monitorować ewolucję tego systemu? Czy w ogóle jakieś siły będą do tego zdolne? Wreszcie, jaki będzie realny zakres wolności jednostki w nowych warunkach? Te kwestie powinny interesować wszystkich: liberałów, konserwatystów, socjalistów, globalistów i antyglobalistów, etatystów, anarchistów itd.

Nasza wiedza na ten temat jest ograniczona, ponieważ zostaliśmy wzięci przez zaskoczenie, które nie sprzyja adaptacji wyprzedzającej.

Niedostatek tej wiedzy skłonił mnie do wywołania problemu w nadziei na dyskusję.

Podejście diaboliczne i liryczne

Pierwsze przestrzega przed rosnącą technicyzacją ludzkiej egzystencji, unaukowieniem przetrwania (scientification of survival), czyli całkowitym uzależnieniem człowieka od coraz to nowszych generacji techniki i odkryć naukowych. Mamy tu sporo poważnych argumentów i obaw przed zredukowaniem komunikowania do interakcji człowiek-maszyna. Ale nie brak też pięknoduchostwa intelektualistów, które nie toleruje wdzierania się techniki w świat ludzkiej psychiki. Widać tu nawiązanie do nurtów katastroficznych czerpiących z pesymizmu kulturowego Oswalda Spenglera, Jose Ortegi y Gasseta, Karla Jaspersa czy egzystencjalistów.

Wielu jest przekonanych, że nowa regulacja może przybrać kształt technototalitarny i ludzie zostaną tak zdeterminowani przez cywilizację informatyczną, że nie będą w stanie się obronić. Kto w takim systemie się nie znajdzie, nie będzie zdolny do funkcjonowania w społeczeństwie, bo żadna emigracja wewnętrzna nie pomoże.

Będziemy żyć pod nadzorem "elektronicznego pastucha". Bycie w systemie to nie tylko korzystanie z jego dobrodziejstw, lecz również straty w sferze wolności, prywatności czy wręcz intymności.

W niektórych projekcjach ów "system" czy wręcz "metasystem" (system integrujący wszystkie inne) jest postrzegany jako inkorporacja biosocjosfery przez biotechnosferę (jak zauważył K. Chyła w nie opublikowanej jeszcze pracy Człowiek w dobie mediów, media w dobie technologii) - widać tu powrót determinizmu. Najgłośniej wywołał ten problem Neil Postman w książce Technopol. Triumf techniki nad kulturą (wydanie polskie 1995 r.), rychło znajdując zwolenników. W ich przekonaniu wszystkie technologiczne przedłużenia człowieka, interfejsy człowiek-maszyna, są wymyślane po to, aby jak najbardziej zintegrować go z systemem kontroli przez "wrastanie maszyny w nas samych" (jak pisał C. Talbott w książce z 1995 r. The Future does not compute - Transcending the Machines in Our Midst). Choć ciągle nam się wydaje, że panujemy nad maszyną, to nie możemy uciec od prawdy, że ona zagnieżdża się w nas przez interfejs. Jak wielki jest to wpływ, pokazuje dyfuzja telefonii mobilnej (pokolenie SMS, netizen itp.)

Im liczniejsze owe przedłużenia, tym więcej ewidencjonowania wszelkich przejawów życia. Nie da się już nawet policzyć, a przynajmniej obywatel tego nie wie, w ilu bazach danych znajdują się jego dane. Nadto nie wiadomo, jakie się robi agregacje danych z różnych baz w celu sporządzania profili osobowych. Technofoby straszą, że w końcu wszyscy będziemy mieć na ciele wydrukowany kod kreskowy, bo proces numeryzacji człowieka raz rozpoczęty musi się tym skończyć.

Są też wizje optymistyczne. Daleko w takich prognozach idzie ogłoszony w lipcu br. raport amerykańskiej Narodowej Fundacji Naukowej (http://www.nsf.gov/od/1pa/news/02/pr0257.htm), w którym mowa jest o misji biotechnologii i informatyki w dziele udoskonalenia człowieka, by zbudować lepszą cywilizację.

Technooptymiści wskazują na nadzwyczajne szanse rozwoju (także kulturowego), zarówno dla społeczeństw już zaawansowanych cywilizacyjnie, jak i tych odstających, przedinformatycznych. Można się w tym dopatrywać nostalgii za lepszym światem, wiary w to, że cywilizacja ciągle się doskonali.