Sejm kończy prace nad ustawą wdrażającą dyrektywę o ponownym wykorzystaniu informacji publicznej

To regulacja o znaczeniu ustrojowym. Może zmieniać państwo i relacje z obywatelami. Niedawno prace legislacyjne nabrały przyśpieszenia, dziś (13 września) ustawa ma być rozpatrywana przez Senat. Jeżeli nie będzie miał on poprawek to ustawa trafi jeszcze w tygodniu do podpisu do Prezydenta.

Projektowi nadano status pilnego, aby udało się uchwalić ustawę jeszcze w tej kadencji. Uznano wyraźnie, że sprawa jest ważna dla wizerunku rządu przed wyborami. Doświadczenie wprawdzie uczy, że w ekspresowym trybie trudno uniknąć usterek, być może trzeba będzie do niektórych kwestii wrócić, ale istotne jest, że załatwiono wreszcie przynajmniej od strony formalnej jedną z dawno zaległych spraw. Dyrektywa unijna pochodzi z roku 2003, a Polska musiała się już wstydliwie tłumaczyć z opóźnień przed Trybunałem Sprawiedliwości i ponieść koszty postępowania.

Głównym zamysłem dyrektywy jest założenie, że jeżeli w ramach sektora publicznego raz zamówiono przygotowanie i przetworzenie informacji, to powinna ona być dostępna dla obywateli bez dodatkowych opłat. W ramach administracji utrzymywanej z podatków przez obywateli i przedsiębiorców gromadzi się informacje niezbędne do funkcjonowania państwa. Zasoby informacyjne mają zatem potencjalnie sporą, chociaż najczęściej niewymierną wartość, a są z reguły wykorzystywane w ograniczony sposób, wyłącznie w celu, dla którego formalnie zostały zorganizowane. Przedsiębiorczy obywatele mogą znaleźć dla tego rodzaju informacji zupełnie nowe, innowacyjne zastosowania, które w ogóle nie były zaplanowane przez urzędników. Nietrudno sobie też wyobrazić, że można wymyśleć inny sposób przetwarzania informacji, niż przyjęto w urzędzie. W sieci mnożą się portale przetwarzające informacje ze źródeł publicznych.

Przedsiębiorczy czy ciekawi

Znany portal fundacji ePaństwo, sejmometr.pl, posługując się informacjami, które da się wygrzebać na stronach sejmowych, przetwarza je w inny sposób niż administratorzy strony oryginalnej. Strony internetowe każdego urzędu powstają jako ich tradycyjna wizytówka z jednej strony, a z drugiej strony jako rodzaj biura obsługi klienta. Autorzy fundacji zbudowali portal skierowany bezpośrednio do świadomego politycznie obywatela, którego interesuje, co porabiają posłowie, na których głosował, i co się w Sejmie rzeczywiście dzieje. W oficjalnym przekazie wiele informacji unika uwagi. Społeczny charakter pozwala zasilić portal informacjami niezależnymi. Nie trzeba wielkiej przenikliwości, aby zauważyć, że powstają w ten sposób mechanizmy pozwalające obywatelom współuczestniczyć w debacie.

Poprawa przejrzystości procesu legislacyjnego, a także podejmowanie innych rozstrzygnięć politycznych było jednym z wątków niedawnej serii dyskusji organizacji pozarządowych z rządem. Wybrani przedstawiciele polskich organizacji zajmujących się swobodami obywatelskimi w Internecie spotykali się z urzędnikami Kancelarii Premiera przez ostatnich kilka miesięcy, dyskutując, jak dostosowywać nowe projekty legislacyjne ustawy do światopoglądu pokolenia Internetu. Przyjęty sposób wdrażania dyrektywy jest jednym z dorobków tych dyskusji, ale być może też przyczynił się do utrwalenia pewnego nieporozumienia. Rząd przyjął, że nastąpi to poprzez nowelizację ustawy o dostępie do informacji publicznej, która od 2001 reguluje procedury publikacji informacji w urzędach, czyli jakich informacji urzędnicy nie powinni przed obywatelami skrywać, zasłaniając się chronionymi prawem tajemnicami.

Chyba byłoby lepiej, aby wdrożenie dyrektywy o powtórnym wykorzystaniu informacji publicznej nastąpiło odrębną ustawą, bo dyrektywa jest o czymś innym niż obywatelskie prawo skontrolowania władzy, jawność procedur administracyjnych lub zaspokojenie ciekawości publicystycznej dziennikarza. Dyrektywa reguluje kwestie ekonomicznej wartości informacji przetwarzanej w urzędach, czyli tworzy rynek informacji, którą dysponuje sektor publiczny. Również ograniczenia dostępności informacji tłumaczą racje ekonomiczne, np. ochrona praw własności intelektualnej w mediach, sektorze nauki, kultury.

Tak jak w przypadku wszelkich innych zasobów, którymi dysponuje państwo, informacja powinna być udostępniana na niedyskryminujących zasadach. Wartość informacji zmienia się w czasie, zależy od zastosowań. To praktyczny powód, dla którego najwłaściwszym podejściem jest jej oferowanie, jeżeli to możliwe, bez opłat lub co najwyżej po cenie przygotowania jej do udostępnienia. Aspekt ekonomiczny udostępniania informacji, która jest w posiadaniu państwa, to jedna z osi unijnej strategii Agenda Cyfrowa. Po realizacji tej strategii oczekuje się, że podobnie jak na wciąż rosnącym rynku aplikacji rozrywkowych, które napędzają ruch w sieciach szerokopasmowych, ułatwienia w wykorzystaniu informacji publicznej napędzi rynek aplikacji użytkowych, potrzebnych do życia, pracy, nauki.

Lokalnie widać lepiej

Oczywiście organizacja dostępu do informacji publicznej sporo kosztuje. Państwa, które wdrożyły unijną dyrektywę wcześniej, mogą już analizować skuteczności osiągnięcia spodziewanych efektów ekonomicznych, opierając się na doświadczeniach.

Najłatwiej dostrzec wartość tworzenia nowych sposobów przetwarzania informacji na poziomie lokalnym, gdzie zaczyna się zdecydowana większość systemów obsługi obywatela i gdzie gromadzi się najwięcej informacji. Już dzisiaj, nie oglądając się na uregulowania, powstają niezależne portale informacyjne lokalnych społeczności, które wyręczają oficjalne instytucje. Niektóre mają charakter sieci społecznościowych, inne są sposobem na biznes, jeszcze inne pokazują, że przy okazji można realizować dodatkowe cele.

W Warszawie rozkłady jazdy Zakładu Transportu Miejskiego, pomimo niezłego firmowego portalu, są przetwarzane według konkurencyjnych koncepcji przez niezależne portale społecznościowe. Obrazy z kamer monitoringu pozwalają planować podróże. GDDKiA udostępnia obecnie obrazy dla całej Polski. Miasto Poznań, doceniając kreatywność mieszkańców, przyjęło rolę brokera próbującego integrować informacje miejskie z różnych źródeł. Innowacyjne koncepcje zarządzania infrastrukturą miejską mają uczynić miasta wygodniejszymi. Z perspektywy lokalnej najłatwiej widać też dolegliwości istniejących barier, np. w posługiwaniu się informacją przestrzenną. Chodzi m.in. o ceny, jakie trzeba płacić urzędom za prawo komercyjnego wykorzystania map geodezyjnych, które są podkładem dziesiątków potencjalnie użytecznych projektów i usług.

Oddanie za darmo lub po kosztach czegoś, co było trzymane pod kluczem, stanowiło źródło dochodu lub było rodzajem atrybutu władzy, wymaga niełatwej zmiany mentalnościowej i wyobraźni, że udostępniona informacja może wrócić dowartościowana wielokrotnie.


TOP 200